Genealogia archeologiczna czy też archeologia w służbie genealogii

Termin taki („genealogia archeologiczna”) chyba nie istnieje, ale dziś zwrócił moją uwagę interesujący artykuł na temat porodu pośmiertnego. I zaczęłam się nad tym zastanawiać.

W aktach metrykalnych z terenów Polski (w granicach od historycznych do obecnych) w zasadzie na pewno przyczyna zgonu podana jest tylko w księgach wytworzonych w Imperium Habsburgów (tereny te nazywamy powszechnie Galicją). Na terenach Księstwa Warszawskiego/Zaboru Rosyjskiego bardzo rzadko można trafić na takie zapisy – dlatego też w większości przypadków przyczyna zgonu pozostaje nieznana albo trzeba się pokusić o jej ustalenie. Czasami jest to niemożliwe, ale na przykład w przypadku dużej ilości zgonów w stosunku do lat poprzednich można założyć, że przez dany teren przeszły zaraza albo jakaś klęska żywiołowa czy kataklizm a nawet działania wojenne i czasem można to potwierdzić w innych źródłach historycznych, dotyczących danego terenu czy konkretnej miejscowości. W przypadku śmierci matki w bliskiej odległości czasowej od urodzenia martwego dziecka lub śmierci niemowlęcia  można przyjąć, że śmierć była związana z urodzeniem dziecka, porodem czy ogólnie przebiegiem ciąży czy okolicznościami temu towarzyszącymi.

Jeśli chodzi o śmierć niemowląt to w zasadzie są dwie sytuacje: urodzenie martwego dziecka lub dziecka, które zmarło wkrótce (minuty, godziny czy kilka dni a nawet miesięcy) po urodzeniu. W takich sytuacjach czasami możemy odnaleźć w księdze obydwa akty: urodzenia i zgonu, gdzie w przypadku urodzenia martwego dziecka w akcie urodzeniu zapisywano, że dziecko było „nieżywo urodzone”. Ale zdarza się też często, że urodzenie martwego dziecka zapisane jest tylko w postaci aktu urodzenia a urodzenie dziecka, które zmarło wkrótce po urodzeniu tylko w postaci aktu zgonu.
Przy porodach dzieci martwych lub takich, które zmarły wkrótce po urodzeniu, zagrożenie życia matki było jeszcze większe niż w sytuacji normalnej niezagrożonej ciąży. Jeżeli widzimy, że urodzone dziecko i matka zmarły w tym samym dniu lub w ciągu kilku dni czy miesięcy, to możemy przyjąć, że przyczyny śmierci i matki i dziecka były ze sobą powiązane.
Natomiast sama nigdy nie spotkałam się z zapisem, który informowałby o tym, że zmarła kobieta była w ciąży, szczególnie w zaawansowanej ciąży. Artykuł o porodzie pośmiertnym uzmysłowił mi, że problematyczne ciąże też mogły być przyczyną śmierci matki. Mogły to być też i inne sytuacje, jak przypadek epidemii opisany w artykule (link poniżej), gdzie czynniki zewnętrzne a nie ciąża sama w sobie przyczyniła się do śmierci przyszłej matki. Jeżeli matka zmarła i została pochowana przed porodem, to informacja o nienarodzonym dziecku nie była nigdzie zapisywana i pozostaje nieznana, chyba że w „sytuacji archeologicznej” natrafi się na tak zadziwiający przypadek, który poszerza też wiedzę na temat możliwości ludzkiego organizmu także po śmierci.

Tytuł artykułu trąci nieco tanią sensacją i dlatego go nie cytuję. Natomiast samo zagadnienie wydaje mi się bardzo interesujące. Prawdopodobieństwo natknięcia się we własnych poszukiwaniach na podobną historię wydaje się bliskie zeru, ale przynajmniej dowiadujemy się o poszerzeniu możliwości poznania historii naszych przodków.

Link do artykułu

Reklamy

2 myśli na temat “Genealogia archeologiczna czy też archeologia w służbie genealogii”

  1. Odnośnie porodu pośmiertnego. Być może fakt, że bardzo rzadko natrafiamy na takie przypadki wynika z tego, że kobiety zmarłej w ciąży nie można było pochować w normalnych okolicznościach w poświęconej ziemi. Zakazywał tego Kościół ponieważ nieochrzczony płód, noszący piętno grzechu pierworodnego, był zbyt dużym zagrożeniem. Rada Kanterberyjska(1236r) a po niej RadaTrewejska (1310r.)uznały jednogłośnie pochówki kobiet ciężarnych w ziemi poświęconej za niezgodne z prawem. Aby pochować tak zmarłą kobietę należało najpierw wyciągnąć/wyciąć z niej płód. W rezultacie trudne porody zagrażające życiu dziecka wymagały najpilniejszej uwagi, ale nie po to by ratować dziecko, lecz by zdążyć z chrztem. Doprowadziło to do sytuacji w której zamiast rozwijać instrumenty i techniki mające na celu ratowanie życia dziecka wynaleziono domaciczną szprycę chrzcielną. Po włożeniu tego wymyślnego przyrządu do dróg rodnych, wypowiedzeniu stosownych słów i strzyknięciu wodą w dziecko duchowni oraz lekarze nabierali złudnego poczucia spełnienia obowiązku. Następnie wielce radzi zostawiali cierpiącą matkę ze świeżo ochrzczonym dzieckiem na powolną śmierć. Była to też jedna z dodatkowych przyczyn, dla których ciężki poród mógł się zakończyć tragicznie. Przyczyną był sam instrument. Szpryc nie sterylizowano a jako, że były używane w podobnych przypadkach, mogły doprowadzać do infekcji, które zabijały matkę już po porodzie. Z pewnością nie raz trafiła Pani w swoich badaniach na określenie „gorączka popołogowa”. Przypuszczam, że przypadek porodu trumiennego we Włoszech opisywany przez media wynikał nie tyle z niedopatrzenia, że kobieta była w ciąży ale z faktu, że zmarła na dżumę. To prawdopodobnie spowodowało, że została pogrzebana w pośpiechu wraz z płodem, bez dopełnienia „formalności” związanych ze chrztem. Możliwość zarażenia się pałeczką dżumy w tym przypadku przeważyła nad dopilnowaniem porządku spraw.

    Polubione przez 1 osoba

    1. Bardzo dziękuję za ten komentarz! Także za informacje o przepisach kościelnych, które narzucały takie a nie inne podejście do tego rodzaju pochówków. Odniosę się do niego w jednym z moich kolejnych najbliższych wpisów o nieco innej ale podobnej tematyce.

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s