Akty zgonu – od N.N. do mnóstwa informacji.

Po minionych świętach: Wszystkich Świętych i Dniu Zadusznym może pojawić się refleksja i pytanie, czy historyczne akty zgonu i dokumenty sporządzane w wyniku śmierci naszych krewnych z wcześniejszych pokoleń mogą mieć jakąś wartość genealogiczną? Innymi słowy, czy możemy w takich dokumentach znaleźć jakieś istotne informacje, które mogą pokierować dalej naszymi poszukiwaniami. Pisałam już wcześniej, że akty zgonu ze wszystkich trzech rodzajów aktów metrykalnych (urodzenia, małżeństwa, zgony) są najmniej wiarygodne. Osoby zgłaszające zgon nie zawsze były spokrewnione z osobą zmarłą a nawet jeżeli były, często nie dysponowały wiedzą o faktach, które należało wpisać do aktu zgonu. Czasami w aktach zgonu informacji jest niewiele (brak imion rodziców czy miejsca urodzenia itd.), a czasami wszystkie informacje są, ale w dalszych poszukiwaniach mogą się okazać nieprawdziwe. Jednakże na ogół akty zgonu są źródłem cennych informacji.

Co nie zawsze znajdziemy w aktach zgonu? Niejednakowo podchodzono w dokumentach metrykalnych religijnych i cywilnych do przyczyny śmierci. W Galicji wszystkie akty zgonu zawierają przyczynę śmierci. Mogłoby się wydawać, że 200 lat temu medycyna – w stosunku do czasów współczesnych – nie była zbyt zaawansowana. Jednakże w aktach zgonu znajdziemy wiele medycznych przyczyn śmierci. Często jako przyczynę wpisywano po prostu senectas czyli starość. Wpisywano też przyczynę śmierci w religijnych księgach metrykalnych prowadzonych na ziemiach pod zaborem pruskim. Natomiast brak jest prawie w ogóle informacji o przyczynie śmierci w aktach stanu cywilnego sporządzanych w Księstwie Warszawskim i na terenach zaboru rosyjskiego. Czasami można na taki dokument natrafić, ale jest to względnie bardzo rzadkie.

Poniżej dwa przykłady z parafii Kowala Stępocina, stojące na dwóch krańcach miary ilości informacji, jaką możemy znaleźć w akcie zgonu.

Pierwszy (akt zgonu nr 2 z 1840) zawiera obfitość informacji. Wprawdzie nie ma ani jednego słowa (poza określeniem „wdowiec”) o żonie czy żonach zmarłego, ale dokument wymienia imiona wszystkich sześciorga dzieci zmarłego, które żyły w chwili jego śmierci. Pomijając kwestię możliwego błędu w podanym wieku zmarłego Józefa Szaniawskiego – 80 lat – możemy po prostu przyjąć, że Józef urodził się ok. 1760. Jego dzieci musiały się więc urodzić w latach 1780-1800. W Kowali nie zachowały się akta chrztów sprzed 1798. Akt zgonu podaje nam jak na tacy, kogo mamy szukać dalej. Poprzez informacje z aktów małżeństw i zgonów rodzeństwa będzie można odtworzyć historię tej rodziny. Na pewno w którymś z dokumentów pojawi się imię i nazwisko matki (lub matek) dzieci Józefa.

Treść dokumentu:

Działo się w Kowali Stępocinie dnia 21 stycznia 1840 roku o godzinie 11.00 rano. Stawili się Paweł Szaniawski, lat 57, syn zmarłego, szlachcic z Parznic, i Stefan Chlebny, lat 52, kościelny sługa z Kowali, i oświadczyli, iż w Parznicach dnia 20 stycznia roku bieżącego o godzinie 10.00 rano umarł ur. Józef Szaniawski, szlachcic, lat 80 mający, dziedzic cząstki Parznic, wdowiec, zostawiwszy po sobie synów czterech: Pawła, Ignacego, Stanisława i Wiktora; córek dwie: Franiszkę i Urszulę, pełnoletnie. Po przekonaniu się naocznie o zejściu Józefa, akt ten przeczytany stawającym i przez nas podpisany, a stawający obaj pisać nie umieją. Ksiądz Antoni Kowalski, pleban i urzędnik cywilny

RzK Kowala Stępocina Z 2 / 1840 Józef Szaniawski. Link do aktu zgonu.
Drugi przykład (akt zgonu 38 z 1849) to prawdziwa rzadkość. Jednocześnie daje do myślenia. Czasami szukamy jakiejś osoby i nie możemy jej odnaleźć. Urodziła się, ale nie zmarła w dzieciństwie, nie ożeniła się/wyszła za mąż… przecież nie zniknęła… W przypadku mężczyzn takie „zniknięcie” z rodzinnych stron może być powiązane ze służbą wojskową. Żołnierze poznawali czasem swoje przyszłe żony w miejscu stacjonowania i tam się osiedlali lub ostatecznie osiedlali się w jeszcze innym miejscu i gdzieś tam odbywał się ślub i tam lub w jeszcze innym miejscu umierali.
Ten ze wszech miar interesujący akt zgonu, który chciałoby się sklasyfikować jako „historyczne CSI”, dowodzi, że można było zaginąć, umrzeć z dala od możliwej pomocy a nawet stracić życie – a w tym przypadku także i dokumenty – do tego stopnia, że tożsamość zmarłego mogła nigdy nie zostać poznana, a sporządzenie aktu zgonu dokonywane było na podstawie wezwania sądowego. Z powodu nieustalenia wtedy tożsamości ten konkretny zmarły pozostaje osobą nieznaną. Być może ktoś poszukuje informacji o tym dalszym lub bliższym krewnym, ale powiązanie go z konkretną rodziną może wymagać dużo pracy a i tak okazać się niemożliwe.

Treść dokumentu:

Działo się w Kowali Stępocinie dnia 5 czerwca 1849 roku o godzinie 5.00 z południa. Wójt gminy Orońska nadesłał Wezwanie Sądu Policji Prostej (?) Okręgu Radomskiego wydane z dnia 21 maja / 5 czerwca 1849, Nr 1120 w Orońsku i polecenie o spisanie Aktu Zejścia, iż Żołnierz Cesarsko-Rosyjski niewiadomy z imienia i nazwiska znaleziony umarły na gruntach gminy Orońska w krzakach przy drodze już zupełnie zgnilizną zepsute zwłoki i po zrobionej czynności śledztwa Lekarsko-Sądowego, w miejscu popełnionego czynu zachowane zostały, a akt ten spisany dla wiadomości i podpisany został. Ksiądz Antoni Kowalski, pleban i urzędnik cywilny.

RzK Kowala Stępocina Z 38 / 1849 N.N. Link do aktu zgonu.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s