Odpis a akt. Chociaż to odpis, to jest to najstarsze udokumentowane zdarzenie w mojej linii Rychlików. Można się także dowiedzieć, co kryje się w alegatach…

Już kolejny wpis, który mogłabym zacząć: gdybym już nic więcej w tym roku nie zrobiła dla mojej własnej genealogii, to i tak do końca lutego wykonałam przynajmniej 300% normy…. A będzie jeszcze kilka takich wpisów, choć może już pominę odniesienie do zobowiązań noworocznych….

Pod koniec roku powróciłam do poszukiwań informacji o mojej linii Rychlików. Do tamtej pory wiedziałam, że najstarszym znanym mi przodkiem był Stefan Rychlik, mój 4x pradziadek, ojciec Tomasza, który był ojcem kolejnego Tomasza, który był ojcem Stanisława Franciszka, który był ojcem mojego dziadka. Nie wiedziałam jak nazywali się rodzice Stefana, czy miał rodzeństwo itd.

Jak się okazało żona Stefana, moja 4x prababcia Agnieszka z d. Bałdyga zmarła w 1822 i w 1823 Stefan Rychlik ożenił się ponownie.
Dodam, że rodzina mieszkała w Ruchnie na terenie parafii w Węgrowie i wszystkie opisane przynajmniej w tym wpisie zdarzenia metrykalne były rejestrowane w parafii węgrowskiej.

Ponieważa alegata z 1823 istnieją, uzyskałam z Archiwum Państwowego w Siedlcach kopie wszystkich towarzyszących aktowi tego drugiego małżeństwa Stefana dokumentów. Był wśród nich odpis aktu chrztu z 1823. Sam chrzest odbył się 2 sierpnia 1767.
Odpis aktu chrztu jest po prostu przepisanym na oddzielną karkę tekstem aktu chrztu ze stosownymi oznakowaniami urzędowymi jak stemple czy pieczęcie oraz datą sporządzenia odpisu.
Już dzięki samemu aktowi małżeństwa z 1823 dowiedziałam się, jak nazywali się rodzice Stefana, który ostatecznie okazał się Piotrem Szczepanem – takie imiona otrzymał na chrzcie – i w ten sposób poznałam moich 5x pradziadków z tej linii. Informacje o rodzicach potwierdził odpis aktu chrztu.
Gdyby nie to drugie małżeństwo Stefana, być może nie dowiedziałabym się tak szybko o tym kolejnym pokoleniu moich przodków. W każdym razie w akcie zgonu Stefana Rychlika z 1831 imion rodziców nie podano.

Pod spodem zamieszczam kopie cyforwe odpisu aktu chrztu Piotra Stefana Rychlika, jego aktu zgonu oraz pozyskany tą samą drogą odpis aktu chrztu brata Stefana, Jakuba, urodzonego w 1776, więc młodszego brata Stefana, który ożenił się w 1813 również w Węgrowie. Z jakiejś przyczyny odpis aktu chrztu sporządzany był wcześniej – w 1811 – a nie w 1813. Być może z przyczyn wojen napoleońskich czy towarzyszących tamtym czasom zawirowań w historii ślub odbył się później niż był początkowo planowany.
Odpis z 1811 aktu chrztu z 1776 zamieszczam dla porównania dwóch odpisów z tej samej parafii sporządzonych w odstępie 12 lat.

Stefan i Jakub mieli jeszcze na pewno jednego brata, Tomasza. Wydaje się, że w tej linii Rychlików w każdym pokoleniu przynajmniej jeden syn otrzymywał imię Tomasz.
Daty urodzenia sugerują, że rodzeństwa było więcej, być może uda mi się z czasem to rodzeństwo odnaleźć.

 

Odpis z 1823 aktu chrztu Piotra Szczepana Rychlika z 1767, Węgrów

Jak było wtedy w zwyczaju podawano pełne imię świętego, po którym dziecko otrzymywało imię. Tutaj pierwsze imię mój przodek otrzymał po św. Piotrze ad vinclua/w okowach

Wegrów - alegata do aktu małżenstwa nr 25 z 1823 r. - skan 1

 

RzK Węgrów, Z 147 1831 Stefan Rychlik

Węgrów - akt zgonu nr 147 z 1831

 

Odpis z 1811 aktu chrztu Jakuba Rychlika z 1776, Węgrów

Wegrów - alegata do aktu małżenstwa nr 19 z 1813 r

 

Grażyna Rychlik
27 II 2020

Jak miał na imię mój 4xpradziadek znany do tej pory jako Stefan Rychlik?

Sprawdziłam, czy dalsze odtwarzanie genealogii Rychlików znalazło się na liście moich postanowień noworocznych na 2020. Odpowiedź brzmi: tak. Oznacza, to że w tym roku to zobowiązanie zaczęłam realizować jak tylko nowy rok się zaczął i nawet jeśli od jutra nie zrobiłabym w tym roku już nic więcej dla Rychlików, to moja wiedza na temat wcześniejszych pokoleń moich przodków, o których wiedziałam niewiele (daty przybliżone, brak rodziców i rodzeństwa w poszczególnych pokoleniach), w ciągu ostatnich 2-3 tygodni zmieniła się diametralnie. Pomijam nawet ok. 100 nowych osób, które w tym roku dodałam do drzewa genealogicznego tej rodziny.

O genealogii Rychlików w ogóle będę jeszcze pisać w jednym z kolejnych wpisów, więc teraz chciałam skupić się na moim 4xpradziadku Stefanie Rychliku. Właściwie skąd to tytułowe pytanie o imię, skoro jest mi ono znane? Z aktów odnalezionych już ponad 10 lat temu – na przykład aktu zgonu jego syna (mojego 3xpradziadka) Tomasza Rychlika z 1850 wiedziałam, że mój 4xpradziadek nazywał się Stefan Rychlik. W akcie zgonu Agnieszki (Bałdygi) Rychlik, mojej 4xprababci, żony Stefana, w 1822 jest on także zapisany jako Stefan Rychlik.

Jednakże akty, które odnalazłam niedawno dowodzą, że imię 4xpradziadka Stefana wcześniej było zapisywane inaczej, a nawet że imion było więcej niż jedno.

W kolejnym roku po śmierci żony Agnieszki owdowiały 4xpradziadek żeni się ponownie i w tym akcie małżeństwa z 1823 podane są jego dwa imiona, a mianowicie Piotr Szczepan. Można więc założyć, że w dalszej części życia 4xpradziadek używał imienia Stefan, które było pewnym uproszczeniem w stosunku do imienia Szczepan.

Przeglądam Sumariusz z Węgrowa. Już dawno znalazłam zapis o ślubie tych 4xpradziadków w Węgrowie (1796). Teraz zwracam także uwagę na imię/imiona. Zawierający związek zapisani są jako Szczepan Rychlik i Agnieszka Bałdyga, więc wtedy używał imienia Szczepan, lub tak ksiądz wpisał je do aktu.
Następnie szukam w tym samym Sumariuszu aktu chrztu Stefana/Szczepana, nie jestem tak bardzo przywiązana do dwojga imion, gdyż na razie pojawiły się w tylko jednym i to późniejszym dokumencie. Ale w indeksie nie ma Stefana ani Szczepana. Patrzę jeszcze raz na te indeksy i w pasującym roku 1767 widzę Piotra Rychlika. Oczywiście, bez zajrzenia do aktu chrztu nie można potwierdzić, czy to założenie jest poprawne, ale roboczo przyjmuję, że znalazłam zindeksowany w 1854 akt chrztu 4xpradziadka.

Używanie drugiego imienia w życiu codziennym może być echem protestanckich korzeni rodziny Rychlików, o czym mówią w żaden sposób nieudokumentowane przekazy rodzinne. Być może jest to echem tradycji tej konkretnej rodziny i nie ma innej proweniencji.

W każdym razie wygląda na to, że do Sumariusza nie wpisywano podwójnych imion. Być może wynikało to z oszczędności atramentu, żeby za szybko „nie wypełzł” (określenie zapożyczone i wyjaśnione w poprzednim poście).

Jednen z wniosków z tych poszukiwań jest taki, że może się okazać, że nawet jeśli jakiś przodek w dokumentach używa tylko jednego imienia, to faktycznie może mieć ich więcej i czasami pod tym innym/tymi innymi może być wpisany do aktów czy indeksów. Jeżeli będziemy szukać go wyłącznie po tym jednym znanym imieniu, możemy go przeoczyć w dokumentach. Inny wniosek, o którym już kiedyś przy innej okazji pisałam jest taki, że jeden dokument to za mało, żeby potwierdzić nasze pokrewieństwo z danym przodkiem.

Celowo tym razem nie podaję informacji o źródłach. Pośrednio będzie to wyjaśnione w jednym z kolejnych wpisów.

Grażyna Rychlik

25 I 2020

Z humoru poszukiwań genealogicznych

Przeglądałam dziś fragmentarycznie Sumariusz wcześniejszych aktów metrykalnych z Węgrowa sporządzony w 1854 i znalazłam tam taki oto zabawny (dla mnie) wpis w indeksach ślubów z 1722:

Chrunek Wojciech wziął ślub z „niewiastą nieczytelnego imienia i nazwiska że wypełzł atrament”

W sumie lepiej by było, gdyby atrament wypełzł w Sumariuszu a nie w księdze, ale widocznie coś się stało, że ten akt małżeństwa z początku 1722 – czyli z ponad 130 lat przed spisaniem sumariusza – wyblakł.
Nie wiem, czy księga z małżeństwami z 1722 istnieje do dziś, ale jeśli tak, to pewnie można  sprawdzić jak ten wypełznięty atrament wygląda. Dziś to będzie 300 lat bez dwóch od spisania tego aktu.

W Sumariuszu są i inne wpisy dotyczące nieczytelnych aktów, co dowodzi, że księga ta – bardzo przydatna w poszukiwaniach! – była bardzo dokładnie spisywana z wyjaśnieniem wszystkich niedających się odczytać aktów i podaniem przyczyny takiej sytuacji.

Poniżej wrzucam skan fragmentu strony księgi z zapisem o „wypełzniętym atramencie”.

Grażyna Rychlik

25 stycznia 2020

 

P1240461

Nigdy nie wiadomo, co może doprowadzić nas do odkrycia naszych korzeni

Przepisy kulinarne też mogą zdradzić nasze pochodzenie!

Pisałam już kiedyś na ten temat, ale bardziej w kontekście regionalizmów kulinarnych i chyba przy okazji świąt Bożego Narodzenia. Chodziło mi o to, że zachowane w rodzinie przepisy na dania wigilijne (choć oczywiście nie tylko), szczególnie te nietypowe, mogą zdradzić z jakiej części Polski pochodzili nasi przodkowie.

Ale przepisy kulinarne mogą zdradzić coś więcej, także pochodzenie etniczne czy religijne naszych przodków, których ślady być może zachowały się już tylko w przekazanych tradycjach kulinarnych.

Artykuł, do którego link załączam, nie jest moim odkryciem. Polecany był przez tygodnik stowarzyszenia New England Historic and Genealogical Society z Bostonu i postanowiłam „podać go dalej”, gdyż jest naprawdę bardzo interesujący. Niestety dostępny jest tylko w wersji angielskiej. Opowiada współczesną historię mieszkanki Miami, która odkryła stare przepisy rodzinne, które naprowadziły ją na wielowiekową historię jej żydowskich przodków.
Do artykułu załączone jest bardzo genealogiczne zdjęcie bohaterki owiniętej w zwój wydrukowanego drzewa genealogicznego. Też mam taki wydruk. To nie jest druk z rolki, tylko druk w formacie – w polskich warunkach – A4, gdzie strony są posklejane (przynajmniej u mnie) matową taśmą klejącą i tworzą taki właśnie genealogiczny szal. Tak długi – jak na zdjęciu – „szal genealogiczny” wskazuje na wiele pokoleń bardzo rozbudowanej rodziny.

Link do artykułu:
Trove Of Recipes Dating Back To Inquisition Reveals A Family’s Secret Jewish Roots

Po przepisach naprawdę można odkryć czyjeś korzenie. Swego czasu oglądałam programy kulinarne Anny Olson, znanej szefowej kuchni z Kanady, która także specjalizuje się w kreacji deserów. W jednym z odcinków przepisy wydawały mi się znajome, zaczęłam więc czytać o Annie Olson w Internecie i okazało się, że jej rodzice są emigrantami ze Słowacji.

Kuchnia ma więc znaczenie w genealogii! I trzeba o tym pamiętać. Nigdy nie wiadomo, czym trzeba się będzie podeprzeć, by uwiarygodnić swoje pochodzenie.

Grażyna Rychlik
12 stycznia 2020

Poszukiwania osoby ze zdjęcia

Przy okazji zamknięcia pewnego rozdziału dotyczącego poszukiwań informacji o Honoracie z d. Więckowskiej po pierwszym mężu Szczesnej/Szczęsnej Kalińskiej, drugiej żonie mojego prapradziadka, postanowiłam wprowadzić w życie zamiar, z którym noszę się od pewnego czasu. Chodzi o identyfikację osoby na zdjęciu, które publikuję (front i tył) w tym poście.

Zdjęcie zostało zrobione w Warszawie i przedstawia mężczyznę. Wiążemy go z kręgiem rodziny Kalińskich i wydaje nam się, że był to członek rodziny, ale na razie siłami rodzinnymi nie udało się ustalić, kto faktycznie znajduje się na tym zdjęciu.
Rodzinne rozważania na ten temat prowadzą w kierunku brata bliźniaka Zygmunta Kalińskiego czyli Bolesława Kalińskiego. W akcie urodzenia w 1881 nazwisko było zapisane Kaleński, ale ostatecznie ewoluowało do Kaliński, więc takiego nazwiska oczekiwałabym, gdyby to był Bolesław, choć w niektórych liniach wcześniejsza pisownia mogła się zachować do dziś.

Nie można też wykluczyć, że był jeden z synów Honoraty z pierwszego małżeństwa.

Oczywiście, powyższe przypuszczenia identyfikacyjne mogą się okazać kompletnie nietrafione.

Nie oczekuję cudu, ale gdyby w czyjejś rodzinnej kolekcji znajdowało się zdjęcie tego mężczyzny z opisem, kto jest na nim przedstawiony – czego na naszym zdjęciu nie ma, co też sugeruje, że wszyscy wiedzieli, kto to jest…. w swoim czasie oczywiście, ale już nie dziś… – co pozwoliłoby mi zidentyfikować tego mężczyznę, byłabym wdzięczna za informację.

Grażyna Rychlik

6 I 2020

Honorata z d. Więckowska primo voto Szczęsna (lub Szczesna) secundo voto Kalińska, druga żona mojego prapradziadka cz. II

W styczniu 2017 pisałam o poszukiwaniu nazwiska panieńskiego Honoraty, drugiej żony mojego prapradziadka, Marcellego Kalińskiego. Nazwisko udało mi się wtedy ustalić, ale natrafiłam wtedy na akt urodzenia córki Honoraty z pierwszego małżeństwa, który wzbudził wiele moich wątpliwości, co do poprawności zawartych w nim informacji. Wtedy nie miałam już czasu, by doprowadzić poszukiwania do końca. Nie odnalazłam też wtedy aktu zgonu męża Honoraty, co rzuciłoby od razu trochę światła na całą sprawę.

Jednak historia Honoraty przez cały czas mnie nurtowała. Powróciłam więc ostatnio do „Geneteki” z postanowieniem, że spróbuję dowiedzieć się czegoś więcej o Honoracie, jej pierwszym mężu i ich rodzinie. I tym razem się udało. Wprawdzie wydaje mi się, że nie odnalazłam jeszcze wszystkich dzieci Honoraty z pierwszego małżeństwa, ale i tak jestem zadowolona z rezultatów tych kolejnych poszukiwań. Zakładam, że dzieci było więcej niż te odnalezione ze względu na dłuższą przerwę między urodzeniami Stanisława i Antoniny, ale oczywiście mogę się mylić. Pierwsza rodzina Antoniny, typowo dla terenów na których mieszkali, nie osiadła w jednym miejscu, być może ze względu na zawód męża, który był woźnicą i oferował zapewne ekwiwalent dzisiejszych usług transportowych. Zapisy dotyczące urodzeń i śmierci jednej córki, w sumie czwórki dzieci, pochodzą z trzech parafii. W takich przypadkach pomoc „Geneteki” jest nieodzowna, gdyż w zasadzie nie wiadomo, gdzie szukać informacji i bez indeksów elektronicznych trzeba by przeczesywać po prostu wszystkie księgi….

Ustaliłam więc, że akt drugiego ślubu Honoraty był jednak raczej serią wielu pomyłek, być może dlatego, że osoby zawierające związek małżeński – a więc i Andrzej i jego przyszła żona Honorata – nie były jakoś szczególnie związane z parafią, gdzie miało to miejsce. Nie były też tam zapewne szczególnie znane, co zakładam na podstawie innych aktów metrykalnych, które powstały gdzie indziej – ogólny wniosek, który można wyciągnąć w odniesieniu do ludzi, którzy nigdzie zbyt długo miejsca nie zagrzewają. Zresztą zarówno Andrzej jak i Honorata pochodzili z względnie odległych od Proboszczewic (parafia, gdzie odbył się i został zarejestrowany w księgach metrykalnych ślub) terenów.

W tych ostatnich poszukiwaniach odnalazłam akty urodzenia trójki dzieci, akt zgonu jednego dziecka oraz akt zgonu pierwszego męża Honoraty.
Niestety, nie udało mi się na razie ustalić, co stało się z dziećmi Honoraty, przynajmniej tymi, których aktów zgonu nie odnalazłam czyli ze Stanisławem, Antoniną i Wacławem Florianem. Kiedy Honorata wychodziła za mąż za mojego prapradziadka Wacław Florian jeżeli żył, miał 5 lat, musiał więc być przy matce. Najstarszy znany syn, Stanisław – jeżeli żył – miał 18 lat, mógł więc pracować i prowadzić niezależne już życie. Antonina też powinna być przy matce.

Jedyną wskazówką co do wielkości rodziny Marcellego Kalińskiego około czasu, kiedy w 1881 urodziły się w jego związku z Honoratą bliźnięta, pochodzi z t. 4 Słownika Geograficznego, który został wydany w 1883 i który opisuje Koziołki, miejsce urodzenia bliźniąt, jako miejscowość posiadającą karczmę i jeden dom oraz 5 mieszkańców. Marcelli Kaliński opisany jest w akcie urodzenia bliźniąt jako propinator. Zakładam więc, że on tę karczmę prowadził. Zakładam też, że 5 mieszkańców to byli zapewne mieszkańcy karczmy. Ale to wszystko są założenia. Pierwsza żona Marcellego zmarła w 1880. Miał z nią 5 dzieci, więc w 1880 byłoby ich 7 a następnie 6. Być może nastoletnie dzieci pracowały już gdzieś indziej??? Trudno powiedzieć. W 1881 były już bliźnięta, więc gdyby policzyć Marcellego, Honoratę, pięcioro dzieci z pierwszego małżeństwa i bliźnięta to w sumie byłoby 9 osób. A gdyby jeszcze doliczyć choćby znane dzieci Honoraty, 3 osoby, to byłoby 12 osób. Pięciu mieszkańców nie pasuje więc do rodziny Marcellego ani przed śmiercią jego pierwszej żony ani po powtórnym ślubie. Być może informacje podane do Słownika były z nieco wcześniejszego okresu. Tworzenie słownika to był proces, informacje nie były uaktualniane na bieżąco. Być może rodzina Kalińskich nie była stałymi mieszkańcami „osady karczemnej” i tych 5 mieszkańców nie odnosiło się do nich.

Koziołki ze Słownika na blog

Gilino ze Słownika na blog

Ile dzieci w ogóle Honorata miała z pierwszym mężem  oraz co się z nimi stało nadal  pozostaje zagadką do rozwiązania. Marcelli z Honoratą, nie wiem kiedy, ale na pewno po 1895/1897 przenieśli się do Zawiercia, gdzie zmarli i gdzie zostali pochowani. W opowieściach rodzinnych nigdy nie słyszałam o dzieciach Honoraty z poprzedniego małżeństwa, ale być może któreś z dzieci przyjechało do Zawiercia wraz z matką.

No cóż, być może z czasem uda się poskładać tę rodzinną układankę w jedną całość. Problemem jest przemieszczanie się wszystkich członków rodziny, co trwało jeszcze w czasach powojennych. Nie można też wykluczyć, że któreś z dzieci Honoraty wyemigrowało z Polski. Na pewno wyemigrowało jedno z bliźniąt, Zygmunt Kaliński. Wydaje się, że obecnie potomkowie Marcellego nieco się ustabilizowali jeśli chodzi o stałość miejsca zamieszkania. Ale w dzisiejszych czasach społeczeństwa są znowu bardzo mobilne, więc ta obecna stabilizacja może nie być trwała.

Źródła:
RzK Lubień Kujawski, U 100 / 1840 Andrzej Szczesny (lub Szczęsny).
RzK Proboszczewice, M 16 / 1862 Andrzej Szczesny i Honorata Więckowska.
RzK Bądkowo, U 34 / 1864 Stanisław Szczesny.
RzK Żmijewo Kościelne, U 27 / 1872 Antonina Szczesny.
RzK Dobrzyń n. Wisłą, U 50 / 1875 Wacław Florian Szczesny.
RzK Dobrzyń n. Wisłą, Z 56 / 1876 Andrzej Szczesny.
RzK Bądkowo, Z 50 / 1877 Zofia Szczesny.
SGKPiIKS, s. 569, t. 2, wyd. 1881 (Gilino)
SGKPiIKS, s. 555, t. 4, wyd. 1883 (Koziołki)

Grażyna Rychlik

5 I 2020

Genealogiczne postanowienia noworoczne na 2020 i rozliczenie postanowień z poprzedniego roku

Nowy rok pierwszym wpisem czas zacząć…

Poza pracą zawodową w genealogii, pisaniem książek i artykułów, nadal nieustannie prowadzę poszukiwania genealogiczne dotyczące moich własnych przodków.
Wszyscy genealodzy wiedzą, że poszukiwania genealogiczne to w zasadzie niekończący się proces, gdyż znalezienie jednej osoby na ogół prowadzi do odtworzenia całej gałęzi danej rodziny, a jeśli tych odnalezionych osób jest wiele, to i gałęzi jest wiele.
Jak wielu poszukiwaczy swoich przodków – choć nie wszyscy tak mają – nie robię tego regularnie. Czasami przez długi czas nie zaglądam do moich drzew genealogicznych a potem nagle siadam do mojego drzewa albo od strony mamy albo od strony taty, patrzę, czego mi jeszcze brakuje, przypominam sobie, co stanęło mi na przeszkodzie w poszukiwaniach (brak czasu, ksiąg, ksiąg dostępnych w Internecie, stałości zamieszkania krewnych co wiąże się z rozszerzeniem poszukiwań na większy obszar, brak indeksów elektronicznych jeżeli badam duży obszar itp. itd.) i sprawdzam, czy przeszkody zostały usunięte w odniesieniu choćby do jednej z poszukiwanych rodzin/linii i jeżeli tak jest, to zabieram się ponownie do poszukiwań.

W zeszłym roku w okolicach końca roku w jednym z postów stworzyłam imponujący dla siebie plan poszukiwawczy na 2019. Oczywiście z góry można było przewidzieć, że będzie on niemożliwy do wykonania w trakcie jednego roku, ale nawet uporządkowanie wiedzy na temat tego, czego mi jeszcze w drzewie brakuje też jest milowym krokiem na drodze do posunięcia poszukiwań do przodu.
Oczywiście trzeba się też zawsze liczyć z tym, że kolejne odkrycia w naszych poszukiwaniach mogą nas zaprowadzić na nieplanowane pola poszukiwawcze, których nie braliśmy pod uwagę, gdyż planując poszukiwania, nie wiedzieliśmy, jakich nowych przodków i ich krewnych i powinowatych odnajdziemy.

Nieco w panice, by nie wyglądało, że daję dobre rady, a sama się do nich nie stosuję, zabrałam się niedawno do wypełniania postanowień poszukiwawczych na 2019. W konsekwencji udało mi się zrealizować część planów, ale i nieplanowane poszukiwania okazały się bardzo owocne.

A więc czego udało mi się dokonać, co pozostaje w kolejce oraz czego jeszcze chciałabym się dowiedzieć?

Nie zajęłam się Lipińskimi, więc to zadanie pozostaje aktualne na nadchodzący rok. Aktu zgonu mojej praprababci Balbiny nie ma nadal w indeksach i przypuszczam, że nadal znajduje się on po prostu w USC. Być może podejmę próbę odszukania go w ten sposób.

Opracowałam rodzeństwo mojej prababci Apolonii z Borowych Rychlik. Miała ona 10 braci i sióstr i wydaje się, że po pięciorgu z nich być może są jacyś potomkowie w Polsce, po jednej z sióstr są potomkowie w USA, których odnalazłam dzięki badaniom DNA na 23andMe. Nie wiem więc o tej rodzinie jeszcze zbyt wiele, ale mam już punkt wyjścia do dalszych poszukiwań.

Przy okazji Borowych zajrzałam i do Rychlików. Do drzewa genealogicznego tej rodziny między innymi dopisałam kilkoro rodzeństwa prapradziadka Tomasza Rychlika (ur. ok. 1837) i jestem przekonana, że miał on jeszcze więcej rodzeństwa, ale na razie nie pojawiło się ono w „Genetece”. Na podstawie znanych z dokumentów informacji można domniemywać, że historia tej rodziny toczyła się na dość dużym obszarze, więc „Geneteka” może okazać się nieodzowna w dalszych poszukiwaniach.
Jednym z odkryć była duża rodzina Wójcików z Grabówca i Lipek po siostrze Tomasza, Helenie.
Wygląda na to, że część informacji na temat rodzeństwa Tomasza będzie do odnalezienia w księgach z Węgrowa. Żeby do nich zajrzeć bliżej mi będzie do Centrum Historii Rodziny w Warszawie niż do archiwum w Siedlcach, gdzie wielokrotnie prowadziłam poszukiwania w czasach „przedinternetowodigitalizacyjnogenetekowych”, ale wtedy szukałam głównie w księgach ze Stoczka Węgrowskiego, które dziś są zindeksowane, ale kilka lat temu tak nie było.
Rychlikowie, którzy zostali odłożeni na półkę powracają jako rodzina, którą chciałabym badać dalej.

Szaniawscy czekają nadal w kolejce.

Postanowiłam natomiast powrócić do Honoraty z d. Więckowskiej, drugiej żony mojego prapradziadka Marcellego Kalińskiego. W 2017 poświęciłam poszukiwaniom jej nazwiska panieńskiego oddzielny post. W tamtych poszukiwaniach nie mogłam odnaleźć aktu zgonu jej pierwszego męża, postanowiłam więc poszukać go ponownie. Te nieplanowane poszukiwania okazały się bardzo owocne jak i interesujące i opiszę ich wyniki w jednym z najbliższych postów. Nie są to dla mnie poszukiwania priorytetowe, ale chciałabym odnaleźć wszystkie dzieci Honoraty z pierwszego małżeństwa. Być może uda się powrócić do tych poszukiwań.

W sumie w dość krótkich poszukiwaniach do mojego drzewa genealogicznego udało mi się dopisać ponad 40 osób, tym razem w przeważającej większości od strony mojego taty. Mogę więc uznać, że moje poszukiwania posunęły się do przodu. Poza znanymi mi już osobami, które po prostu musiałam dopisać do drzewa z podaniem źródeł informacji genealogicznych, odnalazłam także kilka nieznanych wcześniej gałęzi rodziny. Mimo realizacji tylko części planów poszukiwawczych ogólnie rzecz biorąc jestem zadowolona z wyników poszukiwań w 2019!

A jak wam minął poszukiwawczy rok? Czy udało wam się znaleźć czas na kontynuację poszukiwań genealogicznych? Jeżeli tak, to czy znaleźliście coś ciekawego lub niespodziewanego? A może niespodzianek nie było, ale drzewo się po prostu rozrosło? Czasami wiele czasu i wysiłku wkładamy w poszukiwania a przodkowie z jakichś powodów pozostają nieuchwytni…

Jeżeli macie ochotę, podzielcie się swoimi sukcesami i porażkami.

Grażyna Rychlik

31 XII 2019 / 1 I 2020