Interesujące zagadnienia

W tej części znajdują się różne artykuły omawiające „interesujące zagadnienia” lub problemy, na jakie możemy natrafić w trakcie poszukiwań genealogicznych.
Artykuły publikowane są w ciągu jeden po drugim. Można już poczytać na następujące tematy:
Problem z datowaniem. Z podwójnym czy z pojedynczym? (12 II 2017)
Po kim dziecko otrzymuje nazwisko i z czego to wynika? (29 XI 2016)
Konwersje (4 X 2016)

Akty zgonu. Zalety i pułapki. (5 IX 2016)
Zaczęło się od 3 x prababci Kassyldy… (14 VIII 2016)

________________

Czego możemy się dowiedzieć z aktów małżeństw?

w przygotowaniu

________________

Problem z datowaniem. Z podwójnym czy z pojedynczym?

Jakiś czas temu zainicjowałam dyskusję na temat problemów z odczytywaniem dat w dokumentach (metrykalnych i innych) z terenów byłego zaboru rosyjskiego w czasach, kiedy zaczęło się pojawiać podwójne datowanie (trudno określić, kiedy się to zaczęło; być może po 1825, a może dopiero po powstaniu listopadowym; wydaje się, że na pewno od 1868, ale z kolei po tej dacie można natrafić w dokumentach na pojedyncze daty).
W zasadzie można powiedzieć, że podwójne datowanie nie jest problemem. Jeżeli są dwie daty, to łatwo jest określić która jest która. Problem z określeniem zastosowanego kalendarza pojawia się wtedy, kiedy w dokumencie są daty pojedyncze.

Pokrótce o dwóch kalendarzach, które były używane na terenach Polski. Nazwy obydwu wywodzą się od pierwszych imion osób, za których urzędu zostały one wprowadzone do użytku. Pierwszy, powstał za czasów panowania Juliusza Cezara w 45 p.n. e., nazywany jest kalendarzem juliańskim. Drugi, został wprowadzony do użycia przez papieża Grzegorza XIII w 1582 i nazywany jest kalendarzem gregoriańskim.

Żeby obliczyć datę, a także sprawdzić, czy daty są poprawnie zapisane – a czasami nie są i wtedy oczywiście rodzi się jeszcze inny problem – niepoprawności daty – można korzystać z prostego wzoru:

Wiek XIX: kalendarz gregoriański = kalendarz juliański + 12 dni
(w zapisie: data / data + 12 dni)

Wiek XX: kalendarz gregoriański = kalendarz juliański + 13 dni
(w zapisie: data / data + 13 dni)

Zmiana stosowanego kalendarza nie jest wyłącznie polską specyfiką. Warto mieć to na względzie, jeśli poszukiwania czy sami przodkowie zaprowadzą nas do innych krajów. Przykładowo, kalendarz gregoriański wprowadzono w Prusach w 1700, w Anglii w 1752, w Toskanii w 1750, w Szwecji w 1753, w Lotaryngii w 1682 a w Rosji w 1918. I nasze problemy są najczęściej związane z dużym opóźnieniem Rosji we wprowadzeniu kalendarza gregoriańskiego w stosunku do innych krajów

Jeśli chodzi o poszukiwania genealogiczne dotyczące mieszkańców Polski to są trzy obszary, gdzie może pojawić się problem z niespójnością dat, albo w obrębie jednego zespołu źródeł (na przykład akta stanu cywilnego) albo pomiędzy różnymi dokumentami dla jednej osoby:

  1. Tereny zaboru rosyjskiego;
  2. Tereny włączone do Rosji na mocy Pokoju w Tylży (7 lipca 1807), na mocy którego Napoleon Bonaparte zgadzał się na aneksję przez Rosję departamentu białostockiego;
  3. Tereny właściwego Imperium Rosyjskiego gdzie nasi krewni czy powinowaci wywędrowali za edukacją, pracą, zostali zesłani itd.

W drugim i trzecim przypadku będziemy mieć po prostu do czynienia z jedną datą i będzie ona zapisana według starego kalendarza czyli juliańskiego.

W pierwszym przypadku możemy natrafić na pojedyncze datowanie w czasach, kiedy na pewno podwójne datowanie było w użyciu lub sporadycznie lub przez jakiś czas na datowanie podwójne w czasach, kiedy na ogół się to nie zdarzało.

Dociekanie według którego kalendarza data pojedyncza została zapisana może być żmudne i zbyt czasochłonne. Na ogół nie przeprowadza się takich poszukiwań.
Co w takim razie zrobić, kiedy nie jesteśmy pewni, czy daty, które wpisujemy do życiorysu naszych przodków są ze sobą spójne – to znaczy zostały zapisane według tego samego kalendarza.

Według mnie prostym rozwiązaniem jest:

  • Podawać daty tak, jak są zapisane w dokumentach – to znaczy jeżeli mamy dwie daty, to podajemy dwie daty na przykład:

Bronisława (Boguska) Skłodowska zmarła dnia 27 kwietnia / 9 maja 1878 [XIX w.]
Władysław Skłodowski zmarł dnia 1 / 14 maja 1902. [XX w.]

  • A jeżeli mamy tylko jedną datę, to podajemy tylko jedną:

Maria Skłodowska urodziła się dnia 7 listopada 1867. [XIX w.].

Natomiast na początku naszego opracowania, czy w innym dogodnym miejscu, gdzie będą opisane wszystkie informację na temat, jak czytać przygotowaną przez nas historię czy genealogię rodziny, warto jest podać, że daty w obrębie tego opracowania mogą nie być ze sobą spójne oraz jaką metodę przyjęliśmy do ich zapisu.

Może się wydawać, że jeżeli ktoś jest z Wielkopolski czy Galicji, to te problemy nie będą dotyczyć jego przodków. Oczywiście. Jednakże w XXI w. społeczeństwo jest tak wymieszane, że w każdej rodzinie można się spodziewać krewnych czy powinowatych pochodzących ze wszystkich zakątków Polski a nie jedynie z miejsca, gdzie my się teraz znajdujemy lub znanego nam z przekazów rodzinnych jako „kolebka” naszej rodziny.
Po dyskusji o dacie urodzenia Marii Skłodowskiej zaczęłam zbierać przykłady. Poniżej kilka z nich wraz z linkami do aktów. Postaram się dodawać kolejne.

Akta stanu cywilnego cerkwi prawosławnej św. Marii Magdaleny (Praga) w Warszawie, małżeństwa 1894. Co ciekawe, zapis w księdze jest taki jak w Imperium Rosyjskim a nie taki, jaki obowiązywał na ziemiach polskich pod zaborem rosyjskim. Data jest tylko jedna, można przyjąć, że została zapisana według kalendarza juliańskiego

ASC parafii prawosławnej św. Marii Magdaleny w Warszawie na Pradze, małżeństwa 1894

Przykład z tej samej księgi co wyżej, ale panna młoda jest rzymską katoliczką

 

A tutaj przykład z Lublina. Też jest jedna data, ale księgi – w przeciwieństwie do wcześniejszego przykładu z parafii prawosławnej w Warszawie – mają akty metrykalne prowadzone w takim samym zapisie jak w pozostałej części kraju. Widać więc, że ta konkretna parafia warszawska była parafią rosyjską  a ta lubelska polską.

ASC parafii prawosławnej Przemienienia Pańskiego w Lublinie, UMZ 1906-1909, tu fragment U 1909

12 II 2017

________________

Po kim dziecko otrzymuje nazwisko i z czego to wynika?

Przyczynkiem do tego artykułu była dyskusja, która odbyła się jakiś czas temu na Facebook-owej grupie Genealodzy (PL), a którą wywołało pytanie: jak należy zapisać nazwisko dziecka w indeksie elektronicznym, jeżeli w akcie urodzenia dziecka nie występuje ojciec?
Najprostszą odpowiedzią na to pytanie jest sprawdzenie, pod jakim nazwiskiem dziecko zostało zapisane w indeksie urodzeń w księdze, do której akt urodzenia tego dziecka zapisano. Jednakże w księgach urodzeń z Galicji oraz w większości ksiąg z Wielkopolski (pod zaborem pruskim) indeksów na końcu księgi w ogóle nie spisywano. Odpowiedź ta nie zadowoli więc wszystkich, którzy nie tylko jako osoby indeksujące, ale także jako poszukiwacze rodzinnych korzeni, natrafią na podobny problem.

Akty urodzenia (czy chrztu) opisują rodziców dziecka w taki sposób, że możemy z nich wyczytać, jaka była sytuacja prawna rodziny to znaczy, czy rodzice byli małżeństwem, czy ojciec pozostawał nieznany itd. Przekładało się to między innymi na nadanie dziecku nazwiska. Możemy wyróżnić następujące sytuacje, które skutkowały późniejszym używaniem takiego czy innego nazwiska:

akty urodzenia czy chrztu, gdzie wszytko jest „po bożemu” to znaczy, że dziecko urodziło się z rodziców pozostających w legalnym związku małżeńskim – wtedy w zapisie pojawią się następujące sformułowania czy określenia: dziecko urodziło się z prawowitej małżonki, z żony jego (czyli zgłaszającego) lub jak w Galicji legitimi thori (co zaznaczane było po prostu pionową kreską w  w tak opisanej kolumnie) czyli prawne lub z prawego łoża; przykładem takiego aktu urodzenia, który można odnaleźć na tej stronie jest akt urodzenia Marii Skłodowskiej
tu dziecko otrzymuje nazwisko po ojcu

akty urodzenia, gdzie wszystko jest wprawdzie  „po bożemu”, ale nie zostało zalegalizowane zgodnie z przepisami kodeksu prawa cywilnego; tutaj przykładem są szczególnie akty urodzenia dzieci wyznania mojżeszowego z Galicji (choć takie zapisy można znaleźć wszędzie), których rodzice mieli tylko ślub religijny, ale w świetle prawa cywilnego nie byli małżeństwem; te dzieci zapisywane są jako dzieci nieślubne (illegitimi thori) pod nazwiskiem panieńskim matki i tylko imię i nazwisko matki podane jest w akcie urodzenia; czasami w uwagach pojawiają się przy takich aktach zapisy o legalizacji związku przez rodziców i zmianie nazwiska dziecka
tu dziecko otrzymuje nazwisko po matce, choć może to z czasem ulec zmianie o czym będzie informował stosowny zapis

akt urodzenia dziecka rodziców, którzy nie są małżeństwem, ale ojciec dziecka przyznaje się do ojcostwa; tutaj jest kilka wariantów:

akt urodzenia dziecka w sytuacji, gdy ojciec dziecka nie jest małżonkiem matki dziecka (ani żadnej innej kobiety), ale przyznaje się do ojcostwa; opisałam taki przypadek w jednym z wcześniejszych wpisów na blogu:
Zapis o przyznaniu się do ojcostwa
tu dziecko otrzymuje nazwisko po ojcu

akt urodzenia dziecka, gdy ojciec dziecka – tu znowu zdarzają się takie sytuacje w małżeństwach religijnych wyznania mojżeszowego – ma ślub religijny z matką dziecka, ale nie ma z nią ślubu cywilnego; natomiast w akcie urodzenia dziecka występuje, jako ojciec przyznający się do ojcostwa, ale nie jako małżonek matki dziecka
tu dziecko otrzymuje nazwisko po ojcu

akt urodzenia dziecka w przypadku, gdy jego ojciec pozostaje w legalnym związku małżeńskim z inna kobietą niż matka dziecka, ale przyznaje się do ojcostwa tego dziecka; taki przypadek opisałam też w jednym z wpisów na blogu:
przyznanie się do ojcostwa dziecka nieślubnego w przypadku, gdy ojciec pozostaje w związku z inną kobietą
tu dziecko otrzymuje nazwisko po ojcu

akt urodzenia dziecka nieślubnego i tu mogą być dwa przypadki:

– matka jest panną; urodzenie takiego dziecka często, ale nie zawsze zgłasza położna, czasami zgłasza też ktoś z rodziny
tu dziecko otrzymuje nazwisko takie samo, jak brzmi nazwisko panieńskie matki

– matka jest wdową i dziecko urodziło się w terminie uniemożliwiającym potwierdzenie, że ojcem dziecka był zmarły mąż
tu dziecko otrzymuje nazwisko po matce i jest to jej nazwisko po zmarłym mężu

Odrębną kategorią są akty urodzenia dzieci podrzuconych lub pozostawionych w szpitalach, gdzie w zasadzie – jeżeli chodzi o przyjęcie nazwiska rodowego – w grę może wchodzić kilka opisanych powyżej przypadków. W takich aktach urodzenia czasami podane jest tyko imię matki, czasami obojga rodziców a czasem żadnego. Warszawa jest dobrym przykładem dużego miasta, gdzie od wieków istniały instytucje przygarniające porzucone dzieci i gdzie ślady tej działalności można odnaleźć także w księgach metrykalnych. Dom księdza Boduena (lub według oryginalnej pisowni Baudouina) był i pozostaje znaną instytucją tego rodzaju. Ostatecznie wszedł on w skład Szpitala Dzieciątka Jezus. Obydwie instytucje istnieją w Warszawie do dziś – choć pod nieco innymi nazwami.
Poniżej podaję link do jednego tylko aktu urodzenia, ale można przeczytać wszystkie sąsiadujące z nim metryki. Czytając te akty urodzenia w ciągu można zauważyć, że dzieci były zgłaszane jedno po drugim, czasami rodzice są znani, jednakże nie oni stawali z dzieckiem do chrztu.
Osobą zgłaszającą urodzenie tych dzieci w tym konkretnym roku i czasie była Rozalia Raciborska, lat 52, pracownica Szpitala Dzieciątka Jezus. Z tego – podanego tu jako przykład wielu podobnych sytuacji zapisanych w aktach metrykalnych – aktu urodzenia Jana Ratkie/Radkie dowiadujemy się, że dziecko to zostało przyniesione do Szpitala Dzieciątka Jezus dnia poprzedniego (w stosunku do daty spisania aktu urodzenia czyli 26 września / 8 października 1868), miało wtedy 19 dni a jego miejsce urodzenia nie było znane (nie był to więc Szpital Dzieciątka Jezus). Jego matką była Józefa Radkie lub Ratkie – być może nazwisko to było pisane przez „o” a nie przez „a”, nazwisko w akcie urodzenia i w indeksie urodzonych nie jest zapisane tak samo.

Link do aktu urodzenia: RzK Św. Krzyż, Warszawa, U 2474 / 1869 Jan Radkie (lub Ratkie)

Link do indeksu aktów urodzenia, Jan Ratkie wpisany jest w drugiej kolumnie od lewej

Link do hasła w Wikipedii opisującego historię Domu Podrzutków księdza Boduena i jego związków ze Szpitalem Dzieciątka Jezus

Mimo, że jest to szeroki wachlarz możliwości, być może pominęłam jeszcze jakieś sytuacje, gdzie nie zawsze jest jasne, po kim dziecko otrzymało nazwisko. Będę wdzięczna za informacje, gdyby tak było.

Opisane sytuacje dotyczą nadania – zapisania do księgi – nazwiska rodowego dziecku w momencie spisywania aktu urodzenia. Mogło się tak zdarzyć, że takie nazwisko nie utrzymało się do końca życia – i nie chodzi mi tu o zmianę stanu cywilnego.

29 XI 2016

________________

Konwersje

Temat ten często pojawia się w dyskusjach genealogicznych i pytanie brzmi „jak wygląda dokument konwersji?” W Polsce na ogół chodzi o konwersje przedstawicieli różnych wyznań na wyznanie rzymsko-katolickie, choć nie tylko. Dokumentem potwierdzającym konwersję jest często (choć nie zawsze) akt chrztu lub urodzenia. Takie dokumenty są zazwyczaj (choć nie zawsze) spisywane dla osób dorosłych, nie są więc bezpośrednio powiązane z datą urodzenia, i dlatego mogą być trudne do odnalezienia, szczególnie gdy nie wiadomo, kiedy i gdzie konwersja faktycznie miała miejsce. W formie transkrypcji (pisownia zmodernizowana – poza charakterystycznymi słowami, które czasami pozostawiłam w oryginalnym zapisie) pokazuję, jak wyglądają takie dokumenty.
Przyczyny konwersji były różne. Jedną z nich było przyjęcie wiary przyszłej/ego małżonki/a w celu ujednolicenia wyznania w rodzinie. Wyznanie rzymsko-katolickie porzucano na rzecz wyznań uznających rozwody tak, by drugi czy kolejny związek małżeński można było zawrzeć w formie ceremonii religijnej.

Pierwszy przykład jest interesujący z kilku powodów. Osoba zmieniająca wyznanie w Warszawie urodziła się w zupełnie innym mieście (Radzyniu – dziś Radzyniu Podlaskim) i prawdopodobnie mieszkała w nim na stałe. Trudno powiedzieć jedynie na podstawie tego dokumentu, czy Zelman Feldryn–Józef Jabłoński zamierzał przeprowadzić się do Warszawy, czy też konwersji celowo dokonał z dala od domu bez zamiaru zmiany miejsca zamieszkania. Akt chrztu (równy w tym przypadku konwersji) zapisany został w postaci aktu urodzenia w parafii św. Jana na Starym Mieście mimo, że sam obrzęd chrztu został dopełniony przez księdza z zakonu kapucynów w kościele przy Miodowej. Adres podany jako czasowy adres zamieszkania Zelmana/Józefa, Miodowa # 494, to adres samego budynku kościoła zakonu kapucynów, dzisiejszej parafii rz.-kat. Przemienienia Pańskiego. Nie był to wtedy kościół parafialny a jedynie klasztorny. Wskazuje to raczej na celowy przyjazd pod ten adres w celu dokonania konwersji, która później została zapisana w kościele parafialnym dla mieszkańców ulicy Miodowej czyli w księgach katedry św. Jana. I co ciekawe, Zelman na chrzcie otrzymał nie tylko nowe imię, ale także zmienił nazwisko, co zostało zapisane w dokumencie. Mamy tu też informacje o rodzicach Zelmana-Józefa. Taki dokument to prawdziwy skarb, ponieważ zawiera mnóstwo informacji.

RzK Św. Jan, Warszawa, U 243 / 1842 Józef Jabłoński

Działo się w Warszawie, dnia 26 miesiąca kwietnia 1842, o godzinie czwartej z południa. Wiadomo czynimy, że w dniu wczorajszym, przez księdza Beniamina Szymańskiego, Prowincjała Zgromadzenia Ojców Kapucynów (w moc udzielonego onemuż pozwolenia piśmiennego, przez Konsystorz Generalny Archidiecezji Warszawskiej) dopełnionym został obrzęd chrztu świętego nad nowonawróconym z wyznania mojżeszowego, do wiary świętej rzymsko-katolickiej, Zelmanem Herszkowiczem, żonatym, liczącym lat 26, urodzonym w mieście Radzyniu, guberni podlaskiej, z niegdy Herszka Szemsiowicza Feldryn, i Sory, małżonków, w Warszawie przy ulicy Miodowej pod liczbą 494 nateraz zamieszkującym, któremu na chrzcie świętym nadane zostało imię Józef z nazwiskiem Jabłoński. Rodzicami jego chrzestnymi byli Józef Tymowski, Sekretarz Stanu, w imieniu Jaśnie Oświeconego Księcia Namiestnika Królewskiego, z Teklą Pawłowską Generałową. Po czym niniejszy akt, po odczytaniu onego, dla większej wiary, przez nas podpisany został.
Ksiądz Stanisław Zwoliński, wikariusz metropolitalny warszawski.

Drugi przykład jest interesujący choćby dlatego, że jest to zaświadczenie o wpisie do ksiąg parafialnych zmiany wyznania (czy też mówiąc językiem współczesnym odpis aktu o zmianie wyznania). Sama zmiana wyznania miała miejsce w roku poprzednim w stosunku do daty tego dokumentu. Zaświadczenie to znalazłam przeglądając tak zwane Aneksy/Alegaty/Dowody do małżeństw (portal Szukaj w Archiwach używa określenia „Aneksy”). W takich sytuacjach osoby innego chrześcijańskiego wyznania, które jest uznane przez Watykan, nie są chrzczone ponownie. Stąd chrzest nie towarzyszy tutaj zmianie wyznania, chrzest raz już przyjęty jest akceptowany jako „obowiązujący”. Jest tu jedynie zapis o dobrowolnej chęci zostania katolikiem. Nie ma tu też zmiany imienia. Ale – jak w akcie urodzenia – są tutaj wszystkie istotne informacje: miejsce urodzenia, imiona i nazwiska rodziców, wiek oraz adres zamieszkania w Warszawie.

RzK Nawiedzenia NMP, Warszawa, Zaświadczenie o zmianie wyznania, Aneksy 1906 Teofil Kołodziejczyk.

Proboszcz rz.-kat. parafii św. Jana w Warszawie oświadcza, że w księgach kościelnych tejże parafii z 1905 pod nr 24 znajduje się następujący akt o przyjęciu wiary rzymsko-katolickiej:

Działo się w Warszawie w parafii św. Jana dnia 5 czerwca roku 1905. Stawił się Teofil Kołodziejczyk, syn Grzegorza i Karoliny ur. Łada, urodzony w mieście Sokołowie, powiatu tegoż, guberni siedleckiej, lat 24, zamieszkały w Warszawie przy ul. Krakowskie Przedmieście nr 29 i oświadczył, iż będąc dotąd wyznania greko-unickiego, dziś pragnie zupełnie dobrowolnie zostać katolikiem. Wskutek czego Teofil Kołodziejczyk przeze mnie niżej podpisanego w dniu dzisiejszym przyjęty został na łono Kościoła Rzymsko-Katolickiego w obecności świadków:

  1. Jana Lipeckiego, lat 40, majstra szewckiego zamieszkałego przy ulicy Krakowskie Przedmieście nr 29
  2. Wiktora Kukawczyńskiego, lat 25, szewca, zamieszkałego przy ul. Krakowskie Przedmieście nr 29

Stawający (podpisano) Teofil Kołodziejczyk
1-szy świadek Jan Lipecki
2-gi świadek Wiktor Kukawczyński
Proboszcz parafii ks. Fr. Żebrowski

Zgodne z oryginałem

Warszawa, 21 kwietnia / 4 maja 1906

4 października 2016

________________

Akty zgonu. Zalety i pułapki.

Akty zgonu są najmniej wiarygodnymi dokumentami metrykalnymi. Mogą nam one jednak dostarczyć także mnóstwo bardzo ciekawych, naprowadzających i wiele odkrywających informacji, które będą także poprawne.

Wiarygodność aktu zgonu zależy przede wszystkim od tego, jak dobrze osoba zgłaszająca zgon znała osobę zmarłą. Jeżeli był to ktoś z bliskiej rodziny głównie rodzice lub rodzeństwo, wtedy szanse na poprawność informacji są większe. Jeżeli osoba zmarła żyła długo, odeszła z dala od rodziny lub była ostatnią osobą umierającą z kręgu swojego rodzeństwa, wtedy zgon zgłaszają osoby trzecie, czasami w ogóle niespokrewnione lub niewiedzące nic o osobie zmarłej. W takich sytuacjach pojawia się nawet zapis „niewiadomego miejsca urodzenia z nieznanych rodziców”.

Po raz pierwszy przekonałam się o niedoskonałości aktu zgonu korzystając z informacji zawartych w odpisie takiego dokumentu z USC, dotyczącego jednej z moich prababć, Konstancji (Lipińskiej) Dołeckiej. Z aktu zgonu chciałam się czegoś dowiedzieć o jej miejscu urodzenia. W odpisie skróconym aktu zgonu jako miejsce urodzenia podano Nowe Miasto. Faktycznie w tej parafii zapisane był akty urodzenia dwójki dzieci prababci, ale jej aktu urodzenia tam nie było. Dopiero 10 lat później, dzięki odnalezieniu w „Genetece” informacji o miejscu i roku zawarcia małżeństwa przez rodziców Konstancji, po dalszych żmudnych poszukiwaniach odnalazłam jej akt urodzenia. Konstancja urodziła się w Gutkowie, znajdującym się w parafii Łopacin. Rok urodzenia zgadzał się z tym, co wnuczek Konstancji pamiętał na ten temat – rok po powstaniu styczniowym.

Do dziś nie widziałam oryginału aktu zgonu. Spodziewam się, że osobą zgłaszającą była jedna z córek, ktoś z ich rodzin lub sąsiedzi. Nikt z rodzeństwa, które – jeżeli żyło – mieszkało gdzie indziej niż Konstancja. Konstancja w chwili śmierci w 1942 mieszkała w Warszawie. Informacja o jej miejscu urodzenia pochodziła więc raczej ze słyszenia a nie z pewnego źródła wiedzy. Były to czasy okupacji niemieckiej i nie można też wykluczyć, że rodzina mogła powstrzymać się od podania poprawnej informacji.

Odpis aktu zgonu był o tyle przydatny, że wymienieni tam byli rodzice Konstancji. Pobrali się oni w 1847 w Klukowie. Jak spojrzymy na mapę, to Nowe Miasto, Klukowo i Łopacin znajdują się w tej samej okolicy. Ale są w niej i inne parafie i miejscowości. Różnorodność parafii, w których zapisane były rodzinne akty metrykalne dowodzi, że rodzina ta nie mieszkała w jednym miejscu. Jest to częsty problem przy poszukiwaniach przodków na północnym Mazowszu. Dlatego możemy mieć wielkie oczekiwania w stosunku do aktów zgonu i jest bardzo rozczarowujące, jeżeli informacje w nich podane nie są poprawne.

Dla kontrastu pokazuję akt zgonu z okolic Warszawy, który wydaje się zawierać mnóstwo przydatnych informacji! Czy w takich przypadkach możemy je przyjąć bez cienia wątpliwości? Czasami zapewne tak, ale nie tym razem.

Źródło:
Akta Stanu Cywilnego parafii rzymsko-katolickiej w Zerzeniu:” Urodzenia, Małżeństwa, Zgony 1841”, Mateusz Kolasa, akt zgonu nr 12; Archiwum Państwowe w Warszawie. Pisownia zmodernizowana. W oryginalnym tekście wszystkie liczby zapisane są słownie.

Transkrypcja aktu zgonu
Działo się we wsi Zerzeniu dnia 16 lutego 1841 roku o godzinie 4.00 po południu. Stawili się Stanisław Kolasa lat 41 i Jan Kolasa lat 46 liczący, gospodarze we wsi Lesie zamieszkali i oświadczyli, iż w dniu czternastym bieżącego miesiąca i roku o godzinie 3.00 po północy umarł Mateusz Kolasa lat 78 mający, urodzony we wsi Zbytkach z niegdy Marcina i Agnieszki małżonków Kolasów, przeżywszy w pierwszym małżeństwie Eleonorę z Kuranowskich, zostawił drugim ślubem owdowiałą żonę Franciszkę ze Skoczków, wyrobnik we wsi Lesie zamieszkały. Po przekonaniu się naocznie o zejściu Kolasy akt ten przeczytany stawającym, którzy są synami zmarłego, i przez nas podpisany został gdyż ci pisać nie umieją. Ksiądz Wacław Ślepowroński Pleban Zerzeński.

Na pierwszy rzut oka nie ma w tym akcie zgonu niczego, co powinno budzić nasze podejrzenia. Dokument raczej zachwyca mnóstwem interesujących informacji, chciałoby się, by każdy akt zgonu tak wyglądał. Podane są miejsce urodzenia oraz imiona rodziców osoby zmarłej a urodzonej około 1763 (!). Podane jest także pokrewieństwo osób zgłaszających do siebie samych oraz do osoby zmarłej – wymóg ten później zanika i wtedy takie informacje bardzo rzadko pojawiają się samoistnie.

Czy coś jest w takim razie nie tak? Przy akcie zgonu takim jak ten wykrywalność nieścisłości czy błędów zależy od kolejności poszukiwań oraz od  dociekliwości poszukiwacza. Niska dociekliwość lub zaakceptowanie treści bez sprawdzenia jej wiarygodności z innymi dokumentami może prowadzić do błędów. Z treści wynika, że Mateusz Kolasa był dwukrotnie żonaty i że miał przynajmniej dwóch synów. Logicznym byłoby przypuszczać, że synowie ci pochodzą z jednego z tych wymienionych małżeństw lub z obydwu. Wiek synów sugeruje, że mogliby pochodzić z pierwszego małżeństwa, choć takowe mogło trwać krótko, więc i to drugie wchodzi w grę. Starannie przeprowadzone poszukiwania dowodzą, że Mateusz Kolasa był czterokrotnie żonaty i żadna z żon wymienionych w jego akcie zgonu nie jest matką dwóch synów zgłaszających zgon ojca. O ile z jednej strony znajdując taki akt zgonu cieszymy się z obfitości zawartych w nim informacji, to jednak trzeba je dokładnie sprawdzić. Trudno powiedzieć, dlaczego tylko dwie ostatnie żony Mateusza trafiły do dokumentu. Wydawałoby się, że skoro wymieniona jest zmarła już małżonka a było tych zmarłych małżonek trzy, to wszystkie małżonki, które Mateusz Kolasa przeżył, powinny zostać wymienione w dokumencie, a już w szczególności ta, która była matką zgłaszających zgon ojca synów. Być może synowie powinni byli zaprotestować??? Może protestowali, ale zapis nie został zmieniony.

W treści dokumentu nie ma żadnej informacji, która wskazywałaby na to, że wymienione małżonki zmarłego były matkami zgłaszających zgon ojca synów. Ale jest to pierwsze, co przychodzi nam na myśl i zazwyczaj rzeczywiście tak jest, ale jak widać, nie zawsze. Na ogół nie spotyka się takich zagadek, ale trzeba być na nie przygotowanym.

5 września 2016

________________

Zaczęło się od 3 x prababci Kassyldy…

Bez przesady mogę powiedzieć, że na warszawskim cmentarzu Stare Powązki byłam kilkaset razy. Kiedyś zwracałam jednak większą uwagę na groby znanych osób lub jeśli nagrobki były interesujące. Od kiedy zaczęłam interesować się genealogią najbardziej interesują mnie te, na których napisy zawierają dużo informacji o zmarłych oraz te, które mają stare „porcelanki”. Po tym jak w trakcie poszukiwań moich własnych przodków natrafiłam na niespotykane dziś imiona i na imiona zaczęłam zwracać uwagę. Jedno z takich imion nosiła moja 3 x prababcia Kassylda Sadkowska, która urodziła się w Jedlińsku koło Radomia w 1787, gdzie w 1807 wyszła za mąż za Augustyna Pieniążka. Na początku starałam się czegoś o tym imieniu dowiedzieć. Najciekawsze imiona Bogdana Kupisa – zarówno tom I (wyd. 1999) jak i tom II (wyd. 2000) tego imienia nie wymieniają. Widocznie nie zalicza się do tych najciekawszych… Nie byłam więc pewna, czy to było imię rzadko spotykane czy też zostało po prostu zapomniane. I właśnie w tamtym czasie niedaleko drzwi wyjściowych z kościoła na cmentarz powązkowski (Stare Powązki) zauważyłam grób, koło którego musiałam przejść wiele razy, ale pewnie nie był na tyle ciekawy, by zwrócić kiedyś moją uwagę. Był to pojedynczy nagrobek, w miejscu, gdzie pochowana została tylko jedna osoba – Kasylda Pomianowska – Kasylda przez jedno „s”. To było przynajmniej potwierdzenie, że było to imię nadawane jeszcze później niż wtedy, kiedy urodziła się Kassylda Sadkowska. Według inkrypcji nagrobnej Kasylda Pomianowska zmarła w 1910 r. w wieku 88 lat. Nawet nie znając jeszcze dokładnej daty jej urodzenia mogłam przyjąć, że urodziła się około 35 lat później niż „moja” Kassylda – być może przez te 35 lat wypadło to drugie „s”. Postanowiłam sprawdzić, kim była ta Kasylda z Powązek. Urodziła się w 1822 w Żbikowie najprawdopodobniej jako jedna z czwórki rodzeństwa (być może było więcej dzieci w tej rodzinie, ale łatwo było odnaleźć czwórkę rodzeństwa, z którego najstarszy znany brat zmarł niedługo po urodzeniu) i nadano jej imiona Kasylda Ignacja. Tego drugiego imienia, nadanego zapewne po jednym z imion ojca, raczej nie używała, gdyż nie pojawiło się ponownie – przynajmniej w dokumentach, do których ja dotarłam. Jej rodzicami byli Kazimierz Wincenty Ignacy Pomianowski, ur. ok. 1781 (na podstawie jego wieku z aktu urodzenia córki) „były Podpułkownik w Wojsku Polskim” (jeśli chodzi o stopień wojskowy to w 1910 w nekrologu podano inaczej, jednakże w aktach urodzenia dzieci do 1827 – kiedy to Kazimierz Wincenty Ignacy miał 46-49 lat – występował jako były podpułkownik a w 1818 sprecyzowano nawet, że był „byłym podpułkownikiem Pułku Piątego Piechoty Wojska Polskiego”)  a w 1822 dzierżawca wsi Żbików, Tworki i Bąki, oraz Teodora Józefa z Plichtów, ur. ok. 1793 (również na podstawie wieku z aktu urodzenia córki). Nie szukałam w zasadzie, czym ta Kasylda zajmowała się w swoim życiu. Pewnych informacji dostarcza nekrolog zamieszczony w Kurierze Warszawskim. Nie wspomina o mężu i dzieciach, więc ich zapewne Kasylda LIGHTnie miała, w nekrologu jest tylko nazwisko panieńskie. O braku własnej rodziny zaświadczają także informacje podane w akcie zgonu. Dożyła sędziwego wieku 88 lat choć zmarła „po długich cierpieniach”. Zaproszenie na nabożeństwo żałobne wystosowali siostrzenica i siostrzeniec. Jeżeli rzeczywiście było tylko czworo rodzeństwa to jedyną jej siostrą była starsza o dwa lata Joanna Małgorzata Pomianowska i najprawdopodobniej były to jej dzieci. Najprawdopodobniej Kasylda żyła najdłużej ze swojego rodzeństwa, gdyż w akcie zgonu nie pojawił się ani imiennie ani poprzez określenie pokrewieństwa (jak w przypadku siostrzeńców, których imion i nazwisk nie podano) nikt z jej pokolenia. Akt zgonu, sporządzony w parafii św. Aleksandra (przy pl. Trzech Krzyży), podaje też dokładny adres zamieszkania Kasyldy – Al. Jerozolimskie nr hipoteczny 1582 c/2 co według taryfy domów z 1908 przekłada się na numer ulicy 25. Jestem usatysfakcjonowana tymi informacjami, nie szukam dalej. Dla kogoś z tej gałęzi rodziny Pomianowskich mógłby to być interesujący materiał wyjściowy (lub uzupełniający), by dowiedzieć się więcej o własnej rodzinie. Dla mnie satysfakcjonujące jest to, że imię Kasylda można było spotkać jeszcze na początku XX w. Być może powróci.

Poza Żbikowem wszystkie adresy i parafie, wymienione w tekście, znajdują się w Warszawie.

Celowo nie podaję tu żadnych źródeł. Wszystkie są dostępne on-line. Wydaje mi się, że łatwo ustalić, z czego korzystałam. Chętni mogą sprawdzić swoje zdolności poszukiwawcze.

14 sierpnia 2016

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s