Jak często matki same zgłaszały urodzenie dziecka?

Nie znam odpowiedzi na to pytanie, ale przeglądam właśnie akty urodzenia z parafii rz.-kat. Św. Krzyża w Warszawie i zdarza się to względnie często. Względnie w stosunku do jakiejkolwiek parafii niewielkomiejskiej.

I nie chodzi tu o dzieci panieńskie. Te zazwyczaj zgłaszały akuszerki, choć w tej parafii na pewno zdarzało się też, że samotne matki same przynosiły dzieci do chrztu i rejestracji.

W 1848 (akty urodzenia z tego roku akurat przeglądam) kilka zamężnych matek „dzieci chrzcić się mających”,  których nie wyręczyły w tym ani akuszerki ani męscy członkowie rodziny, zaniosło swoje dzieci do chrztu. Mężowie z przyczyn zawodowych przebywali wtedy poza Warszawą a przynajmniej taki powód ich nieobecności został podany w aktach. Wygląda więc na to, że matki już wtedy czuwały także i nad tym aspektem życia rodzinnego (wpisanie dziecka do księgi urodzeń i chrzest).

W przypadkach nieobecności ojców rejestrację urodzenia i chrzest często przekładano na termin późniejszy. Dowodem takiej decyzji był potem zapis o opóźnieniu spisania aktu urodzenia z powodu nieobecności ojca. Okazuje się jednak, że nie wszystkie rodziny opóźniały ceremonię i rejestrację do czasu powrotu ojca dziecka.

Przykładowy akt urodzenia, gdzie matka zanosi dziecko do chrztu i dokonuje rejestracji jego urodzenia:
RzK Św. Krzyża Warszawa, U 747 / 1848 Leon Józef Sawicki, link do aktu

A tu przykład nieco innej sytuacji: matka ochrzciła i zarejestrowała córkę po 16 latach od urodzenia (oczywiście, jeżeli podana informacja jest poprawna). Podaną przyczyną tego ogromnego opóźnienia była śmierć ojca. Nie sprawdzam tego, ale wygląda na to, że rodzina ta mieszkała kiedyś gdzie indziej, dziecko urodziło się gdzie indziej, a jego urodzenie zgłoszono  w jeszcze innym miejscu. To jeden z takich zagadkowych aktów. Odnalezienie go może być bardzo trudne, jeżeli historia zmian miejsca zamieszkania rodziny nie jest znana. Tak duże opóźnienie w dokonaniu zapisu też może być dużym utrudnieniem. Na ogół szukamy aktów urodzenia – kiedy bazujemy na orientacyjnym roku urodzenia – w obrębie +/- 2 lat od zakładanej daty. Z tego przykładowego aktu urodzenia nie dowiadujemy się, kiedy zmarł ojciec. Na podstawie podanego wieku dziecka możemy jedynie wywnioskować, że śmierć ojca mogła nastąpić w ciągu ostatnich 16 lat, a to bardzo dużo czasu, by zwlekać z rejestracją dziecka. Stąd ten argument wydaje mi się trochę podejrzany, ale być może rzeczywiście tak było.
RzK Św. Krzyża Warszawa, U 771 / 1848 Anna Maria Mirecka, link do aktu

Zdarzało się też, że samotne matki same zanosiły dziecko do chrztu i rejestracji. Poniżej link do takiego przykładowego aktu urodzenia.
RzK Św. Krzyża Warszawa, U 1 / 1849 Adam Rychert, link do aktu

wpis: opublikowany: 16 VII 2017, aktualizowany: 18 VII 2017

W Przedeczy czy w Przedeczu?

Z problemami z odmianą nazw miejscowości zetknęłam się dawno temu, kiedy w ogóle nie zajmowałam się genealogią. Pod koniec lat osiemdziesiątych dwudziestego wieku byłam w Bieszczadach, gdzie – jak większość osób na wakacjach w tamtych czasach i w tamtej części Polski – pomiędzy poszczególnymi miejscowościami przemieszczałam się autobusami Pekaesu. Kupując bilet trzeba podać nazwę miejscowości, do której się jedzie. Podając nazwę miejscowości, do której się jedzie, trzeba tę nazwę odpowiednio odmienić. W Bieszczadach prawie nigdy przy zakupie biletu nie udało mi się za pierwszym razem podać poprawnie nazwy miejscowości. Było to wtedy nieco irytujące, ale w tamtych czasach nie zastanowiłam się nad przyczynami takich problemów językowych…
Odmiana nazw miejscowości  w zasadzie zależy od tego, jakiego rodzaju jest rzeczownik będący nazwą miejscowości. Jeżeli chodzi o miejscowości powszechnie znane czy takie, które znajdują się na znanym nam terenie, to na ogół ich nazwy odmieniamy poprawnie. i bez zastanawiania się nad rodzajem rzeczownika. Ale kiedy natrafiamy na nieznane nazwy miejscowości nie zawsze odmieniamy je poprawnie. Czasami nazwy same oferują nam swego rodzaju podpowiedź. Na przykład nazwa Ostrów raz występuje w rodzaju męskorzeczowym (Ostrów Wielkopolski) a raz w żeńskim (Ostrów Mazowiecka), w odmianie pomaga więc druga część nazwy, ale nie zawsze nazwy są tak pomocne w odmianie.

Jaki ma to związek z genealogią? Otóż taki, że opisując genealogie naszych rodzin podajemy informacje (przykładowo) o tym, w jakiej miejscowości dana osoba się urodziła lub w jakiej miejscowości znajdowała się parafia, w której dana osoba została ochrzczona, brała ślub itd. Trzeba więc podać nazwę miejscowości w odpowiednim przypadku. Jeśli chodzi o Warszawę czy Kraków to raczej nie ma problemów z odmianą nazw tych miejscowości. Powiemy na przykład, że dana osoba została ochrzczona w parafii św. Karola Boromeusza w Warszawie. A jak jest w przypadku miejscowości takich jak Przedecz, Pruska, Hoczew, Sienna i wielu innych?

Jak zatem należy poprawnie odmienić nazwę tytułowej miejscowości Przedecz, kiedy opisujemy, że tam miało miejsce któreś ze zdarzeń genealogicznych w naszej rodzinie?
Niestety, obydwie formy podane w tytule są niepoprawne. Poprawnie należy powiedzieć lub napisać, że parafia znajduje się w Przedczu lub Joanna Kowalska urodziła się w Przedczu.
Drugą miejscowością (znajdującą się zresztą niedaleko Przedcza), której nazwę należy odmieniać w ten sam sposób, jest Chodecz. Zatem parafia znajduje się w Chodczu lub dana osoba wzięła ślub w Chodczu.
Ktoś, kto mieszka w Chodczu lub Przedczu, zapewne nie ma problemów z poprawną odmianą nazwy swojej miejscowości.  Ktoś, kto po raz pierwszy spotyka się z tymi nazwami, może „z automatu” użyć jednej z niepoprawnych wersji odmiany tych nazw.

W przypadku kiedy jest więcej miejscowości o tej samej nazwie, może się okazać, że odmieniają się one inaczej.
Przykładem niech będą miejscowości o nazwie Sienna. Jedna z nich znajduje się w województwie małopolskim i w tym przypadku powiemy lub napiszemy, że parafia znajduje się w Siennej. Natomiast jeśli chodzi o miejscowość o nazwie Sienna, która znajduje się w województwie dolnośląskim, to nie ma w niej parafii, ale gdybyśmy mieli napisać, że ktoś się tam urodził, to poprawnie trzeba napisać, że urodził się w Siennie.1

Gdzie można znaleźć informacje o poprawnej odmianie nazw miejscowości? Jest kilka możliwości:

  • możemy znaleźć jakąś lokalną stronę internetową i sprawdzić, jak nazwa miejscowości odmieniana jest w tekstach na tej stronie, choć w takim popularnym źródle jakim są strony internetowe też mogą się zdarzyć błędy,
  • możemy szukać w obrębie porad językowych w Internecie; na przykład odmianę przez przypadki nazwy Chodecz znajdziemy w Wikisłowniku (link do odmiany przez przypadki nazwy miejscowości Chodecz),
  • możemy sprawdzić w Słowniku nazw miejscowości i mieszkańców, wydanym przez Wydawnictwo Naukowe PWN w 2007. W katalogu on-line Biblioteki Narodowej znajduje się tylko to jedno wydanie, więc być może Słownik ten nie był wydany ponownie. Zawiera on informacje o odmianie i formach przymiotnikowych nazw 7400 miejscowości w Polsce.

Nawet jeżeli nie mamy żadnych wątpliwości co do odmiany nazwy miejscowości przez przypadki, ale chodzi o miejscowość, której nie znamy, i której nazwy używamy po raz pierwszy, warto jest sprawdzić, jak nazwę tę należy poprawnie odmieniać. Sprawdzenie pisowni może zapobiec ewentualnemu wprowadzeniu błędnej odmiany nazwy do powszechnego obiegu.

1Słownik nazw miejscowości i mieszkańców, Warszawa 2007, s. 275.

 

 

Kronikarze (z) przeszłości. Na co można natrafić w księgach metrykalnych.

Wspaniale jest natrafić na kronikę parafialną lub inny zapis historii małych miejscowości, zachowany w formie, którą preferował lokalny kronikarz. Takimi kronikarzami byli na ogół księża, proboszczowie swoich parafii, choć nie tylko. Na ogół przypadkowo natrafia się na takie teksty w czasie poszukiwań, ale warto pamiętać, by sprawdzać, czy takie kroniki wydarzeń były w przeszłości w danej miejscowości prowadzone i jeżeli tak, to czy się zachowały. Mogą być one źródłem wielu cennych informacji, których nie znajdziemy nigdzie indziej. Jeżeli nie będą wymieniać naszych przodków z imienia i nazwiska to mogą nam przynajmniej przybliżyć, jak funkcjonowała społeczność, w której żyli.

Jednym z pierwszych kronikarzy, z którymi się zetknęłam w swoich własnych poszukiwaniach, był ksiądz Jan Kloczkowski, proboszcz parafii w Jedlińsku w latach 1839-1884, który nie tylko prowadził kronikę parafialną („Kronika miasta Jedlińska i parafii”), ale napisał trzy artykuły o Jedlińsku, jego historii i tradycjach, które zostały opublikowane w czasopiśmie „Zorza” w 1870. Informacja o tych artykułach wraz z numerami „Zorzy”, w których się ukazały, znalazła się także w opisie Jedlińska  zamieszczonym w Słowniku Geograficznego Królestwa Polskiego i Innych Krajów Słowiańskich (link do hasła „Jedlińsko”). Osobiście do dziś w zasadzie nie patrzę na Słownik Geograficznego Królestwa Polskiego i Innych Krajów Słowiańskich jako dzieło o charakterze bibliograficznym, ale warto pamiętać, że i informacje o charakterze bibliograficznym można tam znaleźć.

Na notatki o charakterze informacyjnym możemy także natrafić w księgach metrykalnych. Nie znajdziemy ich raczej w księgach cywilnych, choć oczywiście losowo może się tak zdarzyć. Wydaje się, że księża, którzy mieli pewne skłonności kronikarskie, ale nie zdecydowali się na prowadzenie oddzielnej kroniki parafii, właśnie w księgach metrykalnych sporządzali czasem zapisy dodatkowe, informujące o ważnych wydarzeniach czy to dla całego kraju czy to jedynie dla lokalnej społeczności.

Sama nigdy nie przeglądałam ksiąg jedynie w poszukiwaniu takich zapisów, ale może warto mieć to na uwadze i przejrzeć całą księgę, nawet jeżeli nasze poszukiwania nie dotyczą pełnego zakresu lat, który ona obejmuje.

Prowadząc jakiś czas temu poszukiwania w parafii Gołańcz, która zaintrygowała mnie już samą nazwą i tym, że musiałam sprawdzić, jak należy tę nazwę odmieniać, natrafiłam na interesującą relację na temat pożaru, który miał miejsce na terenie parafii w czerwcu 1813 (link do tekstu „Dla Pamięci” w księdze). Poniżej znajduje się transkrypcja tego tekstu. Tym razem pisowni nie modernizowałam. Niektórych słów nie jestem pewna. Niestety, mikrofilm na obrzeżu strony jest w zasadzie czarny, więc nie można nawet próbować rozczytać, co tam jest napisane.

Ciekawe, że w tej relacji nie ma nic na temat samych mieszkańców. Wygląda na to, że spłonęły budynki, ale lokalnej społeczności nic się nie stało. Czy rzeczywiście tak było? Trzeba by to zweryfikować. Ciekawy jest sam zapis, język, którego używano, w tym skróty raz polskie, raz łacińskie. Można na taki tekst patrzeć z wielu stron. Pozostaje on na pewno interesującym zapisem z epoki, który daje do myślenia, co się wydarzyło w Gołańczy nie tylko w trakcie trwania pożaru ale i po jego ugaszeniu.

TRANSKRYPCJA TEKSTU

Dla Pamięci
Roku 1813. Dnia 16go o godzinie pul do Szostey z rana w Miesiącu Czerwcu wybuchnoł ogień w Domu Jana Gerke Obywatela Gołanieckiego który dla złego Porządku y dla braku Ludu w przeciągu pul trzeciey Godziny w perzynę Obrócił 1o [W] Mieście samych zamieszkalnych Domów Szceśćdziesiąt Cztery prócz Zabudowań podwornych, 2do Kościół Konwent y od Kołka do Kołka wszystkie podworne Budynki J J Xięży Bernardynów tak dalece: że oprócz Kurów nic Onym nie pozostało. Na Kościele spalił się tylko Dach. Wieża, Dach na oboygu Kaplicach, w Kościele Samym Ogień nie był tylko Płomień Podniebienie […] które? Się nie zapadło pomimo tego wiele uszkodzonych zostało kościelnych Sprzętów przez skoro? odryw[…] […]szenie. 3tio Na Smolarach pożar […] okrutny. Sześć Domów Gospodarskich, tyle Stodół, Obory etc. Dom ieden puł Rolnika ze Wszystkiemi Zabudowaniami, Oberżą z Wiezdną, Staynią y Dom owczarski. Tak Okropny Los tchnął Gołłanczą, od którego w przyszłości zachoway ią BOŻE wielki y Święty Wawrzynczu

 

Na ogół pojedynczym dokumentem, do którego odwołujemy się w ramach źródła jakim jest księga metrykalna, jest akt metrykalny, dotyczący jednej osoby (lub jak w przypadku aktu małżeństwa dwóch osób). Tutaj byłby to na przykład akt chrztu – sama księga według tytułu zawiera kilka rodzajów aktów metrykalnych i innych dokumentów, być może o charakterze listy, związanych z życiem religijnym parafian. Jednakże, w tym konkretnym przypadku pojedynczym dokumentem jest opis zdarzenia, nie mający w zasadzie nic wspólnego z zawartością księgi zgodną z jej opisem na okładce czy pierwszej stronie.

Proponowany opis źródła:
Parafia rzymskokatolicka w Gołańczy, „Liber Baptizatorum, Copulatorum, Communicantium, Conversorum et Defunctorum”, od 1809, opis „Dla pamięci”, pomiędzy zapisanymi pod liczbami porządkowymi 14 i 15 z 1813 aktami chrztów dziewczynek; Family History Library (Biblioteka Historii Rodziny), mikrofilm 2043900 item 1 (zdigitalizowany).

Historie rodzinne. W poszukiwaniu publikacji prawie idealnej…

Niedawno wpadła mi w ręce dopiero co wydana książka Wspomnienia bolesne 1917-1919. Painful Memories 1917-1919. Wydawcą jest prawnuk autorki, Zofii z Zamoyskich Tadeuszowej Grocholskiej, Henryk Grocholski. Książkę można nabyć w Księgarni XX Wieku w Domu Spotkań z Historią w Warszawie.

Książka składa się w zasadzie z trzech części: artykułów wstępnych (w tym Słowa od wydawcy), tekstu właściwego (od którego książka otrzymała tytuł) oraz wkładki, której przeważającą część stanowi album zdjęciowy, ale jest tam także mapa, na której zaznaczono miejscowości, w których odbyły się opisane we wspomnieniach wydarzenia a także fragmenty drzewa genealogicznego rodziny Grocholskich. Książka jak wskazuje nam tytuł jest wydaniem dwujęzycznym. Publikacja ta nie jest idealna, ale jeżeli ktoś planuje wydać historię własnej rodziny, warto się ze Wspomnieniami… zapoznać.

Wydawnictwo to można pochwalić jako całość. Uważne przyjrzenie się tej publikacji uwidacznia kilka mankamentów, które omówię pokrótce. Dowodzą one jedynie, że pisanie i wydawanie książek z historią rodziny w tle lub w centrum uwagi nie jest wcale takie proste.

Dzienniki, pamiętniki czy listy z jakichkolwiek lat, które zachowały się w rodzinie, zawsze będą cennym źródłem informacji zarówno o samej rodzinie jak i o osobach, które były z nią związane. Czy zostaną wydane oddzielnie czy ich fragmenty zostaną wplecione w prezentację historii rodziny, zawsze będą cennym elementem relacjonującym historię rodziny przez członków rodziny-świadków zdarzeń. Jednakże na ogół zachowane są w formie rękopisów, które nie były wcześniej publikowane i na które zapewne nie spojrzał żaden specjalista od tych gatunków literackich. Jeżeli sami będziemy wydawać tego rodzaju zapis historii rodziny, na nas spadnie obowiązek opracowania go i zaprezentowania w taki sposób, by dla czytelnika było jasne, kto te teksty pisał, co skłoniło go do pisania, kiedy te teksty zostały napisane itd.

W niniejszej publikacji w zasadzie w ogóle tego zabrakło. Tytuł sugeruje, że mamy do czynienia ze wspomnieniami a nie dziennikiem, co oznacza, że tekst był pisany później niż miały miejsce opisywane przez autorkę zdarzenia, ale kiedy? Samemu trudno jest określić, kiedy wspomnienia zostały spisane, szczególnie jeśli weźmiemy pod uwagę długowieczność autorki. Tekst nie jest datowany, nawet w przybliżeniu. Nie można też wykluczyć, że tekst był przynajmniej częściowo pisany na bieżąco, ale sam tekst nie został omówiony, więc nic o nim nie wiadomo.

W Słowie od wydawcy czytamy także, że autorka „…w ten sposób zadbała o historię rodzinną, spisując również wiele innych, ważnych relacji i wspomnień”. Przydałoby się więc jakieś wyjaśnienie, dlaczego tylko wspomnienia z lat 1917-1919 zostały wybrane do publikacji.

Kolejną wielką niewiadomą jest sama autorka. Ktoś może powiedzieć, że jak to, przecież wiadomo, kto pisał wspomnienia. Przejrzałam wszystkie artykuły wstępne, zdjęcia i fragmenty drzew genealogicznych i w zasadzie mogłabym dojść do wniosku, że poza tym, że Zofia Zamoyska, późniejsza Tadeuszowa Grocholska, urodziła się w 1866 a jej ojciec nazywał się Stanisław Zamoyski, to faktycznie Zofia w tej publikacji istniała jedynie jako żona Tadeusza Grocholskiego i jedynie jako Grocholska. Takie wrażenie odnosi się także czytając biogram zamieszczony na tylnej okładce. Zofia z Zamoyskich Grocholska dożyła sędziwego wieku, jej małżeństwo z Tadeuszem Grocholskim trwało mniej niż jedną trzecią jej długiego życia, nawet opisywane zdarzenia przeżywała jako wdowa. A jednak jej dokładna data urodzenia nie została podana, nie wiadomo też gdzie się urodziła, jak nazywała się jej matka, ile miała rodzeństwa, w jakim domu wyrastała. Przecież Zofia urodziła się w rodzinie Zamoyskich i ta rodzina ukształtowała ją do dorosłości i brak jakichkolwiek informacji na ten temat wprost zadziwia. W kontekście bycia autorką Wspomnień… interesujące byłyby także informacje na temat tego, jak odbyła się jej edukacja, jeżeli także poza domem to w jakiej szkole. Oczekiwałabym też wyjaśnienia, kiedy i dlaczego zaczęła spisywać wspomnienia i relacje rodzinne – czy od dzieciństwa, czy od początku swego małżeństwa, czy było to w okresie międzywojennym czy już po drugiej wojnie światowej? Wydany tekst nie jest datowany choćby w przybliżeniu. Datowanie jest ważne, ponieważ pozwala nam ono określić, w jakiej odległości czasowej od zdarzeń powstała relacja. Jest to istotne w przypadku nieścisłości lub konfliktu treści z innymi publikacjami, które mogą opisywać te same zdarzenia. Pamięć ludzka jest zawodna, po dłuższym czasie nie zawsze przedstawimy jakieś zdarzenie w taki sposób w jaki się ono odbyło a raczej w taki, w jaki je zapamiętaliśmy. Czasami wersje faktyczna i zapamiętana będą takie same, ale nie zawsze. Tu niestety nie ma możliwości zmierzenia tego dystansu.

Jakimś rozwiązaniem problemu prezentacji rodziny Zamoyskich mogło być umieszczenie przynajmniej fragmentu drzewa genealogicznego, które prezentowałoby rodziców Zofii i jej rodzeństwo. Niestety, drzewa genealogiczne dotyczą tylko Grocholskich. Zdjęcia rodzinne także przedstawiają tylko Grocholskich.

Nie wiadomo nawet, czy szwagierka męża Zofii, Wanda z Zamoyskich Grocholska, była siostrą Zofii a jeśli nie, to w jaki sposób była z nią spokrewniona. Identyczne nazwisko panieńskie sugeruje jakieś pokrewieństwo. Na sugestii poprzestano.

Odpowiedzi na te wszystkie pytania znane są zapewne wydawcy i rodzinie.

Publikując książkę w powszechnym dostępie trzeba brać pod uwagę, że będą ją czytać nie tylko członkowie rodziny, ale także osoby postronne, które nie znają szczegółów historii danej rodziny i książkę czytają, być może by te szczegóły poznać. Należy się spodziewać, że czytelnik będzie oczekiwał, by pewne podstawowe informacje zawarte były w publikacji bez konieczności dalszego wyszukiwania ich w Internecie czy w bibliotekach. W przypadku znanych rodzin wiele informacji zapewne uda się odnaleźć w ten sposób, ale w przypadku rodzin nieznanych może to być już wielki problem. W przypadku publikacji rękopisu należy opisać autora i to nie tylko poprzez daty zdarzeń metrykalnych samego autora jak i jego rodziny.

Trudno przesądzać, czy w tym konkretnym przypadku pominięcie wielu istotnych informacji – szczególnie tych, które wyjaśniałyby zacięcie pisarskie autorki, które sugeruje wydawca – było jedynie niedopatrzeniem wydawcy, który przecież znał – przynajmniej z opowieści – swoją prababkę i całą rodzinę, i być może uznał te zagadnienia za zbyt oczywiste i niewarte omówienia, czy może intencją wydawcy było uwzględnienie w pojawiającym się w publikacji bardzo syntetycznym opisie historii rodziny wyłącznie Grocholskich. Nie jest to jednak nigdzie stwierdzone. Tytuł książki wyznacza, czego mamy się spodziewać i kto jest autorką tekstu.

Książka posiada także tzw. wkładkę ze zdjęciami rodzinnymi. Jest ona bardzo cennym elementem tej publikacji. Nie tylko dlatego, że jest naprawdę elegancko zaprojektowana i wydrukowana na odpowiednim do tego celu papierze, a zdjęcia są bardzo dobrze opisane, ale także dlatego, że jest to w zasadzie album prezentujący zarówno członków rodziny Grocholskich jak i miejsca w których żyli od drugiej połowy XIX w. do czasu opisanych we wspomnieniach wydarzeń. Atutem jest skonfrontowanie niektórych zdjęć archiwalnych ze współczesnymi – szczególnie jeśli chodzi o dawne majątki rodzinne i miasta na Podolu.

Książka jest ogólnie rzecz biorąc bardzo ciekawa i elegancko wydana. Wydawca jednak postanowił połączyć w niej dwa tematy. Wspomnienia… autorki – Zofii z Zamoyskich Grocholskiej – oraz dość ograniczoną (w drzewach genealogicznych ograniczoną do dwóch pokoleń) prezentację rodziny Grocholskich. Patrząc na to z innej strony można powiedzieć, że wydawca połączył dwa różne cele: publikację rękopisu, opisującego wydarzenia w bardzo wąskim przedziale czasowym, oraz historię rodziny w zasadzie jedynie na zdjęciach i w formie drzew genealogicznych, ale bez stosownego opisu.

Podwójny charakter publikacji nie został uwzględniony w tytule. Mariaż ten nie wypadł niestety najlepiej. Z jednej strony w zasadzie pominięto rodzinę samej autorki, czyli jej rodziców, rodzeństwo itd. Z drugiej strony o rodzinie Grocholskich też nie dowiadujemy się zbyt wiele. W zasadzie w odniesieniu do tematyki wydarzeń lat 1917-1918 spodziewalibyśmy się jakiejś książki z dziedziny historii a nie historii rodziny. Ale i temat polityki i historii tamtych czasów nie został tu rozwinięty.

Czasami łączenie dwóch różnych tematów w jednej publikacji może wypaść dobrze, a czasem nie. W tym konkretnym przypadku wnikliwy czytelnik będzie czuł niedosyt.
Rozwiązaniem mogłoby być – przy utrzymaniu bieżącej koncepcji – przedstawienie i Zamoyskich i Grocholskich – w odniesieniu do osoby autorki Wspomnień…. Alternatywą byłoby napisanie zupełnie innej książki, która prezentowałaby historię rodziny Grocholskich, gdzie załącznikiem byłyby wspomnienia Zofii z Zamoyskich Tadeuszowej Grocholskiej, których zdaje się jest wiele.

W takich sytuacjach warto też rozważyć, czy publikować dla ogółu czy tylko dla rodziny.

Dla wielu osób najważniejsze w tej książce będą zdjęcia a nie tekst. One też będą źródłem wielu wspomnień…
W dzisiejszych czasach wielu osobom wystarcza zadowolenie z efektów wizualnych, czasami w ogóle nie czytają treści. To od wydawców zależy, jak bardzo się przyłożą do zbalansowania opisu i materiału wizualnego, szczególnie gdy – jak w tym przypadku – autorzy nie mogą się już sami wypowiedzieć w takiej sprawie. W przypadku publikacji genealogii, historii rodzinnych czy spuścizny po naszych przodkach, to my stajemy się wydawcami i nasz obiektywizm lub jego brak, spojrzenie całościowe lub wąskie (a czasem nawet ograniczone) będzie kształtować nasze wydawnictwa.

18 czerwca 2017

Przy okazji innych poszukiwań… akt chrztu matki Fryderyka Chopina.

Ostatnio dużo czasu spędzam na opracowywaniu genealogii rodzin pochodzących z Kujaw. Jedne z poszukiwań zawiodły mnie do Izbicy Kujawskiej i przypomniało mi się (!), że przecież matka Fryderyka Chopina, Tekla Justyna Krzyżanowska, stamtąd właśnie pochodziła, to znaczy z miejscowości Długie, która należała do parafii izbickiej.
Księgi metrykalne z Izbicy Kujawskiej zindeksowane są w „Genetece”, łatwo więc można było odnaleźć akt chrztu Tekli Justyny, córki Jakuba i Antoniny (—) Krzyżanowskich.  Są także zindeksowane i dostępne do obejrzenia akty chrztu jej znanego dwojga rodzeństwa.

Ponieważ jest to akt chrztu „oszczędny” (co niestety często się zdarzało…) nie podano w nim daty urodzenia dziecka a jedynie datę chrztu – 14 września (łac. 7bris) 1782. Stąd w opracowaniach można natrafić na określenie daty urodzenia Tekli Justyny Krzyżanowskiej na „przed 14 września 1782”, czyli „przed datą jej chrztu”.

Ciekawą cechą tego i wielu innych aktów chrztu z Izbicy Kujawskiej było zapisywanie imion rodziców w kolejności najpierw imię matki a potem imię ojca wraz z nazwiskiem. Na ogół kolejność była odwrotna, czyli wpisywano najpierw imię i nazwisko ojca a dalej imię i nazwisko matki. Nazwiska matki we wczesnych aktach prawie w ogóle nie podawano, co mogło to wynikać z faktu, że matka nazwiska nie miała, ale i z „oszczędności” zapisu.

Link do aktu chrztu Tekli Justyny Krzyżanowskiej (RzK Izbica Kujawska, Ch 1192 / 1782)

Wzór łacińskiego zapisu aktu chrztu zaczerpnięty z Rytuału Rzymskiego Pawła V wraz z tłumaczeniem na język polski oraz przykłady aktów chrztu z początku XIX w. wraz z omówieniem różnic w ich treści można znaleźć w mojej książce Data urodzenia Fryderyka Chopina. Ewaluacja źródeł, analiza informacji, konkluzja.
Link do opisu książki
Link do GenoGalerii

Rozwód udokumentowany aktem stanu cywilnego.

W Księstwie Warszawskim/ Królestwie Kongresowym w latach 1808-1825 akty rozwodowe były sporządzane i wpisywane przez urzędników stanu cywilnego do specjalnie do tego celu prowadzonej księgi lub pod oddzielnym tytułem w ramach księgi aktów stanu cywilnego za dany rok. Ksiąg tych nie było dużo, co odzwierciedla w zasadzie to, że rozwodów nie było zbyt wiele, a przynajmniej nie tak wiele jak dziś. W wielu urzędach gminnych, prowadzonych najczęściej przy parafiach rzymskokatolickich – choć jak dowodzi przykład gminy wilanowskiej, nie tylko – takich ksiąg w ogóle nie znajdziemy, gdyż z braku rozwodów nie było potrzeby ich otwierania.

Prawdopodobieństwo natrafienia na rozwód w rodzinie na początku XIX w. jest niewielkie, ale może się tak zdarzyć. Nie powinniśmy więc zapominać o tej możliwości; być może rozwód „przytrafił się” którymś z naszych protoplastów.

Jak dowodzi poniższy przykład, z aktu rozwodu nie wydobędziemy zbyt wielu informacji genealogicznych, nie podawano daty urodzenia osoby/osób występujących o rozwód czy imion jej/ich rodziców, choć losowo i takie informacje pewnie się zdarzały. Nie ma w takim akcie nic na temat nazwiska, przy którym pozostawała rozwiedziona kobieta (w cytowanym poniżej przykładzie Marianna) – czy było to nazwisko panieńskie czy mimo rozwodu małżeńskie. Być może informacja ta znajdowała się w wyroku Trybunału Cywilnego.

Są też informacje przydatne. W przypadku Marianny z d. Piotrowskiej po mężu Wasilewskiej dowiadujemy się o jej miejscu urodzenia oraz o miejscu zatrudnienia, które w tym przypadku opisane jest bardzo szczegółowo – przynajmniej jeśli chodzi o Mariannę, bo niekoniecznie jeśli chodzi o jej byłego męża. Przydatne są też daty wydania wyroku przez Trybunał Cywilny czy data spisania samego aktu rozwodu.

 

Poniżej znajduje się transkrypcja aktu rozwodu, jedynego spisanego w 1821 przez Urzędnika Stanu Cywilnego Gminy Wilanowskiej. Pisownie w większej części została zmodernizowana. Pozostawiłam jednak kilka archaizmów i nie ujednoliciłam pisowni pracodawcy Marianny, którego nazwisko pojawia się w akcie kilkakrotnie w dwóch bardzo zbliżonych pisowniach.

Akt rozwodu [transkrypcja]

Roku tysiąc osiemset dwudziestego pierwszego, dnia dwudziestego drugiego miesiąca listopada, przed nami, nauczycielem szkoły elementarnej wilanowskiej w powiecie warszawskim, województwie mazowieckim, stawiła się Maryanna z Piotrowskich Wasilewska, lat dwadzieścia licząca, obowiązki domowe u JPana Bonnete w Mokotowie wsi, powiecie warszawskim, mieszkającego, odbywająca, w folwarku Siedlce pod Warszawą zamieszkała, i oświadczyła nam, iż uskuteczniając przystąpienie do rozwiązania małżeństwa, które nastąpiło między nią i Hieronimem Wasilewskim, lat dwadzieścia cztery liczącym, służbą dworską trudniącym się, na teraz z pomieszkania niewiadomym; na dniu dziewiątym lutego tysiąc osiemset dziewiętnastego roku, w mieście Warszawie, województwie mazowieckim, otrzymała wyrok Trybunału Cywilnego pierwszej instancji województwa mazowieckiego, zasiadającego w Warszawie, w domu rządowym do Pałacu Krasińskich należącym, który upoważnia onę do żądania aby ogłoszony był rozwód.
Widziawszy wyciąg rzeczonego wyroku u nas złożonego, wraz z kopią w formie przyzwoitej dokumentu wręczania, które uskutecznione zostało przez Woźnego Trybunału Cywilnego pierwszej instancji województwa mazowieckiego, do Hieronima Wasilewskiego, dnia osiemnastego listopada roku bieżącego, widziawszy zapozew do niego wydany, aby się dzisiaj stawił w domu gminnym o godzinie dziesiątej z rana, do wysłuchania i ogłoszenia Rozwodu między nim i Maryanną z Piotrowskich Wasilewską, z tym oświadczeniem, iż w przypadku niestawienia się, w jego nieprzytomności, przystąpi się do tego tak, jak gdyby on był przytomnym, który to zapozew wręczony mu, przez zostawienie jednego egzemplarza, w Biurze Prokuratora Królewskiego, i przybicie drugiego, na tablicy w izbie ustępowej Trybunału Cywilnego pierwszej instancji, województwa mazowieckiego, przez woźnego Kajetana Wodzickiego, wyżej wzmiankowanego Trybunału, ponieważ prócz tego nie widzieliśmy wcale Apelacji od rzeczonego wyroku, lub udania się do Kasacji i termina do czynienia tego, prawem przepisane, upłynęły, godzina zaś w której Hieronim Wasilewski miał się stawić, a niestawił się, minęła, zatem, My Urzędnik Stanu Cywilnego Gminy Willanowskiej, przychylając się do żądania Marianny z Piotrowskich Wasilewskiej powódki, oświadczamy w Imieniu Prawa, iż małżeństwo w którym zostawała Maryanna z Piotrowskich Wasilewska, lat dwadzieścia licząca, obowiązki domowe u Pana Bonette w Mokotowie wsi, powiecie warszawskim, mieszkającego, odbywająca, w folwarku Siedlce pod Warszawą zamieszkała, i Hieronim Wasilewski lat dwadzieścia cztery liczący, służbą dworską trudniący się na teraz z zamieszkana swego niewiadomy, rozwiązane jest w skutek rozwodu, utwierdzonego przez Dekret, wyżej wspomniany. – Czego spisaliśmy akt w przytomności Józefa Ciołkowskiego, lat czterdzieści osiem rachującego, Pisarza Prowentowego u JPana Bonnete w Mokotowie wsi zamieszkałego, pierwszego świadka, – i Franciszka Mikołajewicza, lat sześćdziesiąt siedem żyjącego, Chirurga Jeneralnego Dóbr Willanowa i innych, w Willanowie zamieszkałego, drugiego świadka, którzy z nami podpisali się po przeczytaniu pierwej wszystkiego.
Stanisław Pawłowski Urzędnik Stanu Cywilnego
Franciszek Mikołajewicz
Józef Ciołkowski pierwszy świadek

Na marginesie na wysokości „Widziawszy wyciąg…”: Wyrok i zapozew w aktach folio: 72 i 73.

Genealogicznie zakręcieni. GenoGaleria. Gadżety genealogiczne i nie tylko.

 

Chodząc po różnych targach organizowanych nie tylko na święta ale przy wielu innych okazjach, ciągle wypatruję produktów, które miałyby coś wspólnego z genealogią, choćby w sensie symbolicznym.
W zasadzie do tej pory nic takiego nie znalazłam, poza bardzo rzadko zdarzającymi się odwzorowaniami drzew na kubkach czy innych przedmiotach, które jednak nie były projektowane z przyczyn wiążących je w jakikolwiek sposób z genealogią.

Z prawdziwą radością przyjęłam pojawienie się GenoGalerii, sklepu internetowego, który tę pustkę wypełnia. Możemy tu znaleźć różnego rodzaju produkty, które zostały zaprojektowane z myślą o genealogach. Wykorzystano tu istniejące symbole genealogii, z którymi genealodzy chętnie się utożsamiają, ale i zaprojektowano nowe. GenoGaleria zdaje się wychodzić naprzeciw różnym gustom, każdy zapewne znajdzie tam coś dla siebie.z spiralagen

Znajdziemy więc na przykład biżuterię czy breloczki z kilkoma wzorami zawieszek o kształcie drzewa (w domyśle genealogicznego!). Bardzo podobają mi się hałsa „genealogicznie zakręcony” i „genealogicznie zakręcona” oraz „genealogiczne zakręcenie”, które zdają się oddawać stan ducha i umysłu wielu genealogów, wciąganych w wir poszukiwania i odnajdywania przodków a przez to w wir zdarzeń zarówno z przodkami jak i z tymi poszukiwaniami związany. Hasła te jako część bardzo fajnego projektu dekoracyjnego pojawiają się między innymi na koszulkach.

W GenoGalerii znajduje się też rozbudowujący się dział z książkami poświęconymi czy to historii lokalnej czy to samej genealogii.
Można tam także nabyć moje książki. Bezpośredni link do sklepu GenoGaleria oraz do moich publikacji, dostępnych w GenoGalerii poniżej.

GenoGaleria – Link do sklepu internetowego

Data urodzenia Fryderyka Chopina. Ewaluacja źródeł, analiza informacji, konkluzja. Link do GenoGalerii.

Praktykowanie genealogii. Pieniążkowie z Jedlińska XVII-XIX w. Link do GenoGalerii.