Parantele 2021

Ukazał się już najnowszy Rocznik Śląskiego Towarzystwa Genealogicznego!

Mój własny egzemplarz nabyłam na konferencji genealogicznej w Brzegu, która odbyła się w zeszły weekend i do udziału w której – bezpośrednim czy wirtualnym – zachęcałam w jednym z poprzednich wpisów.

W ten weekend pogoda również dopisała, więc zakładam, że w ciągu dnia niewiele osób zajrzało do komputera czy zajęło się czytaniem, ale wieczory już są dłuższe, więc na czytanie jest więcej czasu.


Tym razem zachęcam wszystkich do sięgnięcia do tegorocznych Paranteli. To zbiór jak zwykle bardzo interesujących artykułów dotyczących i genealogii czy historii rodzinnych jak szerszego spojrzenia na genealogię między innymi przez pryzmat różnic regionalnych i ich wpływu na życie naszych przodków.

Jeżeli nie macie jeszcze swojego egzemplarza, udajcie się na stronę Śląskiego Towarzystwa Genealogicznego, by go zakupić!

Grażyna Rychlik
3 X 2021

Kolejna ogólnopolska konferencja genealogiczna już tuż tuż

Tradycyjnie jak co roku na Zamku Piastów Śląskich w Brzegu odbędzie się kolejna, tym razem już ósma, Ogólnopolska Konferencja Genealogiczna.
Termin konferencji to najbliższy weekend 24-26 września 2021.

Dla genealogów jest to możliwość spotkania się z osobami, z którymi dzielimy tę samą pasję, którą jest genealogia; wysłuchania wykładów; zakupienia publikacji genealogicznych oraz spędzenia czasu w malowniczym miejscu, jakim jest Zamek Piastów Śląskich w Brzegu.
Na ogół – dla osób, które nie mogą przyjechać – organizatorzy oferują także możliwość brania udziału w wykładach online.

Poniżej link do informatora o tegorocznej konferencji, oczywiście do pobrania.

https://genealodzy.opole.pl/wp-content/uploads/2021/09/informator-konferencja-Geneami-8-Brzeg-2021.pdf

Grażyna Rychlik
23 IX 2021

Wiedza obiektywna i subiektywna także w genealogii a przy okazji akty małżeństwa w zapisie z czasów kodeksu Napoleona i Królestwa Polskiego z Krakowa dotyczące rodziny Grzybowskich, babci ze strony matki i pradziadków matecznych Stanisława Wyspiańskiego

W tym roku spędzałam wakacje w Nałęczowie i przy okazji zwiedzania tamtejszego muzeum poświęconego Stefanowi Żeromskiemu znowu powróciło do mnie moje zainteresowanie osobowościami współczesnych mu artystów. Jedną z tych osobowości jest Stanisław Wyspiański.

Ostatnio zakupiłam ciekawą i nietradycyjnie napisaną biografię Stanisława Wyspiańskiego. Przeczytałam w niej między innymi, że niewiele wiadomo o pierwszej żonie (Joannie z d. Grzybowskiej) dziadka matecznego artysty, Mateusza Rogowskiego, faktycznie o babci Stanisława Wyspiańskiego, która zmarła dość wcześnie, a dziadek Mateusz ożenił się ponownie. I właśnie tu pojawiło się pytanie, czy rzeczywiście niewiele o niej wiemy? Może tak, ale zdaje się, że istnieją źródła, dzięki którym można się o niej dowiedzieć więcej. Stąd wzięło się odniesienie do wiedzy subiektywnej i obiektywnej.

Przez wiedzę subiektywną na dany temat rozumiem wiedzę niepełną, do której zdobycia nie wykorzystano wszystkich istniejących w danym momencie źródeł, a jedynie te subiektywnie wybrane przez osobę, która chce zdobyć wiedzę na jakiś konkretny temat. Trzeba przyznać, że ta wiedza subiektywna może być zupełnie wystarczająca dla osiągnięcia jakiegoś określonego celu. Nie zawsze trzeba wykazać się wiedzą obiektywną czy absolutną na jakiś temat.
Przez wiedzę obiektywną rozumiem jak najpełniejszą wiedzę, jaka istnieje na dany temat.

I dobrze pamiętać o tym rozróżnieniu także w kontekście genealogii. To, że nam się wydaje, że czegoś o naszych przodkach nie wiemy, nie oznacza, że taka wiedza nie istnieje. Być może trzeba jedynie dotrzeć do informacji, które pozwolą nam tę wiedzę nabyć.
Podobnie jest z informacjami w publikacjach, które dotyczą lub poruszają temat genealogii rodzin swoich bohaterów. To, że autor podaje, że niewiele na jakiś temat wiadomo, może być wyrazem jego wiedzy subiektywnej a nie wiedzy obiektywnej. Jeżeli interesuje nas to, o czym niewiele wiadomo, warto samemu sprawdzić, czy tak jest faktycznie.

W tym konkretnym przypadku rozważałam nawet napisanie artykułu o rzadkim wykorzystywaniu źródeł informacji genealogicznych takich jak księgi metrykalne przez autorów publikacji o charakterze biograficznym, ale to nie jest ten przypadek, gdyż księgi metrykalne z parafii krakowskich wymienione są w bibliografii.

Rodzina Joanny z d. Grzybowskiej po mężu Rogowskiej jest zindeksowana w „Genetece”. Jej ojciec, Kacper (imię pisano „Kasper”) Grzybowski był przynajmniej dwukrotnie żonaty. W sumie był ojcem kilkunastorga dzieci. Kacper Grzybowski z zawodu był handlarzem a jego ojciec Franciszek Grzybowski – tak podano w akcie ślubu Kacpra z 1813 – był „handlarzem i obywatelem w Kleparzu przy Krakowie”, więc zapewne posiadał dom i prawdopodobnie był to dom nr 8, gdyż taki jego adres był podany w akcie ślubu syna. Kacper urodził się ok. 1791, gdyż według cytowanej w akcie małżeństwa metryki urodzenia wyjętej z kościoła parafialnego św. Floriana w Kleparzu biorąc ślub miał 22 lata.

Nie przeglądałam tych wszystkich zindeksowanych aktów metrykalnych. Można jednak oczekiwać, że na podstawie informacji zawartych w nich oraz w innych dokumentach, które można się spodziewać odnaleźć idąc tropem wskazówek z aktów metrykalnych, można zapewne wiele dowiedzieć się o tej rodzinie. Joanna miała liczne rodzeństwo i wiadomo jest również przynajmniej o kilku małżeństwach tego rodzeństwa. Można więc założyć, że potomkowie tej rodziny Grzybowskich są wśród nas, być może w ich archiwach rodzinnych zachowały się jakieś interesujące zbiory dokumentujące historię tej rodziny.

Ciekawy z genealogicznego punktu widzenia jest również fakt, że przeglądane akty metrykalne dotyczące tej rodziny przy okazji dokumentują – niezależnie od historii tej rodziny – także historię Krakowa a w tym jego przynależność do Księstwa Warszawskiego oraz jego późniejszą odrębność czyli Rzeczpospolitą Krakowską (1815-1846). Mianowicie, akt małżeństwa z 1813 jak i akt małżeństwa dziadków artysty Mateusza Rogowskiego i Joanny Grzybowskiej z 1834 z urzędu stanu cywilnego przy tej samej parafii zostały spisane wg wzoru obowiązującego w Księstwie Warszawskim (akt z 1813) a następnie w Królestwie Polskim (akt z 1834). Stąd tyle informacji a także autografy dziadków Rogowskich oraz rodziców panny młodej w akcie z 1834.

Obydwa dokumenty zostały spisane w księgach stanu cywilnego w parafii św. Szczepana w Krakowie. Poniżej publikuję ich kopie pochodzące z Archiwum Państwowego w Krakowie używającego nazwy własnej Archiwum Narodowe, a znajdujące się w zespole: Akta stanu cywilnego parafii rzymskokatolickiej św. Szczepana w Krakowie. W księgach metrykalnych z tej parafii znajduje się wiele aktów metrykalnych dotyczących rodziny i przodków Stanisława Wyspiańskiego.

Grażyna Rychlik
20 IX 2021

Akta Zapowiedzi i Małżeństw PARAFII S. SZCZEPANA na Piasku w Krakowie. Od Dnia 1go Msca Stycznia 1813 Roku

Akt małżeństwa nr 59 z 1813, akt małżeństwa Kacpra Grzybowskiego i Józefy z d. Strojny

Akta Zapowiedzi i Małżeństw Parafii Sgo Szczepana w Krakowie na Piasku na Rok 1834

Akt małżeństwa nr 16 z 1834, akt małżeństwa Mateusza Rogowskiego i Joanny z d. Grzybowskiej

Genealogia a biografistyka albo Genealogia uratowana – rozważania po spotkaniu Warszawskiego Towarzystwa Genealogicznego

Osoby, które nie należą do żadnych stowarzyszeń społecznych mogą nie być świadome tego, jaki wpływ pandemia miała na działalność takich stowarzyszeń. A wpływ był ogromny. Oczywiście ostatecznie spotkanie można przenieść do świata wirtualnego, ale działalność stowarzyszeń to nie tylko wykłady, ale przede wszystkim bezpośrednie rozmowy, dzięki którym można się dowiedzieć czegoś nowego czy to o postępach prac członków stowarzyszeń w danej dziedzinie czy też o jakimś interesującym zagadnieniu.

Nie liczyłam tego, ale wczorajsze stacjonarne spotkanie WTG odbyło się po raz pierwszy od półtora roku czy coś koło tego. Było w międzyczasie kilka (niewiele) spotkań wirtualnych, ale jak już pisałam, to nie to samo, co spotkać się bezpośrednio z drugą osobą.
Dlatego ucieszyłam się na wieść, że spotkanie się odbędzie, i udało mi się na nie dotrzeć. Było kilkanaście osób, większość w maskach, sala jest duża – szczególnie na niewielką ilość osób – więc było bezpiecznie. Fajnie było zobaczyć kto jak wygląda po tym dłuższym czasie niewidzenia.

Spotkaniu towarzyszył też wykład o nieznanym mi artyście Wacławie Chodkowskim. W tytule wykładu było też słowo genealogia. Jako genealog zarówno zawodowy, ale badający też genealogię swojej własnej rodziny zawsze liczę na to, że wykład, który w tytule zawiera słowo genealogia, będzie dotyczył tego tematu. Jednakże często, także w środowisku genealogów-poszukiwaczy własnych korzeni, „genealogia” rozumiana jest bardziej jako opowieść biograficzna, na ogół bazująca raczej na opowieściach rodzinnych niż na udokumentowanych faktach. Jest to irytujące, ale jakiekolwiek podejścia, by to zmienić, to jak walka z wiatrakami. No cóż, są oczywiście osoby, które zajmują się genealogią, ale to jest rzadkość.

Ponieważ spóźniłam się na wykład, kiedy weszłam, nie traktował on już o genealogii (jeżeli w ogóle o niej traktował) – a o twórczości bohatera spotkania. Oczywiście, jak ktoś się spóźnia, to tylko do siebie może mieć pretensje, że przegapił intersującą go część wykładu. Dowiedziałam się, że był już pokazany akt urodzenia artysty, dopytałam się więc w części poświęconej zadawaniu pytań, kim z zawodu byli rodzice artysty. Dodam, że Wacław Chodkowski urodził się w Kozienicach w 1878. Otrzymałam odpowiedź, że w akcie urodzenia nie było na ten temat żadnych informacji i że wiadomo, że byli niepiśmienni. Niepiśmienność podważyło wielu obecnych osób z audytorium, gdyż tego typu zapisy w aktach metrykalnych często były wygodnymi dla skryby uproszczeniami, które czasem łatwo było podważyć. Ale dziwne wydało mi się, że w akcie urodzenia nie był podany zawód ojca. To się czasami zdarzało, ale rzadko. Zresztą, można było prześledzić takie zagadnienie w kilku dokumentach i na ogół odpowiedź na takie pytanie łatwo jest znaleźć.

Na ogół, kiedy ogarniają mnie wątpliwości, od razu szukam dokumentów w trakcie prelekcji. Ale miałam przy sobie tylko telefon, a przedzieranie się przez FamilySearch.org na małym – w porównaniu do ekranu komputera – ekranie telefonu nie jest komfortowe. Skądinąd wiem, że akty metrykalne z Kozienic są zindeksowane w „Genetece”, więc najpierw tam rzuciłam okiem, ale niestety są one zindeksowane bardzo wybiórczo i ten wybór nie pomagał tym poszukiwaniom. Po powrocie do domu odnalazłam akt urodzenia Wacława Chodkowskiego, w którym przeczytałam, że jego ojciec był szewcem. Rodzicami Wacława był Antoni Chodkowski, ur. ok. 1833 (na podstawie wieku 45 lat podanego w akcie urodzenia syna) i Ewa z d. Rusek, ur. ok. 1843 (również na podstawie jej wieku podanego w akcie urodzenia syna). Data urodzenia Wacława zgadza się z tą publikowaną w Wikipedii, ale imiona rodziców nie są tam podane. Wydaje się jednak, że dotarłam do aktu urodzenia Wacława Chodkowskiego, artysty malarza.

Nie wiem, skąd wzięła się informacja, że profesja ojca nie jest znana z aktu urodzenia Wacława. Być może z tego, że dokument pisany jest – jak wszystkie dokumenty w tamtych czasach – po rosyjsku i być może osoba badająca ten konkretny akt urodzenia nie potrafiła go poprawnie rozczytać? Nie wiem, ale polecam wszystkim, którzy zajmują się genealogią, by korzystali z pomocy osób znających języki, w których sporządzane są dokumenty, przy odczytywaniu informacji zawartych w aktach metrykalnych. Języków jest kilka: rosyjski, łacina, niemiecki i nie można od nikogo wymagać, by był biegły w odczytywaniu starych rękopisów w tych wszystkich obcych językach. Więc warto zasięgnąć porady specjalisty, bo jeśli się tego nie zrobi, to istotne informacje mogą zostać pominięte.

Z wykładu wynikało, że nic o rodzinie Wacława nie wiadomo. Nie są to moje poszukiwania i nie zamierzam się nimi zajmować. Chciałam raczej sprawdzić wiarygodność informacji prezentowanych na wykładzie. Rzeczywiście nie znalazłam w księgach z Kozienic zapisów o rodzeństwie Wacława. Może rzeczywiście go nie miał, ale trzeba by to było sprawdzić. W mojej głowie pojawiło się kilka koncepcji na kontynuację poszukiwań, ale to będą rozległe poszukiwania, więc skupiłam się na samych Chodkowskich. Przeszukując księgi z Kozienic natrafiłam na inną rodzinę Chodkowskich, w której urodziło się w latach 70. XIX w. kilkoro dzieci. Były to rodziny Feliksa Chodkowskiego, który żenił się przynajmniej dwukrotnie. W aktach ślubu podane były imiona jego rodziców: Antoni Chodkowski i Franciszka z d. Zdanowska. Feliks Chodkowski był z zawodu stolarzem.

Mając imiona rodziców i znając orientacyjny rok urodzenia Feliksa Chodkowskiego i Antoniego Chodkowskiego, ojca Wacława, poszukałam ich aktów urodzenia w księgach metrykalnych z Kozienic. Antoni Wilhelm Chotkowski urodził się w 1834 a jego brat – jak się okazało – Feliks Chotkowski w 1835. Jak widać pisownia nazwiska przez lata ulegała zmianom, znalazłam wersje nazwiska Chodkowski, Chotkowski, także nazwisko to pisane było przez samo h. Być może dzieci w tej rodzinie było więcej, ale jak pisałam, nie są to moje poszukiwania, więc ich nie szukałam. Ojciec Feliksa i Antoniego Wilhelma był szewcem, więc ojciec Wacława kontynuował zawód swojego ojca. Ogólnie rzecz biorąc zawody w rodzinie pasowały do charakteru miejsca zamieszkania, którym było miasto Kozienice.

Antoni Chodkowski senior w 1834 miał 34 lata, więc urodził się ok. 1800. Nie sprawdzałam tego dokładnie, ale są księgi metrykalne z Kozienic nawet z XVIII w., więc być może można się o tej rodzinie dowiedzieć znacznie więcej niż te moje wybiórcze poszukiwania udowodniły.

Na pewno warto zainteresować się związkiem historii tej rodziny z historią samego miasta, które ma długą i bogatą historię. Było to miasto królewskie, urodził się tutaj późniejszy król Zygmunt Stary, miał też pałac, który stoi do dziś, Stanisław August Poniatowski. Związki z dworu z miastem miały na pewno wpływ na jego rozwój i nie dziwi rzemieślniczy charakter zawodów występujących w rodzinie.

Postanowiłam rozszerzyć i tak już długi tytuł tego artykułu i dodać: Genealogia uratowana.

No cóż, przodkowie Wacława Chodkowskiego zdają się być nieźle udokumentowani w aktach metrykalnych. Być może i w innych dokumentach coś się też znajdzie. Przykład rodziny Chodkowskich pokazuje, że prowadząc poszukiwania genealogiczne, trzeba szukać szeroko, nie ograniczać się do jednej osoby, jednej linii. Patrząc na historię naszych przodków nieco szerzej, mamy większe szanse dowiedzieć się więcej o ich historii i odnieść ją do historii miejsc, w których żyli, oraz do szerszego kontekstu historii danej części Polski lub całego kraju.

Dokumenty odnalezione, wszystkie w księgach stanu cywilnego parafii rzymskokatolickiej w Kozienicach:
Akt urodzenia Władysława Chodkowskiego: nr 183 z 1878
Akt urodzenia Antoniego Wilhelma Chodkowskiego: nr 12 z 1834
Akt urodzenia Feliksa Chodkowskiego: nr 168 z 1835
Akt ślubu Feliksa Chodkowskiego: nr 4 z 1870
Akt ślubu Feliksa Chodkowskiego: nr 33 z 1872

Grażyna Rychlik
14 IX 2021

Numeracja aktów w księdze bez podziału na rodzaje aktów – też się może zdarzyć

Już dawno nie widziałam takiego zapisu w księdze. Ten jest warty pokazania, gdyż księga jest pisana bardzo ładnym pismem, które łatwo jest rozczytać, a sam układ zapisu na stronach jest przejrzysty. Nie sprawdzałam, czy tak jest we wszystkich latach. Być może tak, ale tylko w księgach do 1825. Może tylko ten rok 1820 był taki wyjątkowy.

Księga pochodzi z urzędu stanu cywilnego przy parafii rzymskokatolickiej w Sulisławicach w powiecie sandomierskim. Zawiera akty urodzeń, zapowiedzi, małżeństw i zgonów. Prowadzona jest bez podziału na rodzaje aktów, urzędnik zapisywał akty po kolei, jak zdarzenia miały miejsce, więc nie można tu zapisać akt małżeństwa numer 5, trzeba raczej opisać dany akt jako akt stanu cywilnego numer taki a taki, a z dalszego opisu będzie wynikać, czego ten akt dotyczył.

Kopiuję tu dwie sąsiednie strony, gdzie możemy zobaczyć wszystkie rodzaje aktów obok siebie.

Takie zapisy też mogą się zdarzyć.



Grażyna Rychlik
26 sierpnia 2021

Praktykowanie genealogii. Pieniążkowie z Jedlińska XVIII-XIX w. – książka znowu dostępna

Przez kilka miesięcy książka Praktykowanie genealogii. Pieniążkowie z Jedlińska XVIII-XIX w. nie była dostępna. Mimo, że wydana została kilka lat temu nadal cieszy się zainteresowaniem i korzystają z niej genealodzy oraz osoby, które chcą się dowiedzieć, jak rozpocząć swoją przygodę z genealogią i historią swoich przodków.

Zawiera ona wiele cennych porad dotyczących między innymi samych poszukiwań genealogicznych, porządkowania plików na komputerze jak i zapisu genealogicznego.

Od dziś książka jest już z powrotem w sprzedaży.

Grażyna Rychlik
24 VIII 2021

Imiona rodziców w aktach metrykalnych to informacja stała czy zmienna?

Kolejne może zaskakujące nieco pytanie, z którym jednak może się przyjść zmierzyć genealogom w trakcie poszukiwań. Zdarza się bowiem od czasu do czasu, że imiona rodziców nie są tożsame w różnych aktach metrykalnych dotyczących jednej osoby lub rodzeństwa.

W genealogii ogólnie rzecz biorąc panuje zasada, że im bliżej (jeżeli chodzi o miejsce i czas) faktu, który rejestruje akt metrykalny jest on (akt) sporządzony, tym większe jest prawdopodobieństwo, że informacje w nim zawarte są poprawne. Na przykład akt urodzenia dziecka sporządzany w ciągu kilku dni od urodzenia tego dziecka powinien zawierać tylko poprawne informacje. Jeżeli w akcie zgonu jest informacja na temat miejsca urodzenia danej osoby i imiona jej rodziców a osoba ta zmarła jako osoba dorosła, być może już w innym miejscu niż to, w którym się urodziła, to informacje mogą nie być już poprawne. Czasami podawane są przez sąsiadów a nie krewnych, stąd też między innymi mogą się brać nieścisłości. Ale nieścisłości mogą się zdarzyć z wielu powodów, więc także w tych aktach sporządzanych jak najbliżej (jeśli chodzi o miejsce i czas) faktu, który dokumentują.

Często korzystamy z kopii akt metrykalnych zwanych duplikatami lub wtóropisami. Były one czasem sporządzane (czyli przepisywane z pierwopisu/unikatu) jakiś czas po sporządzeniu oryginalnego aktu metrykalnego, przepisywane zbiorczo, może wieczorem, może pomiędzy innymi zajęciami, nie zawsze przez księdza, który był urzędnikiem stanu cywilnego, tylko przez inną wyznaczoną do tego osobę. Błędy mogły się więc brać z niedbalstwa, nadmiaru innych obowiązków itd. Przykłady błędów w aktach metrykalnych oraz jak sobie z nimi radzić opisywałam między innymi w mojej książce „Data urodzenia Fryderyka Chopina. Ewaluacja źródeł, analiza informacji, konkluzja.” Choć trzeba przyznać, że nie zawsze udaje się udowodnić i wyjaśnić, jak powstał błąd.

Wcale nie planowałam poszukiwań genealogicznych na ten długi weekend. Ale tak się stało, że i w czwartek przeznaczyłam trochę czasu na moich Lipińskich i w sobotę, choć w sobotę już zupełnie niewinnie miałam tylko coś sprawdzić, ale w oko wpadły mi w Genetece kolejne informacje. W czwartek pisałam, że dzięki odnalezieniu aktu ślubu mojego 3x pradziadka Stanisława Lipińskiego w Chociszewie w 1810 odnalazłam jeszcze jedno pokolenie Lipińskich, mianowicie jego rodziców, którzy do aktu ślubu wpisani byli jako Jakub i Magdalena. Rodzice Stanisława Lipińskiego wg tego dokumentu już nie żyli. Do aktu wpisane było, że zarówno metryka urodzenia Stanisława jak i akty zgonu jego rodziców znajdowały się w „Aneksach” (zwanych także w języku archiwalnym alegatami) do aktu małżeństwa. Niestety, aneksy z Chociszewa z 1810 nie zachowały się. W praktyce genealogicznej okazuje się często, że potrzebne nam aneksy nie zachowały się, ale czasem są zachowane kompletnie. Warto do nich zaglądać, jeżeli tylko istnieją, gdyż mogą się okazać źródłem wielu interesujących a nawet nieoczekiwanych informacji.

Borykam się w moich poszukiwaniach z jeszcze jednym problemem niezgodności imion rodziców w aktach i w zasadzie tamtą linię chciałam tak na szybko sprawdzić w sobotę. Ale ku mojemu wielkiemu zadowoleniu (tak trochę zamiast tego, czego szukałam) odnalazłam akt zgonu Stanisława Lipińskiego w księgach z Łopacina. Stanisław zmarł w 1841 i w jego akcie zgonu podano, że:

– zmarł w wieku 53 lat, co przesuwało jego rok urodzenia na 1788, z roku ok. 1784-1785 szacowanego na podstawie wieku przy urodzeniu któregoś z dzieci i podanego w akcie małżeństwa,

– urodził się w Krysku – tu pisownia była taka jak współczesna, ale ogólnie zgadzało się to z informacjami z aktu małżeństwa,

– jego rodzicami byli Andrzej i Anna, organiści, zmarli, którzy za życia mieszkali w Krysku – tu zgadzał się związek z Kryskiem, ale imiona rodziców były zupełnie inne niż w akcie małżeństwa z 1810.


Religijne zapisy metrykalne z Kryska, przechowywane w Archiwum Diecezjalnym w Płocku, są dostępne na FamilySearch.org, więc od razu zabrałam się do szukania aktu chrztu Stanisława Lipińskiego według wieku podanego w akcie małżeństwa (25 lat) w latach ok. 1784-5, ale go nie odnalazłam. Po odnalezieniu aktu zgonu przeszukałam późniejsze chrzty i odnalazłam akt chrztu Stanisława, syna Andrzeja i Anny, ochrzczonego w 1788, więc zgodnie z jego wiekiem podanym w akcie zgonu. Wydaje się więc prawdopodobne, że informacje zawarte w akcie zgonu były poprawne a informacje zawarte w akcie małżeństwa zostały obciążone błędami.


Z Kryska dostępne są sumariusze oraz te wcześniejsze akty. Są one też przynajmniej częściowo zindeksowane w Genetece. Sprawdziłam więc, czy być może jeszcze coś więcej o tej rodzinie znajdę i znalazłam. Religijny akt małżeństwa Andrzeja i Anny z 1784 oraz ich akty zgonu z 1807, zmarli w odstępie kilku miesięcy. To zgadzało się z informacją z 1810, że wtedy już nie żyli.

Stanisław Lipiński miał też kilkoro rodzeństwa, o którym do tej pory nie wiedziałam. Na razie nie natrafiłam w Genetece a nie szukałam niezależnie od indeksów ich małżeństw, ale jeśli się odnajdą będzie być może można potwierdzić zgodność imion rodziców oraz zgodność ciągłości linii „moich” Lipińskich.

W ten sposób informacje o rodzicach Stanisława Lipińskiego odnalezione w czwartek zostały podważone a tym samym zdezaktualizowały się w sobotę. Krótki był ich żywot, choć gdybym odłożyła dalsze poszukiwania na później, Jakub i Magdalena funkcjonowaliby przez jakiś czas. Konsekwencje mogłyby być takie, że pominęłabym akty małżeństwa rodzeństwa Stanisława, gdyż nie zgadzałyby się imiona rodziców. Jeden błąd w poszukiwaniach może mieć daleko idące konsekwencje.

Dlatego warto jest sprawdzać jedną informację genealogiczną przynajmniej w dwóch źródłach, by ewentualnie zdawać sobie sprawę z kwestii spornych i próbować je wyjaśnić.

Wiele wskazuje na to, że informacje z aktu zgonu są poprawne, a w akcie małżeństwa było kilka błędów i być może taki stan wiedzy utrzyma się i nie będzie już kwestionowany.

Uwaga: wszystkie wymienione akty metrykalne są albo zindeksowane w Genetece oraz/albo zdigitalizowane i wolnym dostępie. Podałam lata sporządzenia poszczególnych aktów i nazwy parafii. Być może zechcecie jako ćwiczenie z korzystania z indeksów i zdigitalizowanych akt samemu odnaleźć te akty.

Być może macie podobną sytuację w swoich poszukiwaniach i wpis ten zachęci was do nie poddawania się i dążenia do odnalezienia większej ilości dokumentów, które pomogą ustalić, które informacje są lub zdają się być bardziej wiarygodne.

Grażyna Rychlik
6 VI 2021

Sukcesy genealogiczne dzisiejszego dnia

Jak już pisałam we wcześniejszym wpisie dzisiejszy świąteczny poranek rozpoczął się od rozwiązywania problemów genealogicznych.

Zupełnie nieplanowanie zajrzałam więc dziś do Geneteki. W zasadzie to tak na szybko chciałam znaleźć akt urodzenia mojej prababci, która też urodziła się wiele lat po ślubie swoich rodziców (odniesienie do poprzedniego wpisu), ale jak zaczęłam wpisywać nazwisko Lipiński, to wyskoczyło mi jeszcze jedno dziecko u moich 3x pradziadków, a mianowicie siostra mojego prapradziadka Wincentego Lipińskiego, Julianna Lipińska, urodzona ok. 1813. Nawet zastanowiło mnie jej imię, gdyż moja babcia też dostała na imię Julianna, więc jej mama mogła nadać je po swojej ciotce. Julianna Lipińska w Łopacinie w 1832 wyszła za mąż za Piotra Gocioleńskiego. Gocioleński to bardzo rzadkie nazwisko, poza tym ślubem nie pokazało się w Genetece ani nigdzie na Mazowszu ani w Warszawie. Dalej nie sprawdzałam, być może Julianna z mężem wyjechali z obszaru zindeksowanych parafii a może nieco zmienili pisownię nazwiska i jeszcze na nich kiedyś natrafię.

Ale powrócił też temat aktu ślubu rodziców Julianny jak i mojego 2x pradziadka Wincentego a mianowicie Stanisława Lipińskiego z Marianną Trzcińską. Trudno mi powiedzieć, gdyż nie śledzę tego tak dokładnie, czy był on zindeksowany już wcześniej, a ja go nie dostrzegłam, czy pojawił się niedawno. W każdym razie tym razem udało mi się ten ślub odnaleźć. Odbył się w Chociszewie w 1810. Pisownia nazwiska Marianny była nieco inna – Trzenska – tak się przynajmniej wydaje. Oczywiście idąc tropem poprzedniego wpisu można by podważyć poprawną identyfikację tego aktu i jego przynależności do moich przodków. Ale nie podważam. Informacją niezależną a działającą na rzecz związku znalezionego dokumentu z moją linią Lipińskich jest zawód mojego 3x pradziadka Stanisława Lipińskiego, który – podobnie jak później jego syn Wincenty – był zdunem. Co ciekawe, ojciec jego przyszłej żony, Paweł Trzenski (być może i u Pawła ta pisownia się zmieni w dokumentach, których jeszcze nie szukałam), był także zdunem, więc małżeństwo było „branżowe”. Dzięki odnalezieniu tego aktu zyskałam dodatkowo imiona rodziców Stanisława. Byli nimi Jakub Lipiński i Magdalena —. W ten sposób odnalazłam kolejne pokolenie Lipińskich, Jakub i Magdalena to moi 4x pradziadkowie.

Idąc za ciosem wydrukowałam bieżący Ahnentafel dla moich krewnych od strony ojca i znalazłam jeszcze jedną parę 3x pradziadków, których aktu małżeństwa jeszcze nie odnalazłam. Są nimi Antoni Mańkowski i Antonina Krzywkowska – takie imiona i nazwiska znajdują się w akcie urodzenia mojej 2x prababci Józefy Mańkowskiej (żony Wincentego Lipińskiego – zduna, o którym pisałam już wcześniej) z 1826 z Sońska.

I tutaj pojawił się kolejny problem. W indeksach (Geneteka) znajdują się jeszcze trzy córki urodzone w Komorach Błotnych podobnie jak moja 2x prababcia Józefa. Problem jest jednak taki, że w ich aktach urodzenia imię matki to nie Antonina tylko Marianna. Wygląda na to, że do aktu urodzenia mojej 2x prababci wkradł się błąd. Żeby to jednak udowodnić, trzeba będzie prześledzić inne akty metrykalne dotyczące prawdopodobnego rodzeństwa Józefy. Na razie roboczo przyjmuję, że odnalazłam rodzeństwo Józefy jak i akt ślubu rodziców, Antoniego Mańkowskiego i Marianny Krzy(w)kowskiej w 1818 w Sońsku.

Udało mi się też odnaleźć kilka późniejszych aktów metrykalnych kolejnych krewnych, więc świąteczny poranek był pełen sukcesów genealogicznych. Szczególnie cieszą mnie informacje o wcześniejszych pokoleniach. Nie wiem, czy uda się odnaleźć 5x pradziadków w tych liniach, ale na pewno będę próbować.

Nie wiem, czy zabieraliście się dziś za poszukiwania, bo pogoda była piękna, niekomputerowa tylko spacerowa. Jeżeli tak, i chcecie się podzielić sukcesami lub porażkami, to piszcie.

Grażyna Rychlik

3 VI 2021

Czy dziecko urodzone 20 lat po ślubie może być podstawą do podważenia poprawności wyników poszukiwań genealogicznych?

Takie pytanie przywitało mnie dzisiejszego poranka.

Zastanawiałam się jak ująć ten problem w tytule wpisu. Nie było to proste. I rozumiem, że pytanie nie jest do końca jasne, albo wydaje się zbyt oczywiste albo niezrozumiałe. Mam nadzieję, że w treści wpisu wszystko się wyjaśni.

Postanowiłam opisać ten problem, gdyż początkujący genealodzy nie są może tak dobrze obeznani z tematem wieku kobiet rodzących dzieci w XIX w., więc mogą sobie zadawać takie lub podobne pytania.

Czasami nie mamy dostępu do dokumentów, na podstawie których moglibyśmy udowodnić, kiedy urodziły się dzieci w danej rodzinie, czyli aktów urodzenia. Może tak być, bo dokumenty te nie zachowały się, nie są jeszcze dostępne w archiwum i nie wiemy, jak je zdobyć, nie wiemy, gdzie urodzili się poszukiwani przez nas krewni a w bazach danych nie zostali jeszcze zindeksowani. W takich sytuacjach czasami w ogóle nie wiemy, czy w danej rodzinie było tylko jedno dziecko, czy dzieci było więcej, bo my wiemy tylko o tym naszym jednym krewnym.
W takich sytuacjach ustalamy orientacyjny rok urodzenia poszukiwanej osoby na podstawie wieku, który podany jest w tych dokumentach, do których mamy dostęp.

Powyższe pytanie zostało mi zadane w takiej sytuacji genealogicznej:
znamy imiona rodziców, znamy orientacyjny rok urodzenia dziecka, wiemy nawet, kiedy rodzice się pobrali, gdyż dysponujemy ich aktem małżeństwa, znamy też wiek rodziców – przyjmijmy, że tylko ten, który jest podany w akcie małżeństwa. Brakuje (tzn. nie zachowały się) ksiąg z aktami urodzenia, więc nie wiemy, ile dzieci urodziło się tej parze i kiedy dokładnie, choć mamy punkt wyjścia do tej wiedzy – rok zawarcia małżeństwa. Znamy jedno dziecko, które jest naszym bezpośrednim przodkiem. To dziecko urodziło się 20 lat po ślubie. Czy to nie jest dziwne, że dziecko urodziło się tak późno (nawet, jeżeli dzieci było więcej) – bo w dzisiejszych czasach na ogół dzieci rodzą się w odstępach 2-3 lat, może 10 lat, ale nie 20 lat – i czy możemy zatem podważyć poprawność potwierdzenia w aktach metrykalnych rodziców tego dziecka albo przyjąć, że dane, jakie posiadamy o rodzicach są niepoprawne?

Teoretycznie wszystko można podważyć. Jednakże musielibyśmy mieć jakieś przekonujące przesłanki pozwalające nam na podważenie odnalezienia właściwej rodziny w dokumentach. Taką przesłanką nie będzie fakt, że dziecko urodziło się 20 lat po ślubie. Nawet w XIX w. na obszarach wiejskich kobiety miały nawet kilkanaścioro dzieci i dożywały późnej starości a większość dzieci dożywało dorosłości. Wiele osób zakłada, że ogólnie „panowała” wysoka śmiertelność niemowląt, ale kiedy prowadzimy nasze konkretne poszukiwania możemy w ogóle nie natrafić na rodziny, w których dzieci umierały w niemowlęctwie lub rodziły się martwe. Nie było żadnej reguły w tej kwestii.

Oczywiście kwestia posiadania dziecka w późniejszym wieku może mieć znaczenie, ale trzeba wtedy patrzeć na wiek matki a nie na to, ile lat po ślubie urodziła znane nam dziecko. Z mojego doświadczenia najpóźniejszy wiek matki podany w akcie urodzenia dziecka, jaki widziałam to 46 lat. Być może widziałam też 50 lat, ALE trzeba też pamiętać, że wiek osób występujących w aktach metrykalnych nie zawsze jest podany poprawnie. Jeżeli posiadamy akt urodzenia danej osoby, to wtedy wiemy, ile faktycznie miała ona lat w danym roku. Roboczo możemy przyjąć –bazuję na moim doświadczeniu – że 46 lat, to jest maksymalny wiek, w którym kobieta mogła urodzić ostatnie dziecko, które będzie zapisane w księgach. Jeżeli więc dziecko urodzone jest nawet 20 albo 25 lat po ślubie, ale matka jest nadal w wieku, że mogła dziecko urodzić, to nie możemy podważyć – jedynie na podstawie liczby lat po ślubie po której urodziło się dziecko – poprawności odnalezienia rodziców w dokumentach.

Grażyna Rychlik

3 VI 2021

W poszukiwaniu Święcickich oraz spowinowaconych i spokrewnionych z nimi Ejsmontów

Dziś nieco nietypowy wpis, ale jak wszyscy ja też dochodzę czasem do przysłowiowej „ściany genealogicznej”. Być może ktoś z was, kto przeczyta ten wpis, będzie mi mógł pomóc.

W ramach poszerzania wiedzy genealogicznej i rozbudowywania drzewa poszukuję kontaktu z rodziną Święcickich, która mieszkała kiedyś na terenach obecnej zachodniej Ukrainy. Jedna z córek wyszła za mąż za Józefa Ejsmonta.

Kilka informacji, które mogą pomóc w identyfikacji poszukiwanej przeze mnie rodziny.

Ojciec to Mikołaj Święcicki. Miał on kilkoro dzieci, wszystkie urodzone pod sam koniec XIX w. lub na początku XX w.:

Córki: Eugenia, Maria, Adela, Klementyna.

Synowie: Stanisław, Adolf.

Jeżeli osoby wydają się znajome, jeżeli posiadacie taką rodzinę w swoim drzewie genealogicznym, to proszę o kontakt ze mną najlepiej na email podany na podstronie „O mnie/About me” lub poprzez wiadomość na Messengera poprzez Facebooka, tak najłatwiej jest się ze mną skontaktować.

Grażyna Rychlik

26 V 2021