Nie wiem dlaczego szacowne instytucje publikują bzdury….

Jedna z koleżanek swoim wpisem na jednej ze stron dla miłośników genealogii zwróciła moją uwagę na nową wystawę online, która pojawiła się na stronie www Archiwum Państwowego w Kaliszu.

Wystawa ma tytuł „Nadaję Ci imię…” (link do wystawy).

Nie wiem dlaczego instytucje, które powinny przodować w podawaniu rzetelnych informacji, szczególnie w zakresie tematycznym, w którym powinne być bliższe gronu ekspertów a nie gronu amatorów, popełniają takie błędy….

Czy jest to smutny przykład upadku wiedzy w naszych czasach i oddania jej prezentacji w ręce amatorów???? Nie wiem, co o tym myśleć….

Poniżej kilka uwag do treści wystawy.

Dlaczego tylko w przypadku zaboru pruskiego mowa jest o stworzeniu jednolitej rejestracji cywilnej i urzędów stanu cywilnego a nie ma żadnej informacji o stworzeniu rejestracji cywilnej i urzędów stanu cywilnego w epoce napoleońskiej i kontynuacji tego systemu w późniejszym zaborze rosyjskim, do którego przecież należał Kalisz, więc chyba w Archiwum Państwowym w Kaliszu ktoś coś o tym wie. A może już nie?

Dlaczego akt urodzenia z zaboru rosyjskiego podpisany jest jako akt urodzenia ale w nagłówku zdjęcia widnieje napis: „akt chrztu w zaborze rosyjskim pełnił funkcję aktu urodzenia”.
Akt chrztu w zaborze rosyjskim nie pełnił takiej funkcji. Istniały albo akty chrztu albo akty urodzenia albo akty o charakterze mieszanym cywilno-religijnym. Pisałam w mojej książce „Data urodzenia Fryderyka Chopina….” dlaczego akty chrztu istniały w czasach Księstwa Warszawskiego i do zmiany prawa o aktach stanu cywilnego od 1 stycznia 1826 a potem zaczęły zanikać a ok. połowy lat 1840-tych w ogóle zanikły. Osoby zainteresowane zgłębieniem tego tematu zachęcam do lektury mojej książki a także artykułów na blogu, które dotyczą tego tematu.
W latach od 1 V 1808 do końca 1825 urzędnicy stanu cywilnego wystawiali tylko akty cywilne. Od 1 stycznia 1826 akty cywilne miały dwojaki charakter, cywilno-religijny.
We wszystkich przykładach zaprezentowanych na wystawie wszystkie akty podpisane są przez urzędnika stanu cywilnego, którym na ogół był proboszcz parafii danego wyznania (dla Żydów i wyznań niechrześcijańskich więc i muzułmanów urzędnik cywilny w magistracie/urzędzie gminy) ale nie zawsze tak było.

Nie jest prawdą, że Żydzi nie nadawali dzieciom imion po osobach żyjących. Jedynie chasydzi nadając dzieciom imiona po przodkach i krewnych nadawali je wyłącznie po osobach zmarłych.

Niestety, żadna z tych rewelacji zamieszczonych na wystawie nie jest poparta żadnymi źródłami. Być może to było jakieś zadanie w szkole średniej, które zamieniono na wystawę, ale niestety nikt nie zweryfikował prezentowanych informacji.

Zawiedziona Archiwum Państwowym w Kaliszu.

Grażyna Rychlik
23 lipca 2020

 

O czym należy pamiętać, jeżeli planujecie zlecić poszukiwania genealogiczne osobom, które zajmują się tym zawodowo

Być może nie wymienię tu wszystkich kategorii potencjalnych klientów, którzy poszukują ofert na poszukiwania genealogiczne, ale jest ich kilka:

– prawdziwi potencjalni klienci, którzy z tych czy innych przyczyn nie mogą sami zająć się opracowaniem genealogii swoich przodków, a bardzo chcieliby takie opracowanie posiadać,

– osoby, które chciałby się dowiedzieć, „jak to się robi”, zlecić coś jednorazowo a potem już szukać samemu,

– osoby, które chciałyby się dowiedzieć, „jak to się robi”, by samemu oferować tego typu usługi,

– osoby, które zajmują się zawodowo poszukiwaniami genealogicznymi i chciałyby sprawdzić stawki innych poszukiwaczy czy też ogólnie dowiedzieć się w jaki sposób inni poszukiwacze prowadzą swoją zawodową działalność poszukiwawczą.

Czasami trudno może być odróżnić jednych od drugich. Być może dlatego nie zawsze otrzymamy ofertę poszukiwań od genealoga, do którego zwrócimy się z zapytaniem o taką usługę.

Ten post adresuję przede wszystkim do osób, które faktycznie poszukują zawodowego genealoga, któremu chcieliby zlecić poszukiwania.

O czym należy pamiętać poszukując genealoga?

  1. Jeżeli nie potrafimy w prosty sposób przedstawić tego, co wiemy o naszej rodzinie i zamiast tego prześlemy wiele dokumentów czy/oraz fragmenty drzew genealogicznych z tego czy innego oprogramowania, to musimy liczyć się z tym, że genealog może pobrać/pobierze opłatę za ustalenie wstępnych informacji na temat przodków, od których rozpoczną się poszukiwania.
  2. Nawet jeżeli wyślemy konkretne informacje na temat przodków, od których chcielibyśmy rozpocząć poszukiwania, to te informacje same w sobie nie zawierają żadnych wskazówek co do tego, czy poszukiwania są możliwe do przeprowadzenia.
  3. Możliwości przeprowadzenia poszukiwań zależą od tego, czy istnieją i w jaki sposób dostępne są dokumenty, w których można je przeprowadzić.
  4. Jeżeli chcielibyśmy prześledzić historię naszych przodków najdalej, jak się da, to ustalenie ram czasowych takich poszukiwań nie jest możliwe bez przeprowadzenia samych poszukiwań. Zawsze trzeba się liczyć z tym, że nasi przodkowie nie pochodzili ze znanych nam miejsc lub nie byli tego wyznania, jakiego my jesteśmy obecnie. Mogły też nie zachować się dokumenty lub mogą się one znajdować za granicą. Nigdy nie wiadomo więc – zanim przeprowadzimy poszukiwania – czy będziemy szukać w obrębie jednej parafii/gminy czy też poszukiwania obejmą o wiele większy obszar geograficzny i jeśli chodzi o poszukiwania w księgach metrykalnych, to w których księgach metrykalnych będziemy te poszukiwania przeprowadzać.
  5. W poszukiwaniach genealogicznych nie istnieje pojęcie „pakietu”. Zlecania poszukiwań genealogicznych – ze względu na wszystkie wymienione już sytuacje – nie można porównać z ofertą w supermarkecie „kup trzy produkty a czwarty dostaniesz za darmo”. Być może można otrzymać od zawodowego genealoga jakiś upust, choćby procentowy, od całego zlecenia, jeżeli będzie ono dość duże, ale na początku poszukiwań na ogół nie wiemy, gdzie nas one zaprowadzą. Czasem można sprawdzić od ręki dostępność dokumentów i oszacować możliwości poszukiwań, ale weryfikacja możliwości poszukiwawczych nastąpi dopiero w trakcie poszukiwań.

Nie należy się więc dziwić, że zawodowi genealodzy na ogół ostrożnie podchodzą do tematu poszukiwań genealogicznych i nie oferują przysłowiowych gruszek na wierzbie jeśli chodzi o poszukiwania genealogiczne. Być może jest to źródłem wielkiego rozczarowania potencjalnego zleceniodawcy, który może myśleć, że poszukiwania genealogiczne i opracowanie drzewa genealogicznego jest proste a wszystkie dokumenty są dostępne i to od ręki i najpewniej w Internecie.

Trzeba też pamiętać o tym, że nie tylko zawodowi genealodzy oferują swoje usługi. Niektóre osoby, które oferują poszukiwania, zakładają, że na pewno coś znajdą. Może tak być, ale może być inaczej.

W dzisiejszych czasach wiele osób woli skorzystać z taniej oferty raczej niż z poszukiwań przeprowadzonych przez zawodowego genealoga. Wybór oczywiście należy do klienta, jak we wszystkich innych sytuacjach, kiedy robimy zakupy. Trudno poszukiwania genealogiczne przyrównać do robienia zakupów, ale wydaje się, że w dobie kupowania wszystkiego przez Internet poszukiwania genealogiczne mogą spaść w oczach niektórych do rangi „produktu”.

Mam nadzieję, że dla osób zainteresowanych rzetelnymi i opartymi na źródłach poszukiwaniami, a które rozważają wynajęcie zawodowego genealoga, powyższe rozważania co do możliwości poszukiwawczych będą cenne przy podejmowaniu ostatecznej decyzji co do wyboru zleceniobiorcy.

Grażyna Rychlik

17 maja 2020

Drzewa genealogiczne w Internecie i „kopiowanie” informacji w nich zawartych

Zbieram się już od pewnego czasu, żeby napisać na ten temat…

Różne są sposoby prowadzenia poszukiwań genealogicznych. Niektórzy badacze genealogii swoich przodków szukają informacji w archiwach rodzinnych i dokumentach dostępnych w wersji cyfrowej. Inni korzystają z elektronicznych baz indeksów zasobów ksiąg metrykalnych. Czasami łączymy te dwa sposoby – nie wszystkie dokumenty są zindeksowane – więc czasami w indeksach niczego nie znajdziemy.

Innym sposobem jest szukanie opracowanych już drzew genealogicznych. Czasami robimy to jedynie w celu odnalezienia jakiegoś tropu do dalszych poszukiwań, które utknęły w martwym punkcie.
Ale czasami zdarza się, że ktoś od początku zakłada, że odnajdzie gotowe już drzewo genealogiczne, które bez wysiłku i żmudnych poszukiwań będzie mógł po prostu skopiować i którym będzie się mógł pochwalić rodzinie i/czy znajomym bez zdradzania, skąd to drzewo genealogiczne pochodzi. A być może nawet pochwali się tym, jak to bez żadnego trudu poszukiwawczego wszedł w posiadanie drzewa genealogicznego swoich przodków. I tutaj pojawia się problem „kopiowania” informacji z drzew już opracowanych.

Na ogół osoby, które wkładają wiele pracy w opracowanie swoich drzew genealogicznych, nie są ogólnie rzecz biorąc „zadowolone” z tego, że ktoś owoce ich ciężkiej pracy po prostu skopiował i zamieścił na własnej stronie jako efekt „swoich” poszukiwań. Nie zawsze można stwierdzić, że dane skopiowane są od nas. A nawet jeżeli są, to taki poszukiwacz łatwych rozwiązań zawsze może się zasłonić powszechną dostępnością informacji genealogicznych. Jest to prawda tylko do pewnego stopnia, gdyż nie wszystkie dane są w sieci i czasem za kopie dokumentów, z których czerpiemy informacje do drzew genealogicznych trzeba zapłacić.
Wiele osób rzetelnie opracowujących drzewa uważa kopiowanie informacji z cudzych drzew za nieetyczne. Ci co kopiują informacje na ogół nie widzą w tym niczego złego, wydaje im się po prostu, że mieli szczęście i znaleźli drzewo, które mogą sobie „ściągnąć”.

Nie wiem, czy ktoś kopiował informacje z moich stron genealogicznych i nie będę tego sprawdzać. Przy konfrontacji zawsze można sprawdzić, czy administratorzy tych potencjalnie ale niekoniecznie kopiowanych drzew mogą udowodnić, że sami drzewa opracowali.
Korzystam natomiast z oprogramowania Roots Magic, które informuje mnie, jeżeli któraś z osób z mojego drzewa genealogicznego znajduje się w jakimś drzewie genealogicznym na My Heritage i innych portalach. Nie mogę tam zobaczyć całego drzewa ani uzyskać kontaktu do jego administratora, ale mogę porównać, czy mamy takie same informacje na temat rodziców i rodzeństwa danej osoby. Dzięki temu wiem więc o kilku osobach, które są ze mną spokrewnione, gdyż mają w drzewie genealogicznym te same osoby, co ja. Czasami nasze informacje są zgodne, a czasami nie.
Zgodność informacji może być przesłanką sugerującą, że ktoś kopiował dane z naszego drzewa. Nie można jednak wykluczyć, że sam przeprowadził poszukiwania i opracował własne drzewo genealogiczne.
Doszłam ostatnio do wniosku, że pewnym rozwiązaniem w walce z nieuczciwymi poszukiwaczami może być publikowanie własnych drzew z błędami. Czy to będzie uczciwe? Większość drzew publikowanych w Internecie nie podaje w załączeniu źródeł informacji, na podstawie których zostały utworzone. W zasadzie mogłyby zawierać informacje dowolne.
Innym rozwiązaniem jest tworzenie drzew genealogicznych na stronach o dostępie ograniczonym dla tych, którym zostanie on udzielony.

Jak dokładne są drzewa genealogiczne publikowane w Internecie? Dopóki nie dotrzemy do źródeł zawartych w nich informacji, w zasadzie nie wiadomo. Niezależnie od tego, czy błędy zostały popełnione w drzewie celowo czy nieświadomie.

Podam jeden ciekawy moim zdaniem przykład dotyczący cudzych drzew genealogicznych i wykorzystywania zawartych w nich informacji, na który natrafiłam w tym roku w czasie kontynuacji opracowywania drzewa moich przodków z rodziny Rychlików. Chodzi tu więc o moich przodków. Nie poszukiwałam informacji w cudzych drzewach, ale dzięki możliwościom oprogramowania, z którego korzystam, trafiłam na inne drzewa, w których znajdują się moi krewni.
W wielu drzewach osób z kręgu rodziny Rychlików, do których program Roots Magic porównał informacje z moich drzew, znalazłam naprawdę przedziwną – na pierwszy rzut oka – informację. Mianowicie, że siostra mojego prapradziadka, Antonina z d. Rychlik, zmarła w Biełaszowie na Wołyniu. Oczywiście, administratorami tych drzew – na to wygląda – są jej potomkowie, więc być może znali z wiedzy wyniesionej z domu historię przeprowadzki na Wołyń Antoniny z rodziną i jej przyczyn. Dla mnie była to ciekawa informacja, którą postanowiłam zweryfikować. Bez podanego źródła w zasadzie żadnej informacji genealogicznej nie można uważać za wiarygodną. Sprawdzenie tej informacji było dość proste, gdyż akt zgonu Antoniny jest zindeksowany w Genetece. Co dziwne, akt zgonu Antoniny zindeksowany jest w oparciu o jej nazwisko panieńskie, co ułatwia sprawę potencjalnym badaczom, którzy nie wiedzą, za kogo Antonina wyszła za mąż, ale jest to błąd w sztuce. W indeksie podany jest też link do aktu, więc nawet nie musiałam szukać kopii aktu w wersji elektronicznej w zasobach AGADu, po prostu kliknęłam na link. W treści aktu czytamy, że Antonina pochodziła z guberni siedleckiej itd., więc łatwo było potwierdzić, że informacje o jej śmierci na Wołyniu są poprawne i że akt zgonu wpisany do ksiąg parafii kowelskiej faktycznie dotyczy osoby, której szukam.

Wszystkie drzewa, do których kieruje mnie Roots Magic i w których są informacje o Antoninie podają, że Antonina urodziła się w Zimnej Wodzie w 1830, ale nigdzie nie ma podanej dziennej daty urodzenia, więc informacja o urodzeniu pochodzi z aktu ślubu (RzK Stoczek Węgrowski M 8/1849) lub być może z innych drzew genealogicznych. Wydaje się, że żaden z autorów/administratorów tych drzew jej aktu urodzenia nie widział. Większość osób podaje, że Zimna Woda była w parafii Wiśniew, co jest zgodne z prawdą, ktoś podaje że Antonina urodziła się w Stoczku a jedna osoba, że w Zimnej Wodzie na Ukrainie. No cóż, można wybierać….

Zajrzałam do aktu urodzenia Antoniny (RzK Wiśniew 26/1830) i widzę, że imię ojca nie jest w nim podane poprawnie…. Jej rodzicami byli Tomasz Rychlik i Eleonora z d. Kałuska, a w akcie urodzenia imię ojca na ile można je odczytać to Stanisław. Oczywiście może to być błąd, ale w tej chwili nie będę przeprowadzać śledztwa genealogicznego w tej sprawie. Informacja o jej miejscu urodzenia podana w akcie ślubu zdaje się być spójna z informacją ze wspomnianego aktu urodzenia mimo potencjalnego błędu. Antonina nie była też pierwszym dzieckiem swoich rodziców, jest więc mało prawodpodobne, by była dzieckiem Eleonory z poprzedniego małżeństwa. 

Akt urodzenia Antoniny jest zindeksowany w Genetece…. ALE jeżeli do wyszukiwarki wpiszemy Rychlik Antonina, nic nie wyskakuje. W indeksie w księdze metrykalnej Antonina zapisana jest jako Rychlikuwna – po tej formie nazwiska też spróbowałam wyszukać ją w bazie, także w dzisiejszej pisowni „Rychlikówna”. Nadal nie pojawiła się w indeksie urodzeń. Wyciągnęłam więc z bazy indeks wszystkich urodzeń zarejestrowanych w parafii w Wiśniewie w roku 1830 i wyskoczyła Antonina Zychlik, córka Stanisława i Eleonory Kucharskiej…

No cóż…. Z powyższego przykładu można wyciągnąć prosty wniosek, że jeżeli chcemy być pewni informacji w naszym drzewie genealogicznym to warto nie opierać się jedynie na indeksach w bazach danych i informacjach zawartych w cudzych drzewach genealogicznych. Można je wykorzystać w poszukiwaniach wstępnych, ale należy weryfikować takie informacje, przeprowadzać własne poszukiwania i czytać treść aktów!!!

Poniżej kopie cyfrowe omawianych dokumentów i informacji z baz danych.

Akt zgonu Antoniny z d. Rychlik Piątek RzK Kowel Z 5 / 1898 (AGAD)

RYCHLIK Antonina Z 5 1898 RK Kowel, Ukraina po mężu PIĄTEK akt

 

Akt urodzenia Antoniny Rychlik RzK Wiśniew U 26 / 1830 (AP Siedlce)

RYCHLIK Antonina B 26 1830 RK Wiśniew 62 205

 

Akt urodzenia Antoniny Rychlik w indeksie na końcu księgi metrykalnej RzK Wiśniew za rok 1830

RK Wiśniew 1830 Indeks BMD

 

Akt urodzenia Antoniny Rychlik zindeksowany w bazie Geneteka RzK Wiśniew U 26 / 1830

RK Wisniew 1830 Antonina Zychlik

 

Grażyna Rychlik

25 IV 2020

Jak jesteśmy spokrewnieni z krewnymi genetycznymi z baz wyników badań DNA?

Czytając różne posty i zapytania widzę, że problematyka ta stwarza nadal wiele trudności osobom, które zabierają się do badania DNA do celów genealogicznych. Stąd ten post.

Każda firma badająca DNA do celów genealogicznych wybiera sposób w jaki określa pokrewieństwo między nami a naszym genetycznym krewnym, który znajduje się w bazie DNA tej firmy (poprzez badanie lub transfer danych).

W odniesieniu do ustalania pokrewieństwa przy pomocy DNA w użyciu są dwa systemy, choć nie są to wszystkie istniejące systemy. Opisuję je pokrótce i na końcu podaję przykład, w którym pokrewieństwo „policzone” jest przy pomocy obydwu omówionych systemów.

System nr 1
W firmach amerykańskich przeważa system liczenia pokrewieństwa, który nazwałabym liczeniem pokoleń dzielących dwóch krewnych genealogicznyc. Nie ma on nazwy własnej. Tutaj liczymy pokrewieństwo poczynając od wspólnego przodka. Do pewnego momentu nazwy są takie same jak po polsku a od dzieci rodzeństwa numeruje się kolejność/pokolenie kuzynów. Jeżeli są przesunięcia pokoleniowe, to też się je numeruje i wtedy wiadomo o ile pokoleń odległe są dwie osoby. Taka jest kolejność pokrewieństwa a więc i nazewnictwa:

wspólny przodek / common ancestor (CA)

rodzeństwo / siblings

dzieci rodzeństwa / rodzeństwo cioteczne stryjeczne / first cousins (1stC/1C)

dzieci poprzedniego pokolenia / second cousins (2ndC/2C)

i tak dalej

 

System nr 2 to tak zwana komputacja rzymska
Jest to system, który używany jest także w prawie obowiązującym w Polsce do obliczania stopnia pokrewieństwa. Używany jest przez My Heritage. Tutaj liczy się wszystkie urodzenia pomiędzy dwiema osobami, których stopień pokrewieństwa chce się obliczyć pomijając wspólnego przodka.

Poniżej pokazuję fragment jednego z drzew genealogicznych moich przodków. Ustalamy pokrewieństwo między Danielem Zawadzkim i Bolesławem Rychlikiem.

[Do narysowania poniższego drzewa wykorzystałam narzędzie „Relationship Chart” w programie Roots Magic, z którego korzystam. Pokrewieństwo zapisane jest pełnymi słowami w języku angielskim.]

 

Rychlik Zawadzki Relationship Chart

Według systemu nr 1 Daniel Zawadzki i Stanisław Franciszek Rychlik są rodzeństwem ciotecznym czyli po angielsku first cousins (1C). Bolesław jest natomiast z kolejnego pokolenia, po angielsku określa się więc pokrewieństwo między Danielem a Bolesławem first cousin once removed (1C1R).

Według komputacji rzymskiej mamy tutaj w sumie 6 osób w linii pokrewieństwa: Daniel, Stanisław, Wojciech, Józefa, Stanisław Franciszek i Bolesław. Nie liczymy wspólnego przodka czyli Wojciecha Zawadzkiego, pozostaje nam więc 5 osób czyli Daniel Zawadzki i Bolesław Rychlik są krewnymi piątego stopnia.

Jak widać każdy system używa innego sposobu liczenia, innego nazewnictwa i ma inny „wynik”.

W genealogii częściej używany jest system nr 1 wywodzący się z nazewnictwa obowiązującego w języku angielskim. Według mnie jest prostszy i łatwiejszy do codziennego użytku.

Więcej na temat tego systemu i używania go do doprecyzowywania pokrewieństwa genealogicznego na podstawie badań DNA można znaleźć w mojej książce „Genealogia i DNA”.

Grażyna Rychlik

13 kwietnia 2020

Parantele 2019

W czasach epidemii wiele zamkniętych w domach osób poszukuje jakiegokolwiek zajęcia, by jakoś zabić nadmiar wolnego czasu. Oczywiście, nie dotyczy to wszystkich, ale wiele memów i relacji skłania do przekonania, że wiele osób nie radzi sobie z wykorzystaniem nadmiernej – w stosunku do standardowej codzienności – ilości czasu.

Inaczej jest wśród genealogów, którym na ogół doskwiera wieczny brak wolnego czasu na żmudne poszukiwania lub rozpracowywanie treści dokumentów z przeszłości, co ma prowadzić do odkrywania kolejnych rodzinnych historii. Genealogom podarowano czas, ale czy wszyscy skorzystają z tej szczodrej w pewnym sensie oferty?
Niektórzy łowcy przodków i historii rodzinnych zarówno w Polsce jak i na całym świecie na pewno wykorzystują ten czas na nadrobienie zaległości w poszukiwaniach własnych przodków. Oczywiście, nie wszystkie materiały są dostępne w Internecie, więc nie każdy będzie miał możliwość nadrobienia zaległości lub wyruszenia na nowe obszary poszukiwawcze.
Niestety FamilySearch nie odblokowało – co byłoby miłym gestem – choćby na 2–3 miesiące ogólnoświatowych czasów dystansu społecznego/social distancing – wielu opatrzonych kluczykiem zespołów. Sama nie mogę więc kontynuować poszukiwań moich przodków z linii Rychlików w Węgrowie. Mam nadzieję, że inni mają więcej szczęścia.

Jeżeli sami nie możemy z jakichś przyczyn zająć się poszukiwaniami, to dany nam czas możemy spędzić na poszukiwaniu inspiracji do poszukiwań genealogicznych, zapoznawaniu się z odnalezionymi już historiami rodzinnymi i tworzeniu planów przyszłych poszukiwań. Pomogą w tym rozliczne czasopisma genealogiczne!Parantele 2019 okladka

Szczególną uwagę chciałabym zwrócić na kolejny rocznik (2019) Paranteli wydawanych przez Śląskie Towarzystwo Genealogiczne. Znajdziemy w nim artykuły uniwersalne jak ten dotyczący najczęściej występujących w Polsce nazwisk, ale i mnóstwo artykułów na temat własnych doświadczeń poszukiwawczych i ich efektów, spotkań z nieznanymi czy po latach odnalezionymi krewnymi, odwiedzinami miejsc, których nazwy znaliśmy czasem tylko z zasłyszanych historii rodzinnych. Niektóre artykuły są bardzo bogato ilustrowane, można więc zapoznać się między innymi z dokumentami, które możemy odnaleźć w trakcie poszukiwań zarówno w Polsce jak i na całym świecie – w krajach, do których losy rzuciły naszych krewnych. W tym roczniku wędrujemy i na Litwę i do USA i do Argentyny.
Niektórym artykułom towarzyszą tablice genealogiczne, które mogą zainspirować nas do opracowania formy, w jakiej sami chcielibyśmy przedstawić genealogie naszych przodków.
W tych ostatnich Parantelach możemy też znaleźć historię niemieckiej rodziny z przedwojennego Wrocławia – rzadko artykuły o takiej tematyce genealogicznej się zdarzają i mogę mieć tylko nadzieję, że będzie ich coraz więcej.

Grażyna Rychlik

13 kwietnia 2020

Odpis a akt. Chociaż to odpis, to jest to najstarsze udokumentowane zdarzenie w mojej linii Rychlików. Można się także dowiedzieć, co kryje się w alegatach…

Już kolejny wpis, który mogłabym zacząć: gdybym już nic więcej w tym roku nie zrobiła dla mojej własnej genealogii, to i tak do końca lutego wykonałam przynajmniej 300% normy…. A będzie jeszcze kilka takich wpisów, choć może już pominę odniesienie do zobowiązań noworocznych….

Pod koniec roku powróciłam do poszukiwań informacji o mojej linii Rychlików. Do tamtej pory wiedziałam, że najstarszym znanym mi przodkiem był Stefan Rychlik, mój 4x pradziadek, ojciec Tomasza, który był ojcem kolejnego Tomasza, który był ojcem Stanisława Franciszka, który był ojcem mojego dziadka. Nie wiedziałam jak nazywali się rodzice Stefana, czy miał rodzeństwo itd.

Jak się okazało żona Stefana, moja 4x prababcia Agnieszka z d. Bałdyga zmarła w 1822 i w 1823 Stefan Rychlik ożenił się ponownie.
Dodam, że rodzina mieszkała w Ruchnie na terenie parafii w Węgrowie i wszystkie opisane przynajmniej w tym wpisie zdarzenia metrykalne były rejestrowane w parafii węgrowskiej.

Ponieważa alegata z 1823 istnieją, uzyskałam z Archiwum Państwowego w Siedlcach kopie wszystkich towarzyszących aktowi tego drugiego małżeństwa Stefana dokumentów. Był wśród nich odpis aktu chrztu z 1823. Sam chrzest odbył się 2 sierpnia 1767.
Odpis aktu chrztu jest po prostu przepisanym na oddzielną karkę tekstem aktu chrztu ze stosownymi oznakowaniami urzędowymi jak stemple czy pieczęcie oraz datą sporządzenia odpisu.
Już dzięki samemu aktowi małżeństwa z 1823 dowiedziałam się, jak nazywali się rodzice Stefana, który ostatecznie okazał się Piotrem Szczepanem – takie imiona otrzymał na chrzcie – i w ten sposób poznałam moich 5x pradziadków z tej linii. Informacje o rodzicach potwierdził odpis aktu chrztu.
Gdyby nie to drugie małżeństwo Stefana, być może nie dowiedziałabym się tak szybko o tym kolejnym pokoleniu moich przodków. W każdym razie w akcie zgonu Stefana Rychlika z 1831 imion rodziców nie podano.

Pod spodem zamieszczam kopie cyforwe odpisu aktu chrztu Piotra Stefana Rychlika, jego aktu zgonu oraz pozyskany tą samą drogą odpis aktu chrztu brata Stefana, Jakuba, urodzonego w 1776, więc młodszego brata Stefana, który ożenił się w 1813 również w Węgrowie. Z jakiejś przyczyny odpis aktu chrztu sporządzany był wcześniej – w 1811 – a nie w 1813. Być może z przyczyn wojen napoleońskich czy towarzyszących tamtym czasom zawirowań w historii ślub odbył się później niż był początkowo planowany.
Odpis z 1811 aktu chrztu z 1776 zamieszczam dla porównania dwóch odpisów z tej samej parafii sporządzonych w odstępie 12 lat.

Stefan i Jakub mieli jeszcze na pewno jednego brata, Tomasza. Wydaje się, że w tej linii Rychlików w każdym pokoleniu przynajmniej jeden syn otrzymywał imię Tomasz.
Daty urodzenia sugerują, że rodzeństwa było więcej, być może uda mi się z czasem to rodzeństwo odnaleźć.

 

Odpis z 1823 aktu chrztu Piotra Szczepana Rychlika z 1767, Węgrów

Jak było wtedy w zwyczaju podawano pełne imię świętego, po którym dziecko otrzymywało imię. Tutaj pierwsze imię mój przodek otrzymał po św. Piotrze ad vinclua/w okowach

Wegrów - alegata do aktu małżenstwa nr 25 z 1823 r. - skan 1

 

RzK Węgrów, Z 147 1831 Stefan Rychlik

Węgrów - akt zgonu nr 147 z 1831

 

Odpis z 1811 aktu chrztu Jakuba Rychlika z 1776, Węgrów

Wegrów - alegata do aktu małżenstwa nr 19 z 1813 r

 

Grażyna Rychlik
27 II 2020

Jak miał na imię mój 4xpradziadek znany do tej pory jako Stefan Rychlik?

Sprawdziłam, czy dalsze odtwarzanie genealogii Rychlików znalazło się na liście moich postanowień noworocznych na 2020. Odpowiedź brzmi: tak. Oznacza, to że w tym roku to zobowiązanie zaczęłam realizować jak tylko nowy rok się zaczął i nawet jeśli od jutra nie zrobiłabym w tym roku już nic więcej dla Rychlików, to moja wiedza na temat wcześniejszych pokoleń moich przodków, o których wiedziałam niewiele (daty przybliżone, brak rodziców i rodzeństwa w poszczególnych pokoleniach), w ciągu ostatnich 2-3 tygodni zmieniła się diametralnie. Pomijam nawet ok. 100 nowych osób, które w tym roku dodałam do drzewa genealogicznego tej rodziny.

O genealogii Rychlików w ogóle będę jeszcze pisać w jednym z kolejnych wpisów, więc teraz chciałam skupić się na moim 4xpradziadku Stefanie Rychliku. Właściwie skąd to tytułowe pytanie o imię, skoro jest mi ono znane? Z aktów odnalezionych już ponad 10 lat temu – na przykład aktu zgonu jego syna (mojego 3xpradziadka) Tomasza Rychlika z 1850 wiedziałam, że mój 4xpradziadek nazywał się Stefan Rychlik. W akcie zgonu Agnieszki (Bałdygi) Rychlik, mojej 4xprababci, żony Stefana, w 1822 jest on także zapisany jako Stefan Rychlik.

Jednakże akty, które odnalazłam niedawno dowodzą, że imię 4xpradziadka Stefana wcześniej było zapisywane inaczej, a nawet że imion było więcej niż jedno.

W kolejnym roku po śmierci żony Agnieszki owdowiały 4xpradziadek żeni się ponownie i w tym akcie małżeństwa z 1823 podane są jego dwa imiona, a mianowicie Piotr Szczepan. Można więc założyć, że w dalszej części życia 4xpradziadek używał imienia Stefan, które było pewnym uproszczeniem w stosunku do imienia Szczepan.

Przeglądam Sumariusz z Węgrowa. Już dawno znalazłam zapis o ślubie tych 4xpradziadków w Węgrowie (1796). Teraz zwracam także uwagę na imię/imiona. Zawierający związek zapisani są jako Szczepan Rychlik i Agnieszka Bałdyga, więc wtedy używał imienia Szczepan, lub tak ksiądz wpisał je do aktu.
Następnie szukam w tym samym Sumariuszu aktu chrztu Stefana/Szczepana, nie jestem tak bardzo przywiązana do dwojga imion, gdyż na razie pojawiły się w tylko jednym i to późniejszym dokumencie. Ale w indeksie nie ma Stefana ani Szczepana. Patrzę jeszcze raz na te indeksy i w pasującym roku 1767 widzę Piotra Rychlika. Oczywiście, bez zajrzenia do aktu chrztu nie można potwierdzić, czy to założenie jest poprawne, ale roboczo przyjmuję, że znalazłam zindeksowany w 1854 akt chrztu 4xpradziadka.

Używanie drugiego imienia w życiu codziennym może być echem protestanckich korzeni rodziny Rychlików, o czym mówią w żaden sposób nieudokumentowane przekazy rodzinne. Być może jest to echem tradycji tej konkretnej rodziny i nie ma innej proweniencji.

W każdym razie wygląda na to, że do Sumariusza nie wpisywano podwójnych imion. Być może wynikało to z oszczędności atramentu, żeby za szybko „nie wypełzł” (określenie zapożyczone i wyjaśnione w poprzednim poście).

Jednen z wniosków z tych poszukiwań jest taki, że może się okazać, że nawet jeśli jakiś przodek w dokumentach używa tylko jednego imienia, to faktycznie może mieć ich więcej i czasami pod tym innym/tymi innymi może być wpisany do aktów czy indeksów. Jeżeli będziemy szukać go wyłącznie po tym jednym znanym imieniu, możemy go przeoczyć w dokumentach. Inny wniosek, o którym już kiedyś przy innej okazji pisałam jest taki, że jeden dokument to za mało, żeby potwierdzić nasze pokrewieństwo z danym przodkiem.

Celowo tym razem nie podaję informacji o źródłach. Pośrednio będzie to wyjaśnione w jednym z kolejnych wpisów.

Grażyna Rychlik

25 I 2020

Z humoru poszukiwań genealogicznych

Przeglądałam dziś fragmentarycznie Sumariusz wcześniejszych aktów metrykalnych z Węgrowa sporządzony w 1854 i znalazłam tam taki oto zabawny (dla mnie) wpis w indeksach ślubów z 1722:

Chrunek Wojciech wziął ślub z „niewiastą nieczytelnego imienia i nazwiska że wypełzł atrament”

W sumie lepiej by było, gdyby atrament wypełzł w Sumariuszu a nie w księdze, ale widocznie coś się stało, że ten akt małżeństwa z początku 1722 – czyli z ponad 130 lat przed spisaniem sumariusza – wyblakł.
Nie wiem, czy księga z małżeństwami z 1722 istnieje do dziś, ale jeśli tak, to pewnie można  sprawdzić jak ten wypełznięty atrament wygląda. Dziś to będzie 300 lat bez dwóch od spisania tego aktu.

W Sumariuszu są i inne wpisy dotyczące nieczytelnych aktów, co dowodzi, że księga ta – bardzo przydatna w poszukiwaniach! – była bardzo dokładnie spisywana z wyjaśnieniem wszystkich niedających się odczytać aktów i podaniem przyczyny takiej sytuacji.

Poniżej wrzucam skan fragmentu strony księgi z zapisem o „wypełzniętym atramencie”.

Grażyna Rychlik

25 stycznia 2020

 

P1240461

Nigdy nie wiadomo, co może doprowadzić nas do odkrycia naszych korzeni

Przepisy kulinarne też mogą zdradzić nasze pochodzenie!

Pisałam już kiedyś na ten temat, ale bardziej w kontekście regionalizmów kulinarnych i chyba przy okazji świąt Bożego Narodzenia. Chodziło mi o to, że zachowane w rodzinie przepisy na dania wigilijne (choć oczywiście nie tylko), szczególnie te nietypowe, mogą zdradzić z jakiej części Polski pochodzili nasi przodkowie.

Ale przepisy kulinarne mogą zdradzić coś więcej, także pochodzenie etniczne czy religijne naszych przodków, których ślady być może zachowały się już tylko w przekazanych tradycjach kulinarnych.

Artykuł, do którego link załączam, nie jest moim odkryciem. Polecany był przez tygodnik stowarzyszenia New England Historic and Genealogical Society z Bostonu i postanowiłam „podać go dalej”, gdyż jest naprawdę bardzo interesujący. Niestety dostępny jest tylko w wersji angielskiej. Opowiada współczesną historię mieszkanki Miami, która odkryła stare przepisy rodzinne, które naprowadziły ją na wielowiekową historię jej żydowskich przodków.
Do artykułu załączone jest bardzo genealogiczne zdjęcie bohaterki owiniętej w zwój wydrukowanego drzewa genealogicznego. Też mam taki wydruk. To nie jest druk z rolki, tylko druk w formacie – w polskich warunkach – A4, gdzie strony są posklejane (przynajmniej u mnie) matową taśmą klejącą i tworzą taki właśnie genealogiczny szal. Tak długi – jak na zdjęciu – „szal genealogiczny” wskazuje na wiele pokoleń bardzo rozbudowanej rodziny.

Link do artykułu:
Trove Of Recipes Dating Back To Inquisition Reveals A Family’s Secret Jewish Roots

Po przepisach naprawdę można odkryć czyjeś korzenie. Swego czasu oglądałam programy kulinarne Anny Olson, znanej szefowej kuchni z Kanady, która także specjalizuje się w kreacji deserów. W jednym z odcinków przepisy wydawały mi się znajome, zaczęłam więc czytać o Annie Olson w Internecie i okazało się, że jej rodzice są emigrantami ze Słowacji.

Kuchnia ma więc znaczenie w genealogii! I trzeba o tym pamiętać. Nigdy nie wiadomo, czym trzeba się będzie podeprzeć, by uwiarygodnić swoje pochodzenie.

Grażyna Rychlik
12 stycznia 2020

Poszukiwania osoby ze zdjęcia

Przy okazji zamknięcia pewnego rozdziału dotyczącego poszukiwań informacji o Honoracie z d. Więckowskiej po pierwszym mężu Szczesnej/Szczęsnej Kalińskiej, drugiej żonie mojego prapradziadka, postanowiłam wprowadzić w życie zamiar, z którym noszę się od pewnego czasu. Chodzi o identyfikację osoby na zdjęciu, które publikuję (front i tył) w tym poście.

Zdjęcie zostało zrobione w Warszawie i przedstawia mężczyznę. Wiążemy go z kręgiem rodziny Kalińskich i wydaje nam się, że był to członek rodziny, ale na razie siłami rodzinnymi nie udało się ustalić, kto faktycznie znajduje się na tym zdjęciu.
Rodzinne rozważania na ten temat prowadzą w kierunku brata bliźniaka Zygmunta Kalińskiego czyli Bolesława Kalińskiego. W akcie urodzenia w 1881 nazwisko było zapisane Kaleński, ale ostatecznie ewoluowało do Kaliński, więc takiego nazwiska oczekiwałabym, gdyby to był Bolesław, choć w niektórych liniach wcześniejsza pisownia mogła się zachować do dziś.

Nie można też wykluczyć, że był jeden z synów Honoraty z pierwszego małżeństwa.

Oczywiście, powyższe przypuszczenia identyfikacyjne mogą się okazać kompletnie nietrafione.

Nie oczekuję cudu, ale gdyby w czyjejś rodzinnej kolekcji znajdowało się zdjęcie tego mężczyzny z opisem, kto jest na nim przedstawiony – czego na naszym zdjęciu nie ma, co też sugeruje, że wszyscy wiedzieli, kto to jest…. w swoim czasie oczywiście, ale już nie dziś… – co pozwoliłoby mi zidentyfikować tego mężczyznę, byłabym wdzięczna za informację.

Grażyna Rychlik

6 I 2020