Durrellowie, przygoda z historiami rodzinnymi albo jak znaleźć lekturę na wakacje

Mój dzisiejszy artykuł będzie trochę mało genealogiczny, choć już od pewnego czasu noszę się z zamiarem napisania kilku słów na temat mojego „spotkania” z rodziną Durrellów.

Nie wiem, czy i wam się to zdarza, ale mnie się zdarza, że pewne rodziny, na które natrafiam zupełnie przypadkowo, jakoś mnie zainteresowują i wtedy staram się dowiedzieć o nich czegoś więcej. Tak było z Durrellami. Ale historia ta zatoczyła pewne koło, więc postanowiłam napisać te „kilka słów”.

W 2017 (rok produkcji pierwszej serii: 2016) oglądałam na BBC HD tzn. w języku polskim serial zatytułowany Durrellowie – po angielsku The Durrells. W USA tytuł został wydłużony do The Durrells in Corfu. Nigdy nie byłam na Korfu ale kilkakrotnie spędziłam wakacje na wyspach greckich oraz w Grecji kontynentalnej i dla mnie jest to jedno z najsympatyczniejszych miejsc gdzie można naprawdę odpocząć a przy okazji zwiedzić coś ciekawego i objeść się śródziemnomorskimi specjałami. Z opisu serialu wynikało, że opowiada on historię autentycznej rodziny, nie jest to więc fabuła od początku do końca wykreowana na potrzeby produkcji filmowej. Serial posiada nawet hasło w angielskiej Wikipedii , jest też krótki opis serialu w języku polskim na jednym z portali opisujących produkcje filmowe. Pomyślałam, że być może będzie to sympatyczny film do obejrzenia. Nie wiedziałam wtedy, że jest to historia rodziny (matki i jej czwórki dzieci) znanego brytyjskiego pisarza a nawet dwóch znanych brytyjskich pisarzy, więc film oglądałam bez żadnych oczekiwań. Obejrzałam 6 odcinków, dziś widzę w opisach, że w sumie powstały 3 serie i wszystkich odcinków jest 20, więc te 6 odcinków to była pierwsza seria. Nie widziałam więc całości.

Rodzina Durrellów po prostu mnie zainteresowała. Nie będę zdradzać fabuły ani całej historii rodziny, podam tylko kilka faktów istotnych dla mojej percepcji serialu. Owdowiała matka Louisa Durrell w 1935 wyjechała wraz z dziećmi w wieku 23, 17, 15 i 10 lat z Bournemouth w Wielkiej Brytanii na grecką wyspę Korfu. Jak rozumiem jedną z przyczyn były niższe koszty życia dla rodziny, gdzie nie wszystkie dzieci były pełnoletnie a Louisa pobierała tylko emeryturę czy inny rodzaj świadczenia po zmarłym mężu. Już od pierwszego odcinka odniosłam wrażenie, że była to nieco dziwna rodzina w tym sensie, że ich relacje były bardzo współczesne i zupełnie – tak mi się zdawało – nieprzystające do lat trzydziestych XX w.
I właśnie to postanowiłam sprawdzić – czy serial wykreował jakąś alternatywną rzeczywistość dla tej rodziny czy też przynajmniej do pewnego stopnia odtwarzał rzeczywistość w jakiej żyli.

Zaczęłam więc od zdobycia książki, na której – jak mi się zdawało – opierała się fabuła serialu. Nie miałam zbyt dużo czasu, więc po prostu zamówiłam The Durrells of Corfu napisaną przez Michalea Haaga (wyd. Profile Books, 2017). Książka ta nie jest przetłumaczona na język polski. Chyba kierowałam takim samym tytułem książki jak tytuł serialu i w pewnym sensie popełniłam błąd. Książka oczywiście nie jest podłożem do fabuły filmu, ale dla mnie okazała się dobrze popełnionym błędem – właśnie tą książką, której tak naprawdę szukałam, choć nie wiedziałam, że istnieje. Mianowicie, książka ta wyjaśnia jakie są różnice między filmem a prawdziwą historią tej rodziny (na ile można to było ustalić) w czasach kiedy przebywali na Korfu. Ale jest w niej coś więcej, gdyż autor relacjonuje, jak potoczyło się dalsze życie Durrellów, zarówno matki jak i czwórki rodzeństwa, już po opuszczeniu Korfu.

Autor opisuje też w skrócie historię rodziny zanim trafili do Bournemouth a następnie na Korfu. Okazało się, że zarówno matka, Louisa Durrell (Louisa Florence Dixie) ur. 1886, oraz jej zmarły w 1928 mąż, Lawrence Samuel Durrell ur. 1884, urodzili się jako Brytyjczycy w Indiach pod panowaniem brytyjskim. Wszystkie dzieci tej pary urodziły się także w Indiach, być może więc wyjazd do Wielkiej Brytanii po śmierci męża i ojca  był ich pierwszym pobytem w kraju pochodzenia. Już samo to było nietypowe.
Okazało się też, że dosyć nowoczesne funkcjonowanie tej rodziny na Korfu nie było fantazją twórców serialu. Dzieci miały bardzo dużo swobody w procesie kształtowania swoich charakterów a także w realizacji swoich rozlicznych aspiracji. Późniejsze życie niektórych dzieci toczyło się w wielu krajach i na wielu kontynentach, choć ostatecznie większość rodziny wróciła do Bournemouth.
Lawrence Durrell został bardzo znanym pisarzem, natomiast najmłodszy syn Gerald Durrell pisał bardzo dobrze sprzedające się książki o zwierzetach. Zwierzęta były pasją jego życia. I właśnie Gerald Durrell napisał trylogię – The Corfu Trilogy – opowiadającą historię rodziny Durrellów, która była kanwą do serialu.

Durrell okladka po polsku

Przeglądam ostatnio (w ramach wiecznych porządków) moje książki z czasów szkolnych… natrafiłam na kilka, które otrzymałam na koniec roku szkolnego za pracę społeczną w bibliotece jeszcze w podstawówce (w ogóle tego nie pamiętam…) oraz jedną książkę z kolonii w Zawoi w 1981 (te kolonie trochę pamiętam). Ta druga jest bardzo fajna, gdyż – jak to na koloniach bywało – zawiera mnóstwo wpisów od innych osób, co ciekawe, z niektórymi mam kontakt do dziś a z niektórymi mam dziś kontakt, choć nie wiedziałam, że spotkaliśmy się wcześniej. Przeglądam więc z zaciekawieniem te wpisy… Patrzę też na okładkę a tam są między innymi nietoperz i muszelki, pomyślałam od razu, że na pewno tej książki nie przeczytałam, coś o rodzinie i zwierzętach na pewno mnie wtedy nie interesowało… Tytuł: Nasza rodzina i inne zwierzęta. Autor: Gerald Durrell. Jest to pierwsza część trylogii opowiadającej historię Durrellów na Korfu. Teraz na pewno ją przeczytam.

Grażyna Rychlik

19 VIII 2018

Reklamy

Praktykowanie genealogii ma 2 lata

Dziś mija dokładnie dwa lata od zamieszczenia przeze mnie pierwszego wpisu na tym blogu. Piszę więc kolejne krótkie podsumowanie minionych dwunastu miesięcy.

Tak się złożyło, że blog zaczęłam pisać w środku roku i w środku miesiąca, więc jakiekolwiek ujęcie statystyczne wymaga pewnych obliczeń…

Przede wszystkim nadal uważam, że pisanie bloga to wyzwanie, szczególnie jeśli chodzi o regularność wpisów. W ciągu minionych miesięcy nie udało mi się dotrzymać narzuconego sobie początkowo tempa, średnio na miesiąc piszę 3 artykuły a nie 4. Być może uda mi się nadrobić te zaległości.

Ponieważ tematyka moich artykułów jest różnorodna – od zagadnień teoretycznych w genealogii (np. pod jakim nazwiskiem wpisywać zamężną kobietę do drzewa genealogicznego) do analizy informacji zawartych w aktach metrykalnych – a wgląd jaki mam do haseł wyszukiwawczych, które wiodą na mój blog (np. różne kwestie dotyczące informacji zawartych w aktach zgonu) sugeruje, że niektórzy czytelnicy poszukują odpowiedzi na pytania dotyczące konkretnych problemów genealogicznych, zdecydowałam się (niedawno) dodać podstronę, która jest – jak sama nazwa wskazuje – tematycznym spisem treści artykułów wraz z linkami. Trudno mi jest powiedzieć, czy jest to narzędzie przydatne, gdyż działa zbyt krótko, ale pozwala dotrzeć do artykułu na dany temat, którego nie trzeba już szukać w inny sposób.

Udało mi się też w tym miesiącu ukończyć wpisywanie taryfy domów dla Warszawy z 1877. Jeszcze jako nieukończony projekt stała się ona najczęściej odwiedzaną podstroną mojego bloga (poza stroną z postami), znacznie dystansując genealogię Marii Skłodowskiej, która rok temu zajmowała pierwsze miejsce wśród czytanych podstron czy artykułów. Oczywiście, wiele tematów nie było poruszanych w pierwszym roku pisania przeze mnie bloga, więc trudno jest dokonywać bezwzględnych porównań.

Najpoczytniejszymi artykułami okazały się:

http://www.genealogiawarchiwach.pl, Kodeks Napoleona a skanowanie ksiąg metrykalnych

– Ubytek przodków, endogamia oraz problemy z definicjami i nazewnictwem w genealogii

– Czy z aktu zgonu można się dowiedzieć, jaka była przyczyna zgonu?

– Jak opisywać zdjęcia towarzyszące historiom rodzinnym?

– Bazy indeksów, dobrodziejstwo, do którego należy podchodzić z pewną dozą ograniczonego zaufania.

Z poprzedniego roku w tej czołówce znalazły się dwa artykuły, mianowicie ten o opisywaniu zdjęć rodzinnych oraz ten o ostrożności przy korzystaniu z baz indeksów ksiąg metrykalnych. Cieszy mnie to, że i czytelnicy dostrzegają uniwersalną przydatność moich artykułów, niezależną od czasu, kiedy zostały napisane. Nadal preferowanym sposobem czytania bloga jest czytanie czy przeglądanie wszystkich wpisów bez otwierania konkretnych artykułów.

Co ciekawe, link z wpisu, który przez dwa lata został tylko raz „kliknięty”, pozostaje nadal najczęściej odwiedzanym linkiem ze wszystkich zamieszczonych na blogu (stevemorse.org). Drugą grupą chętnie sprawdzanych linków są te, które wiodą do przykładów z ksiąg metrykalnych, które opisuję w artykułach.

Ze złożonych w zeszłym roku obietnic udało mi się założyć także podstronę w języku angielskim, ale na razie niewiele jest na niej artykułów.

Jednym z moich ulubionych narzędzi, które daje administrowanie bloga, jest możliwość sprawdzenia, gdzie przebywają czytelnicy moich artykułów. Trochę się to zmieniło w stosunku do zeszłego roku. Ubyło czytelników z Polski (76% w porównaniu do 82% w roku ubiegłym), przybyło czytelników z USA (16% w stosunku do 12 % w roku ubiegłym). Kolejnymi krajami, z których pochodzi najwięcej czytelników – choć nie tak wielu jak z USA – są Niemcy, Wielka Brytania i Francja. Wydaje mi się, że przybyło kilka krajów, w których przebywają czy przebywali czytelnicy, i obecnie oprócz Polski i enigmatycznej Unii Europejskiej jest tych krajów 39. W ciągu 12 miesięcy najbardziej egzotycznymi krajami z których czytano mojego bloga były Korea Południowa, Zjednoczone Emiraty Arabskie, Tajwan, Hong Kong (dzisiaj!), Honduras i Argentyna. Ale ogólnie rzecz biorąc czytelników wciąż przybywa lub stała grupa czytelników powraca do niektórych artykułów.

Od 1 sierpnia tego roku Facebook zlikwidował możliwość automatycznej publikacji informacji o pojawieniu się nowego artykułu na blogu prowadzonym przy pomocy WordPress. Wszystko zawsze można jakoś obejść, więc w miarę możliwości na Facebooku będę publikować linki do nowych artykułów. Jednakże osoby, które nie są ze mną zaprzyjaźnione na Facebooku, a które chciałyby mieć na bieżąco informacje o publikacji nowych artykułów zachęcam do skorzystania z opcji obserwowania bloga, gdyż wtedy system będzie powiadamiał ich o tym bezpośrednio i niezależnie od pośredników takich jak na przykład Facebook.

W ciągu ostatnich 12 miesięcy nie dostałam żadnej wiadomości, w której proszono by mnie o napisanie na jakiś konkretny temat, z czego wyciągam wniosek, że tematyka blogu jest zrównoważona i każdy może znaleźć coś dla siebie.

Chciałabym wszystkim czytelnikom podziękować za czytanie moich artykułów i mam nadzieję, że będzie ich jeszcze dużo więcej. Mam także nadzieję, że poruszana w nich tematyka jest przydatna przy opracowywaniu genealogii przodków i rozwiązywaniu bieżących problemów z tym związanych.

Grażyna Rychlik

16 VIII 2018

Ilu mamy bezpośrednich przodków czyli ilu przodków liczy nasz Ahnentafel?

Jedna z facebookowych dyskusji skłoniła mnie to napisania kilku słów na ten temat.

Sama zawsze używam określenia „przodkowie w linii prostej” ale może rzeczywiście wystarczy samo słowo przodkowie czyli osoby, które poprzedzały nas. Do obliczenia, ilu jest tych przodków, nie potrzebujemy dodawać linii bocznych czyli rodzeństwa każdej z tych osób/każdego z naszych przodków. Tablica przodków czy przodków w liniach bezpośrednich nazywa się z niemiecka Ahnentafel.

W pierwszym wywodzie przodków znanym jako Ahnentafel (niem. tablica przodków) opublikowanym w 1590 w Kolonii przez Michaëla Eytzingera w Thesaurus principum hac aetate in Europa viventium numeracja osób w drzewie była taka – i obowiązuje ona do dziś – że numer 1 otrzymywała osoba, dla której wywodzono przodków, ojciec tej osoby miał numer 2, matka numer 3, ojciec ojca numer 4, matka ojca numer 5 itd. Dzięki temu znając numer osoby w drzewie genealogicznym typu Ahnentafel zawsze można określić pokolenie z którego ta osoba pochodzi, jej stopień pokrewieństwa a nawet płeć.

Poniższa tabela nie uwzględnia numeracji stosowanej w Ahnentafel, gdyż celem jej stworzenia było pokazanie, ilu przodków w linii bezpośredniej możemy mieć w drzewie genealogicznym oraz dowiedzenie, że jest to łatwe do obliczenia. Jeżeli znamy naszych przodków tylko do poziomu pradziadków to będzie to tylko 14 osób. Oczywiście w naszym drzewie genealogicznym – czy bazie przodków możemy mieć o wiele więcej osób, ale będą to osoby z linii bocznych oraz osoby spowinowacone czyli te, które weszły do rodziny, ale z niej nie pochodzą, czyli nie są z nią spokrewnione. Losowo może się zdarzyć, że osoby spowinowacone okażą się bliżej czy dalej spokrewnione z przodkami.

Numer pokolenia nie licząc nas

Stopień
pokrewieństwa
Ilu przodków w linii
bezpośredniej wdanym pokoleniu
Suma przodków
do danego pokolenia

1

rodzice 2 2

2

dziadkowie 4

6

3

pradziadkowie 8 14
4 2xpradziadkowie 16

30

5

3xpradziadkowie 32 62

6

4xpradziadkowie 64

126

7

5xpradziadkowie 128

254

8

6xpradziadkowie 256

510

9 7xpradziadkowie 512

1022

10 8xpradziadkowie 1024

2046

Powyższe obliczenie pokazuje wprawdzie ilość przodków w liniach bezpośrednich, ale faktycznie mamy tu nie jedną a dwie rodziny. Gdybyśmy chcieli rozdzielić rodzinę ojca od rodziny matki to wtedy wszystkie liczby należałoby podzielić na pół. Wiele osób bada tylko jedną rodzinę. Często tylko i wyłącznie linię męską swojego ojca. Tak czy tak dla pierwszych 4-5 pokoleń przodków z linii bezpośrednich jest niewielu.

Niektóre oprogramowania genealogiczne oferują możliwość wygenerowania wywodu przodków Ahnentafel. Zdarza się tak, że niektóre linie mamy dokładnie opracowane za ostatnie 200 czy 300 lat a w innych mamy tylko jedno czy dwa pokolenia. W takiej sytuacji oprogramowanie albo nie podaje tych numerów, gdzie brakuje przodków czyli są „dziury” albo podaje wszystkie numery, a jeżeli któryś z przodków nie jest znany, to przy numerze znajduje się długi myślnik np. 89. ⸺.

Ja sama opisuję genealogię wszystkich linii moich przodków, ale na razie prowadzę dwie bazy, jedną dla strony mamy a drugą dla strony ojca. Mam możliwość wygenerowania tablicy Ahnentafel i nawet to rozważam. W tym celu będę musiała połączyć obydwie bazy w jedną. Będzie to działanie jednorazowe, gdyż planuję dalej prowadzić dwa oddzielne drzewa dla przodków ojca i przodków mamy.

Jeżeli możemy wygenerować tablicę przodków Ahnentafel, to będziemy wiedzieć, ilu przodków, z tych, których mieć powinniśmy, faktycznie mamy. Ilość wszystkich pozostałych osób w naszej rozległej bazie uwzględniającej linie boczne i osoby spowinowacone będzie można obliczyć odejmując osoby z Ahnentafel od sumy osób z bazy.

Grażyna Rychlik

11 VIII 2018

Podwójne datowanie. Czy wpisywać dwie daty do oprogramowania genealogicznego?

Problemy z podwójnym datowaniem w genealogii mają te osoby, których przodkowie pochodzili z terenów zaboru rosyjskiego lub Imperium Rosyjskiego.
W pierwszym przypadku będziemy mieć do czynienia z zapisem daty w postaci jednej daty lub dwóch dat i w sytuacji zapisu przy użyciu jednej daty nie zawsze będzie wiadomo według którego kalendarza data ta została zapisana.
W drugim przypadku (Imprerium Rosyjskie) podwójnego datowania nie było, daty zapisywano wg kalendarza juliańskiego, który był kalendarzem obowiązującym w Imperium Rosyjskim, i to historyk rodzinny powinien zadecydować, czy będzie podawać te daty wg kalendarza gregoriańskiego czy też będzie posługiwać się podwójnym datowaniem a może pozostanie przy datach z dokumentów – czyli wg kalendarza juliańskiego. Jednakże w tym przypadku zawsze wiadomo, że daty w dokumentach zostały zapisane wg kalendarza juliańskiego, więc nie będzie tu problemu ustalania według jakiego kalendarza zapisana jest pojedyncza data. Tyle, że jeżeli daty pozostaną w zapisie wg kalendarza juliańskiego, to będą niespójne z datami – także dla tych samych osób – zdarzeń metrykalnych zaistniałych po 1918 r. już na terenach Polski.

Skupię się tutaj na trudniejszym przypadku czyli na datach w dokumentach z terenów zaboru rosyjskiego.

Od pewnego czasu borykam się ze znalezieniem najdogodniejszego (choć na pewno nie idealnego) rozwiązania problemu, jak zapisywać daty podwójne w genealogicznym oprogramowaniu komputerowym. Nie mam wprawdzie wątpliwości co do tego, czy wpisywać obydwie daty czy nie. Uważam, że jeżeli podane są dwie daty, należy je wpisać. Jak to jednak zrobić? I co ze spójnością dat? Ten ostatni problem jest największym wyzwaniem.

Do tej pory pisałam po prostu przykładowo 1/13 stycznia 1889 lub 15/28 marca 1904 lub 25 lipca/6 sierpnia 1876. Losowo daty są z pogranicza dwóch lat np. 25 grudnia 1882/6 stycznia 1883. Oprogramowanie nie jest niestety przygotowane na taki zapis i po prostu ignorowało te daty lub „gubiło się” w tym zapisie.

Niedawno postanowiłam spróbować innego sposobu. Dodałam nowe zdarzenie metrykalne, którym jest data urodzenia w kalendarzu juliańskim. Jeżeli mam podane dwie daty wypełniam dwa pola:
Urodzony:
Urodzony (kalendarz juliański):

Przy takim rozwiązaniu oprogramowanie sygnalizuje inny problem. Wydaje mi się, że oprogramowanie ma na sztywno zadane, która data jest datą urodzenia i każde kolejne dopisane zdarzenie metrykalne/genealogiczne nie będzie traktowane jako urodzenie/data urodzenia, nawet jeśli będzie tak opisane w nazwie. Oprogramowanie sygnalizuje więc istnienie konfliktu chronologicznego, czyli że to nowe zdarzenie metrykalne odbyło się przed datą urodzenia danej osoby – gdyż data w kalendarzu juliańskim będzie zawsze wcześniejsza niż data w kalendarzu gregoriańskim. Zasygnalizowanie tego problemu w niczym w zasadzie nie przeszkadza, choć ogólnie rzecz biorąc jest nieadekwatne, bo w tej konkretnej sytuacji nie ma faktycznie konfliktu chronologicznego. Oprogramowanie jednakże nie odczytuje tego nowego pola jako daty urodzenia w innym równorzędnym kalendarzu, gdyż nie jest tak skonstruowane.

Niestety, jakiego zapisu by nie użyć to w przypadku, gdy mamy tylko jedną datę i wpisujemy ją do oprogramowania – i można przyjąć, że trzeba na to zwracać uwagę od końca powstania listopadowego – to z zapisu w oprogramowaniu nie wiadomo według jakiego kalendarza była sporządzona, nawet jeżeli jest to wiadome nam.

W przypadku istnienia dwóch dat, wiemy która jest według którego kalendarza. Czasami przy pojedynczej dacie wiemy dokładnie według jakiego kalendarza data była zapisana, ale nie zawsze tak jest. Jeżeli do oprogramowania wpisujemy jedną datę – bo na tyle pozwala nam system – to później, bez zajrzenia do aktu, nie będziemy pamiętać, czy faktycznie data była podwójna czy pojedyncza, szczególnie, kiedy w naszej bazie będą dziesiątki czy setki osób a przy każdej często po trzy daty (urodzenia, małżeństwa, zgonu).
Dla niektórych może to być nieistotny problem, ale będzie tak do momentu, kiedy daty nie okażą się spójne z datami tego samego zdarzenia, które odnajdziemy w innych niż metrykalne dokumentach. Wtedy podwójne datowanie może czasami wyjaśnić te różnice.

Jednym z rozwiązań mogłoby być dodanie pól, w których można by zapisać daty według poszczególnego kalendarza, kiedy są one znane:

Urodzony/a (kalendarz gregoriański):

Urodzony/a (kalendarz juliański):

Urodzony/a: – to pole już istniejące w oprogramowaniu, jedyne, które program odczytuje jako zawierające datę urodzenia.

Ta ostatnia kategoria mogłaby się odnosić do sytuacji, kiedy podana jest tylko jedna data a my nie wiemy wg którego kalendarza był zapis. Ale oczywiście w rzeczywistości ta data i tak była zapisana według jednego lub drugiego kalendarza.
Faktycznie ta ostatnia kategoria jest jedyną istniejącą w oprogramowaniu, którą oprogramowanie odczytuje jako datę urodzenia. Gdybyśmy nie wypełnili tego istniejącego w oprogramowaniu pola „Urodzony/a:”, a wypełnili jedynie dwa nowo dodane pola, to oprogramowanie w ogóle nie odnajdzie pola zawierającego datę urodzenia, co wiąże się z niekatywnością innych funkcji oprogramowania, jak na przykład obliczanie wieku danej osoby w momencie innego zdarzenia metrykalnego wyłącznie na podstawie wspisanych do pól oprogramowania dat.

Problemem nierozwiązanym jest przede wszystkim spójność dat jeśli weźmiemy pod uwagę wszystkie daty w naszej bazie genealogicznej. To znaczy, jeżeli korzystamy jedynie z istniejącego w oprogramowaniu pola „Urodzony/a:” i wpisujemy tam jedną datę – jedną jeśli podana jest jedna i datę wg kalendarza gregoriańskiego jeśli podane są dwie – to należy się spodziewać, że część dat, które były wpisane do dokumentów, były wg kalendarza juliańskiego, w związku z czym wszystkie daty w bazie nie będą ze sobą spójne – tzn. nie będą zapisane wg tego samego kalendarza. Tutaj jako przykład odnoszę się do daty urodzenia, ale dotyczy to wszystkich innych dat zdarzeń metrykalnych.

Mogę zrozumieć osoby, które się tutaj poddadzą i będą wpisywać datę według kalendarza gregoriańskiego, gdy podane są dwie daty, a gdy podana jest jedna wpisywać ją także jako datę według kalendarza gregoriańskiego używając tylko jednego pola „Urodzony/a:” i nie będą przejmować się spójnością dat.

Problem niespójności dat będzie jednak nadal istniał, chyba że podejmie się decyzję, której skutkiem będzie czasochłonne sprawdzanie (a przynajmniej próba sprawdzenia) dat w celu ustalenia użytego kalendarza.

Ja będę testować to kolejne rozwiązanie. Być może twórcy oprogramowania komputerowego uwzględnią problem podwójnego datowania przy projektowaniu programów genealogicznych. Nie dotyczy on tylko Polski i występuje w różnym czasie w różnych krajach.

Linki do innych artykułów na temat podwójnego datowania można znaleźć tutaj.

Grażyna Rychlik

29 VII 2018

Błędy w indeksacji. Źródła pomyłek i jak odnaleźć poprawne informacje. Kolejny przykład.

Przede wszystkim chciałabym utwierdzić w przekonaniu wszystkich korzystających z elektronicznych indeksów on-line, że powinniśmy pamiętać o tym, że wszystkim indeksującym zawdzięczamy to, że o wiele szybciej możemy coś znaleźć w aktach metrykalnych. Czasami dzięki nim w ogóle możemy coś znaleźć. Sama jestem wdzięcznym przykładem osoby, która „w ogóle coś odnalazła”, gdyż bez indeksacji prawdopodobnie dalej szukałabym jakiegoś punktu zaczepienia dla moich Lipińskich (rodziny mojej prababci), którzy nie pracowali na roli w związku z czym przemieszczali się po dość dużym obszarze północno-zachodniego Mazowsza. Bez podpowiedzi trudno jest ich namierzyć, gdyż nigdzie zbyt długo nie zagrzali miejsca. Oczywiście, dalej pozostaje mi jeszcze wiele informacji do odnalezienia, ale i tak mogłam dzięki indeksom z „Geneteki” zrobić kilka milowych kroków w tych poszukiwaniach.

Jednakże błędy w indeksacji się zdarzają i powinniśmy o tym pamiętać. Jeżeli jakiś akt jest zindeksowany a nie ma go w księdze, to być może został on niepoprawnie zindeksowany, a być może błąd miał miejsce w księdze a osoba indeksująca tylko go powieliła. Czasami trudno jest rozwikłać zagadkę i dotrzeć do poprawnej informacji. Czasami jest to dość proste. Ostatnio trafiłam na taki prosty do rozpracowania przypadek błędu w indeksacji w księdze z Jędrzejowa. Pod numerem aktu podanego w indeksie elektronicznym nie odnalazłam poszukiwanego aktu. Księga była dostępna on-line w całości i miała na końcu spis aktów, więc łatwo było odnaleźć ten poszukiwany dokument. Nie zawsze tak jest, ale w tym przypadku tak było.

Okazało się, że w indeksie elektronicznym jako numer aktu został podany numer porządkowy a nie numer aktu. Pisałam w przeszłości o problemach ze stosowaniem alfabetu oraz z numeracją aktów w indeksach. Czasami numerów jest więcej niż dwa, nie ma reguły, czy numer aktu będzie z lewej strony czy z prawej, czasami automatycznie zakładamy, że numer aktu jest z prawej strony a akurat jest z lewej, a z prawej jest numer karty a numeru porządkowego nie ma w ogóle. Przy korzystaniu z indeksów w księgach warto pamiętać, by czytać nagłówki tabelek a nie bazować jedynie na swoim doświadczeniu co do tego, gdzie jaki numer znajduje się w indeksie, gdyż niekoniecznie w kolejnej księdze, nawet z tej samej parafii, zastosowany zostanie taki sam system numeracji w indeksie jak w księdze ostatnio przez nas przeglądanej.

Grażyna Rychlik

22 VII 2018

Tematyczny spis artykułów

Dzisiaj dodałam nową podstronę do Praktykowania Genealogii.

Artykułów jest coraz więcej i choć – jak sprawdziłam – wyszukiwarka działa, to zdecydowałam się dodać pewnego rodzaju spis treści w podziale na tematy wraz z linkami do artykułów.
Nie ma w nim na razie wszystkich artykułów, nie było to moim zamiarem. Ale brakuje też niektórych artykułów, które w tym spisie chciałabym umieścić. W najbliższym czasie postaram się to uzupełnić.

Wydaje mi się, że wychodzę tu naprzeciw osobom poszukującym artykułów na temat konkretnych problemów. Najbardziej popularne tematy – oceniam to na podstawie haseł wyszukiwawczych, które mogę zobaczyć – to kwestia podwójnego datowania oraz informacje z aktów zgonu. Opisywanie zdjęć w opracowaniach historii rodzinnych też zawsze cieszy się dużym powodzeniem.

Tematy są uporządkowanie alfabetycznie. Natomiast artykuły w ramach tematu nie zawsze, szczególnie jeśli temat był kontynuowany, ale tytuł kolejnego artykułu zupełnie inny.

Link do Tematycznego spisu artykułów

Grażyna Rychlik

21 VII 2018

Jak zapisywać brakujące imiona lub/i nazwiska osób w naszych genealogiach

Jak radzić sobie w narracyjnych lub bazujących na stylach zapisu wywodach genealogicznych w sytuacjach, kiedy nie znamy imienia lub nazwiska a być może nawet i imienia i nazwiska jakiejś osoby?

Różne są sytuacje genealogiczne i z różnych źródeł pozyskujemy informacje do naszych opracowań. Poniżej podaję kilka przykładów sytuacji, na które możemy natrafić w poszukiwaniach genealogicznych, kiedy nie będziemy znali imienia lub/i nazwiska osoby, co do której nie będzie wątpliwości, że istniała, i którą z tego powodu w jakiś sposób będziemy chcieli opisać ją w drzewie genealogicznym:

  • Dana osoba nie posiadała nazwiska rodowego a jedynie imię; zdarzało się to jeszcze na początku XIX w. Jak to zapisać?
  • W akcie ślubu podano, że mężczyzna był wdowcem, ale nie podano, jak nazywała się jego zmarła żona a my na razie nie natrafiliśmy na akt poprzedniego ślubu. Chcemy napisać o poprzednim małżeństwie, ale w jaki sposób wpisać tę zmarłą żonę, skoro na razie przynajmniej nie znamy jej imienia i nazwiska panieńskiego?
  • Wiemy od rodziny, że nasz dalszy krewny był żonaty, miał z tego związku dwoje dzieci, ale żona zmarła i nikt nie pamięta, jak się nazywała. Tworzymy drzewo genealogiczne, wpisujemy tego krewnego oraz jego dzieci, ale jak opisać żonę, dopóki nie dowiemy się, jak się nazywała?
  • Znowu w przypadku ślubu wdowca – często się to zdarzało w Królestwie Polskim – nie podawano imion i nazwisk rodziców tego owdowiałego pana młodego, który ponownie się żenił. Wiemy więc jakie było nazwisko jego ojca ale nie znamy ani imienia ojca ani imienia i nazwiska panieńskiego matki. Jak wpisać jego rodziców do drzewa genealogicznego, dopóki nie odnajdziemy, jak się faktycznie nazywali?

Przykłady są proste i rokują, że informacje się odnajdą. Zależy to jednak od czasu, kiedy żyli ci przodkowie, o których nie mamy pełnym informacji. Czasami brak materiałów archiwalnych może uniemożliwić odnalezienie tych brakujących imion i nazwisk i wtedy te braki na trwałe trzeba będzie wpisać do tablicy genealogicznej.

Jak można poradzić sobie z zapisaniem tych brakujących imion i nazwisk? Podaję przykłady dwóch rodzajów zapisu brakujących imion i/lub nazwisk w takiej sytuacji. Obydwa pochodzą z amerykańskich czasopism genealogicznych, z których jedno jest autorem stylu zapisu a drugie wykorzystuje inny styl zapisu genealogicznego.

 

W przypadku National Genealogical Society (państwowe towarzystwo genealogiczne) kwartalnik tego towarzystwa (NGS Quarterly) używa następującego stylu zapisu:

nieznane imię, znane nazwisko: [—?—] Kowalska

Zakładam, że w pozostałych sytuacjach będzie podobnie, choć na razie nie widziałam poniższych przykładów w druku:

znane imię, nieznane nazwisko: Anna [—?—]

nieznane imię, nieznane nazwisko: [—?—] [—?—]

 

Wydawane dwa razy do roku przez The American Society of Genealogists (amerykańskie stowarzyszenie genealogów) czasopismo pod tytułem The Genealogist (genealog), które posługuje się stylem kwartalnika Register wydawanego przez stowarzyszenie genealogiczne z Bostonu o nazwie New England Historic Genealogical Society (stowarzyszenie historyczno-genealogiczne Nowej Anglii) używa w takich sytuacjach następującego zapisu:

nieznane imię, znane nazwisko: — Kowalska

znane imię, nieznane nazwisko: Anna —

nieznane imię, nieznane nazwisko: — —

 

Grażyna Rychlik

30 VI 2018