Wyróżnione

www.genealogiawarchiwach.pl, Kodeks Napoleona a skanowanie ksiąg metrykalnych

http://www.genealogiawarchiwach.pl to portal niezbędny dla wszystkich poszukiwaczy, którzy przodkowie pochodzą z terenów, z których księgi metrykalne znajdują się w archiwach państwowych w Bydgoszczy, Toruniu oraz Włocławku (oddział Torunia). Niestety, na razie, z niewiadomych przyczyn zawieszono w nim tylko i wyłącznie akta stanu cywilnego z czasów obowiązywania Kodeksu Napoleona, akta metrykalne z kościołów rzymskokatolickich zarówno religijne jak i cywilno-religijne oraz z pruskiego urzędu stanu cywilnego. Nie znajdziemy więc tutaj ksiąg metrykalnych innych wyznań sprzed końca 1874. Co istotne, ze względu na bieżący podział przestrzeni historycznej, w wymienionych archiwach (więc i na portalu http://www.genealogiawarchiwach.pl) znajdują się akta metrykalne z zaborów zarówno pruskiego jak i rosyjskiego. Nie można więc zakładać, że akty metrykalne z różnych miejscowości z obszaru, którego zasoby obejmuje ten portal, były zapisywane i będą wyglądały tak samo.

Na terenach Księstwa Warszawskiego (które – o czym warto pamiętać – zajmowało obszar o wiele większy niż okolice Warszawy – a taka interpretacja tej nazwy pokutuje czasem wśród poszukiwaczy) z dniem 1 maja 1808 zaczęto spisywać cywilne akty metrykalne zgodnie z przyjętym przez Księstwo Warszawskie Kodeksem Napoleona (a w nim: Księga Pierwsza o Osobach. Tytuł II „O aktach stanu cywilnego”). Jest to data trochę nietypowa – szczególnie jeśli chodzi o księgi metrykalne, które współcześnie rozpatrujemy zazwyczaj jako zbiory dokumentów wytworzone w ramach jednego roku kalendarzowego (od stycznia do grudnia) – gdyż zapis rozpoczyna się od początku drugiej tercji roku. Ale jeżeli popatrzymy na współczesne ustawy sejmowe, to zauważymy, że ich wejście do użytku powszechnego uzależnione jest od dat ich uchwalenia i wejścia w życie. Tak też było z Kodeksem Napoleona. Potem uległo to zmianie, ale chyba do początku lat 1820. księgi prowadzono w taki sposób, że jedna księga zawierała akty metrykalne z okresu od 1 maja bieżącego roku do 30 kwietnia roku następnego. Zdaje się, że oznakowanie roku zapisu poprzez wpisanie dwóch lat kalendarzowych jest dla niektórych uciążliwe i wiele zarówno portali jak i inwentarzy ma z tym problem, gdyż chciałoby wpisać tylko jeden rok kalendarzowy do opisu księgi – nie wiem, czy ze względu na lenistwo, brak wiedzy, bieżące przyzwyczajenia czy może ograniczenie miejsca a być może nieuwzględnienie takich okoliczności w czasie programowania. Jest wiele miejsc w Internecie, gdzie te księgi zawierające akty z połówek dwóch lat opisane są tylko jednym rokiem. Warto więc zwracać uwagę na to, co jest napisane na okładce księgi – tam możemy się dowiedzieć za jakie lata i miesiące i nawet dni akty faktycznie będziemy przeglądać. Warto też czytać dokładnie jaki rok jest zapisany w akcie mimo, że na ogół przyjmujemy, że wiemy, z którego roku akty przeglądamy.

Poszukiwacze na ogół po prostu zapoznają się ze strukturą ksiąg. Wygląda na to, że są jednak osoby dla których obecność w jednej księdze zapisów z dwóch lat kalendarzowych jest problemem, który w jakiś sposób należy rozwiązać.

Ostatnio odkryłam, że portal http://www.genealogiawarchiwach.pl podjął się tego zadania i wprowadził nowatorskie rozwiązanie tego istniejącego lub nieistniejącego problemu…

Zwróciłam na to uwagę przeglądając księgi metrykalne z urzędu stanu cywilnego przy parafii rzymskokatolickiej w Dobrzejewicach i nie potrafię powiedzieć, czy takie samo rozwiązanie wprowadzono przy skanowaniu ksiąg stanu cywilnego prowadzonych według przepisów Kodeksu Napoleona dla aktów stanu cywilnego w wybranych czy wszystkich urzędach stanu cywilnego przy parafiach na terenie, który podlega http://www.genealogiawarchiwach.pl. Spójność w zasadzie wymaga, by jedno rozwiązanie wprowadzić w obrębie całego portalu. Mianowicie księgi zostały zeskanowane w ten sposób, że w ramach jednego roku zapisu czyli kalendarzowego znajdują się akty metrykalne z jednego roku kalendarzowego – teoretycznie wygląda na to, że wszystko jest w porządku. Jednakże dla zapisu zapoczątkowanego wraz z datą wejścia w życie Kodeksu Napoleona oznacza to, że akty zostały wzięte z dwóch ksiąg lub w przypadku unikatów (pierwsza kopia księgi, w której znajdują się zapisy z kilku lat) z dwóch oddzielnych części z jednej księgi. Ta konkretna księga z Dobrzejewic obejmuje – według opisu na okładce – zgony z lat 1808-1818.

Dla osób, które pojęcia nie mają o datach krańcowych aktów w księdze, które obowiązywały przez te kilkanaście lat, nie będzie to być może miało żadnego znaczenia, a w każdym razie nie wzbudzi ich czujności, że coś tu może być nie tak.
Osoby, które znają zasady które rządziły datami krańcowymi księgi „z jednego roku” z czasów obowiązywania przepisów Kodeksu Napoleona, na pewno będą zdziwione. Zdziwienie będzie tym większe, jeżeli w połowie księgi natrafią na indeks, który po bliższym zapoznaniu się z nim, będzie zawierał listę osób, których aktów nie będzie w przeglądanej a sztucznie wykreowanej przez portal jednostce archiwalnej.Natrafiłam na jeden tylko indeks. Zastanawiam się, czy indeksy zostały usunięte celowo czy też w całej księdze był tylko jeden – to ostatnie wydaje mi się dziwne, ale oczywiście nie niemożliwe. Księga mogła być przez ostatnie 200 lat uszkodzona lub zdewastowana.

Poniżej skan dwóch stron ze środka wykreowanej jednostki archiwalnej (tu link do tej samej strony na portalu www.genealogiawarchiwach.pl – po jego otwarciu trzeba jeszcze przejść na rok 1812 a tam na stronę 3), która według opisu zawiera akty z 1812 – i to się zgadza. Jednakże zawiera także w połowie indeks księgi właściwej czyli od maja 1811 do maja 1812. Celowo nie podaję dni, gdyż nie zawsze w przypadku Dobrzejewic był to 1 maja czy 30 kwietnia.

Wg opisu Dobrzejewice D 1812

Dodatkowo, w elektronicznym podziale księgi, kończy się ona na roku 1817. Gdzie jest więc rok 1818, który jest opisany na okładce? Jego początek znajduje się w roku 1817 i akurat ta księga zamyka się na początku maja 1818. Należy się spodziewać, że kolejna księga będzie kontynuować zapisy z maja 1818 do maja 1819.

Ciekawa jestem, co inni sądzą o kreowaniu podziału na sztuczne jednostki archiwalne w celu zespolenia aktów metrykalnych z jednego roku kalendarzowego, które znajdowały się w różnych latach zapisu.
Ewidentnie komuś wydawało się, że ułatwi ono czytanie aktów w ramach jednego roku. Ale czy takie ułatwienie jest dobre? Być może tak.
Wykreowane jednostki są niezgodne z faktycznym podziałem na lata zapisu (raczej niż lata kalendarzowe). Jestem zdziwiona, że archiwum zgodziło się na takie rozwiązanie. Dla mnie jest to niepotrzebne rozwiązywanie nieistniejących problemów. Zastanawiam się teraz, czy w księdze rzeczywiście był tylko jeden indeks. Jak nie zapomnę, to sprawdzę to na mikrofilmie.

Grażyna Rychlik

19 stycznia 2018

Reklamy

Ubytek przodków, endogamia oraz problemy z definicjami i nazewnictwem w genealogii

Ostatnio w amatorskich dyskusjach genealogicznych pojawiło się określenie „zapętlenie przodków” czy „zapętlenie rodzinne”. Nigdy nie spotkałam się z takim określeniem, nikt też na razie nie podjął próby zdefiniowania go. Można powiedzieć, że stworzenie takiego określenia wynika z faktu bardzo słabej znajomości pojęć z genealogią związanych oraz potrzeby nazwania pewnego rodzaju „sytuacji genealogicznej”. Niektórym łatwiej jest stworzyć jakieś określenie samemu niż doczytać w literaturze, jakiej nazwy powinno się używać. Nie pomaga tutaj – jeśli chodzi o język polski – nawet Internet. Pobieżny przegląd haseł w języku angielskim pozwala zauważyć, że wiele pojęć i nazw z zakresu genealogii nie ma swojego odpowiednika w hasłach w języku polskim. Nie znaczy to oczywiście, że odpowiedników nie ma w ogóle, raczej dowodzi to, że genealogia jako dziedzina, choćby nauka pomocnicza historii, nie jest wystarczająco opisana w nowoczesnych źródłach informacji.
Hasło genealogia, które – jak wynika z dat – było w Wikipedii aktualizowane zarówno w języku polskim jak i w angielskim w styczniu 2018, w wersji angielskiej ma ono 16 stron a w wersji polskiej tylko 4. Czy genealogia w Polsce jest zatem ograniczona do 25% genealogii w języku angielskim? Na to pytanie każdy może sobie sam odpowiedzieć według własnego uznania lub rozeznania.
Ciekawym rozdziałem w ramach hasła „genealogy” w języku angielskim, dowodzącym zaawansowanego rozumienia genealogii, jest „Reliability of sources” czyli wiarygodność źródeł, który to rozdział w ogóle nie występuje w polskiej wersji językowej hasła. Być może nieprzypadkowo, gdyż w Polsce (ale nie tylko!) wiele osób woli przyjąć na wiarę ustne relacje na temat historii rodzinnych i wręcz boi się weryfikować je w dokumentach, żeby przypadkiem nie dowiedzieć się, że było inaczej. Oczywiście jest też wiele osób zainteresowanych poznaniem informacji pochodzących ze źródeł o większym stopniu wiarygodności niż przekazy ustne. Oczywiście – muszę też bronić przekazów ustnych – nie można też podchodzić do przekazów ustnych, jako źródeł stuprocentowo niewiarygodnych, gdyż mogą być one nie tylko całkowicie wiarygodne ale także mogą zawierać wiele naprowadzających informacji, które mogą znacznie skrócić nasz czas docierania do kolejnych źródeł. Wiarygodność przekazów ustnych trzeba jednak potwierdzić w źródłach.

Ubytek przodków czy brakowanie przodków to hasła, których nie udało mi się znaleźć w Internecie. Wikipedia wyrzucała hasła albo ze słowem „przodek” albo „brak” i te ostatnie z genealogią nie miały już nic wspólnego. Mam nadzieję, że tym przykładem zachęcę przynajmniej niektórych genealogów obecnych i przyszłych do sięgnięcia do literatury przedmiotu, na przykład rozdziału poświęconego genealogii w książce J. Szymańskiego Nauki pomocnicze historii, gdzie można zapoznać się z teorią genealogii, opisaną w Polsce jak i słownictwem genealogicznym.

Ubytek przodków czy brakowanie przodków (ang. pedigree collapse) albo za Szymańskim także „tożsamość przodków” to sytuacja, w której w dalszych pokoleniach (8-10 pokoleń wstecz czy więcej), jedna i ta sama osoba będzie posiadała ten sam stopień pokrewieństwa w stosunku do obydwojga naszych rodziców – na przykład jeden z 7x pradziadków zarówno naszej matki jak i naszego ojca będzie jedną i tą samą osobą. Wcześniej opisywałam taki przypadek, który został potwierdzony w genealogii księcia Harry’ego i Meghan Markle (link do artykułu)

Przyjmując, że wszyscy pochodzimy od tego samego przodka, co na bieżący stan wiedzy, zdają się potwierdzać także badania DNA, musimy się zgodzić z tym, że wszyscy jesteśmy ze sobą spokrewnieni. Czasami takie pokrewieństwo będzie jeszcze można potwierdzić w źródłach pisanych, co będzie zależeć od ich stanu zachowania a także od naszego zaangażowania w poszukiwania. a czasami nie. Ubytek przodków jest cechą drzewa genealogicznego każdego z nas. Czasem może on być zupełnie niewidoczny, gdyż nastąpił w czasach, z których nie zachowały się źródła, i nie będzie do wykrycia w żaden inny sposób. Być może będzie to kiedyś możliwe przy pomocy DNA, jeżeli interpretacja wyników badań rozwinie się tak bardzo, że będzie można potwierdzać w ten sposób bardzo odległe pokrewieństwo niezależnie od płci naszych przodków.

Endogamia jest nieco inną sytuacją. Tutaj pokrewieństwo jest o wiele bliższe, na poziomie posiadania wspólnych pradziadków czy prapradziadków, i jest łatwe do potwierdzenia w źródłach, o ile tylko istnieją, i nie wymaga szukania wiele pokoleń wstecz. Chociaż może to być zjawisko powtarzające się na przestrzeni kilku/wielu pokoleń dość często. Może się więc zdarzyć, że zarówno ubytek przodków jak i endogamia będą cechować drzewo genealogiczne jednej rodziny. Skutkiem endogamii będzie także ubytek przodków w bliskich pokoleniach. Endogamia zdarzała się w określonych sytuacjach, najczęściej:
– małżeństwa w ramach bliskiego pokrewieństwa w rodzinach królewskich, arystokratycznych itd.,
– małżeństwa w ramach grupy względnie zamkniętej czy to etnicznie czy geograficznie.

Inną sytuacją jest kazirodztwo. Termin, którego na pewno boi się wielu poszukiwaczy, ale losowo taka sytuacja w drzewie genealogicznym może zostać potwierdzona w poszukiwaniach. Tu chodzi o sytuację, kiedy rodzice mają dzieci z własnymi dziećmi.

Przyczyną nieużywania nazw odpowiadających opisanym sytuacjom jest być może z jednej strony ich nieznajomość a z drugiej obawa przed upublicznieniem bliskiego pokrewieństwa w rodzinie. Czasami są to obawy zupełnie nieuzasadnione, co pokazują na przykład artykuły o pokrewieństwie księcia Harry’ego i Meghan Merkle. Pokrewieństwo to jest tak odległe, że jest raczej ciekawostką genealogiczną w tym sensie, że można potwierdzić czyjąś genealogię – szczególnie jeśli nie jest to rodzina królewska a tak jest w przypadku Meghan – tak daleko wstecz.
Pośrednio dowodzi to też, że wszyscy jesteśmy ze sobą spokrewnieni, także z rodzinami królewskimi.

Mam nadzieję, że określenie „zapętlenie przodków” zniknie z amatorskiego słownika genealogów i zostanie zastąpione nazwami, które już istnieją w słowniku pojęć genealogicznych i odpowiadają danej sytuacji, czyli bliższemu czy dalszemu pokrewieństwu osób w jednym drzewie genealogicznym, które skutkuje zjawiskiem ubytku przodków lub endogamii.

Grażyna Rychlik

18 II 2018

Zachęcam wszystkich do przeczytania interesującej dyskusji w komentarzach pod tym postem, która jest jego – moim zdaniem – interesującym dopełnieniem. Wszystkim komentującym dziękuję za ciekawe pytania i uwagi.

 

Akta metrykalne religijne, cywilne oraz cywilno-religijne. Akt chrztu (lub każdy inny dokument religijny świadczący o włączeniu do wspólnoty religijnej) a/i akt urodzenia.

Najprościej można powiedzieć, że o tym czy akt metrykalny jest religijny czy cywilny decyduje zleceniodawca spisywania tego aktu.

Jeżeli zleceniodawcą jest wyłącznie instytucja wyznaniowa jakiejkolwiek religii to jest to akt metrykalny religijny. Jeżeli zleceniodawcą jest instytucja reprezentująca państwo to jest to dokument świecki/cywilny. Jeżeli mamy do czynienia z dokumentem typu mieszanego, to oznacza to, że instytucje świecka państwowa i religijna uzgodniły, że dokument będzie miał dwojaki charakter i jego odpis będzie mógł służyć zarówno do celów cywilnych jak i religijnych.

Jeżeli spojrzymy na obszar, na którym prowadzimy badania genealogiczne w Polsce to w zasadzie możemy wziąć pod uwagę maksymalne granice Polski od czasów historycznych po współczesne. Ze względu na złożoną historię jedna miejscowość mogła podlegać w różnym czasie historycznym różnym państwom i obowiązujące w nich przepisy regulowały, jakiego rodzaju akta metrykalne były spisywane zgodnie z tymi świeckimi przepisami. Zawsze warto sprawdzić, czy równolegle w tym samym czasie spisywano też inne dokumenty metrykalne, religijne czy miejscowe. Przykładem niech będzie Warszawa:

  • do 1 maja 1808 były to akta metrykalne religijne, choć od 1795 przez jakiś czas Warszawa była pod zaborem pruskim i obowiązywały wtedy dodatkowe przepisy,
  • 1 maja 1808 – 31 grudnia 1825 akta metrykalne cywilne / tu równolegle instytucje wyznaniowe niezależnie od obowiązującego Kodeksu Cywilnego dalej utrzymywały religijne księgi metrykalne, przynajmniej jeśli chodzi o chrzty,
  • 1 stycznia 1826 – 1945 akta stanu cywilnego cywilno-religijne,
  • 1945 cywilne akta metrykalne / tu powrót do równoległego prowadzenia wyznaniowych ksiąg metrykalnych.

Jest to przykład ekstremalny, gdyż Warszawa przez wieki była największym miastem w Polsce i organizacja sporządzania aktów metrykalnych była o wiele bardziej złożona niż gdzie indziej. Ogólnie rzecz biorąc Warszawa podlegała jednak takim samym przepisom jak inne miejscowości, a przepisy te ulegały zmianie wraz ze zmieniającą się państwowością.

Kolejną kwestią było miejsce prowadzenia ksiąg metrykalnych i osoba urzędnika stanu cywilnego, który te księgi prowadził i utrzymywał (przechowywał). Tutaj nie będę omawiać tego zagadnienia, choć pojawiało się ono już w poprzednich artykułach oraz komentarzach do nich.

Co oznaczają te terminy (akt metrykalny religijny i akt metrykalny cywilny) najłatwiej zrozumieć na przykładzie dwóch zdarzeń jakim jest urodzenie dziecka oraz jego chrzest (lub inny obrzęd religijny jak obrzezanie, który oznacza przyjęcie do wspólnoty religijnej) i jak zostało to zapisane w księgach. W dyskusjach genealogicznych, które w Polsce przeważająco dotyczą wyznań chrześcijańskich, pojawiają się często dwa określenia – akt chrztu i akt urodzenia – które często – jak wynika z kontekstu używane są wymiennie i często bez uwzględnienia rzeczywistego znaczenia tych określeń. Żeby poprawnie nazywać akty metrykalne, o których mówimy, trzeba rozumieć historię ich powstawania w miejscu, w którym przebywały osoby, których dotyczą. Problemem, który wprowadza zamieszanie w tym temacie są między innymi nazwy, którymi akta metrykalne opisane są w repozytoriach. Zdarza się na przykład, że w archiwum diecezjalnym z terenu byłego Królestwa Polskiego wszystkie księgi zarówno religijne jak i cywilne oraz cywilno-religijne opisane są jako akta urodzenia zamiast nazywania poszczególnych ksiąg według ich zawartości czyli na przykład księgi wytworzone na tym terenie do 30 kwietnia 1808 włącznie powinny się nazywać księgami czy aktami chrztów, choć i po tej dacie akta chrztów były spisywane. Te ostatnie łatwo jest odróżnić od tych cywilnych, gdyż i wyglądały zupełnie inaczej i różniły się zawartością informacji. Główną przyczyną takiego stanu rzeczy zdaje się być uproszczenie. Od 1 maja 1808 na terenie Księstwa Warszawskiego (a później zaboru rosyjskiego) księgi stały się cywilnymi lub cywilno-religijnymi, więc w użyciu pozostała jednie nazwa akta urodzenia i najprawdopodobniej objęła ona cały zespół niezależnie od zawartości poszczególnych ksiąg. Problematyczne jest to, że niektóre księgi chrztów mogą nie zawierać dat urodzenia a jedynie datę chrztu a błędny opis może w następstwie wprowadzić genealoga w błąd.

Wracając do znaczenia nazewnictwa. Akt religijny chrześcijański będzie zawierał informację o dacie chrztu i nie zawsze o dacie urodzenia. Wyłącznie cywilny akt urodzenia będzie zawierał wyłącznie datę urodzenia i nie będzie zawierał daty chrztu (czy innej ceremonii religijnej odbywającej się po urodzeniu dziecka). Akt cywilno-religijny z zasady będzie zawierał obydwie informacje: datę urodzenia oraz datę ceremonii religijnej na przykład chrztu. Dodatkowo akty cywilne czy cywilno-religijne będą zawierały inne informacje, według przepisów obowiązującego prawa. Na terenach Polski sam fakt, że akt metrykalny został sporządzony przez kapłana jakiejkolwiek religii sam w sobie nie oznacza, że został sporządzony dokument o charakterze religijnym. W różnym czasie i w różnych częściach Polski kapłani pełnili funkcje urzędników cywilnych, czasem także wyłącznie cywilnych, w związku z tym spisywali oni wszystkie rodzaje akt: religijne, cywilne i mieszane cywilno-religijne.

Przyznam, że na razie na zapisy w treści dokumentu stwierdzające, że jest to dokument cywilno-religijny natrafiłam jednie w odpisach aktów metrykalnych sporządzanych do celów przedstawienia jako dokumenty towarzyszące aktom małżeństw czyli tzw. alegaty albo dowody do małżeństw.  Nie było to powszechne, ale niektórzy księża proboszczowie-urzędnicy cywilni skrupulatnie wpisywali do odpisu, jaki jest charakter aktu. Jako przykład wrzucam odpis metryki urodzenia nr 38 z 1830 z parafii rzymskokatolickiej w Mnichu załączony jako dowód do małżeństwa nr 6 z 1850 zawieranego w parafii ewangelicko-augsburskiej (luterańskiej) w Kutnie, gdzie w tytule czytamy, że jest to „Wyciąg Metryki Urodzenia z ksiąg cywilno-religijnych kościoła Mnich dekanatu gostynińskiego” (link do aktu, ale trzeba być zalogowanym do metryki.genbaza.pl). Na podstawie tego przykładowego dokumentu nie można bynajmniej stwierdzić, jakie było wyznanie rodziny zgłaszającej dziecko, a jedynie przy jakiej parafii wyznaniowej znajdował się urząd stanu cywilnego w Mnichu w 1830. Biorąc pod uwagę wielkość miejscowości była tam zapewne tylko jedna parafia a więc i jeden urząd stanu cywilnego. Dokument jest też poświadczony przez wójta gminy.

lut-kutno-alegata-1850-do-m-6-1850.jpg

Czy ma w ogóle jakieś znaczenie stosowanie poprawnego nazewnictwa dokumentów czy też posługiwanie się naprzemiennie nazwami – w przypadku chrześcijan – akt chrztu / akt urodzenia – jest wystarczające? Według mnie ma to istotne znaczenie, by posługiwać się nazwami, które określają poprawnie posiadany/badany dokument, gdyż pojemność informacyjna aktu religijnego i aktu cywilnego/cywilno-religijnego może być zupełnie różna. W Galicji nie ma to żadnego znaczenia, gdyż od momentu powstania urzędu stanu cywilnego (1782) dokumenty były tożsame i zawierały takie same informacje. Na terenach późniejszego Królestwa Polskiego ma to zasadnicze znaczenie. Ogromne znaczenie ma to też w Prusach czy na terenie zaboru pruskiego, gdyż dokumenty cywilne sporządzane w formie wypełnionego drukowanego formularza posiadały o wiele więcej informacji niż akty religijne z tych terenów.
Żeby zobaczyć, jaka jest różnica należy porównać dokument religijny i cywilny dla tego samego zdarzenia. W przypadku Królestwa Polskiego/zaboru rosyjskiego może to być akt chrztu i akt urodzenia sporządzony w przedziale od 1 maj 1808 do 31 grudnia 1825 a w zaborze pruskim w latach od 1 października 1874 do 1918.

Obszerny przykład dotyczący zarówno tego, czego poza imionami i nazwiskami dziecka oraz rodziców i datami możemy się dowiedzieć z zazwyczaj uboższych informacyjnie aktów chrztu i dla porównania z odpowiadającym im cywilnych aktów urodzenia z terenów Księstwa Warszawskiego czyli początków obowiązywania Kodeksu Napoleona, znajduje się w mojej książce Data urodzenia Fryderyka Chopina. Ewaluacja źródeł, analiza informacji, konkluzja. W Uzupełnieniu do tekstu właściwego podane są różne przykłady opisu ksiąg w Internecie i w archiwach, niezgodnego z zawartością ksiąg, oraz wynikające z tego potencjalne problemy dla genealogów.

Chciałabym, by wraz z rozwojem zainteresowania genealogią oraz zwiększającą się liczbą opracowań genealogii rodzinnych bazujących na źródłach a nie jedynie na indeksach, herbarzach czy nieudokumentowanych drzewach genealogicznych pobranych z Internetu, rosło rozeznanie co do charakteru wykorzystywanych do odtwarzania historii rodzinnych dokumentów metrykalnych i innych oraz poprawne ich nazywanie. W razie wątpliwości warto posługiwać się kopiami cyfrowymi dokumentów, co pozwoli bardziej doświadczonym poszukiwaczom biorącym udział w dyskusji zorientować się, do jakiego dokumentu się odnosimy, jeżeli nie potrafimy go sklasyfikować.
Typowo możemy mieć do czynienia z aktami wyłącznie religijnymi, cywilnymi, cywilno-religijnymi czy też ich odpisami – podany powyżej przykład jest odpisem cywilno-religijnego aktu urodzenia a nie samym aktem.

Grażyna Rychlik

5 II 2018

Czy z aktu zgonu można dowiedzieć się jaka była przyczyna zgonu?

Nawet po hasłach wyszukiwawczych, choć nie tylko, widać, że wiele osób poszukuje informacji o przyczynie zgonu, i jest to zrozumiałe. Oczywiście im głębiej wchodzimy w przeszłość, tym mniej dokładne czy też bardziej ogólne będą te przyczyny i w nowoczesnym rozumieniu medycyny mogą one być zbyt enigmatyczne jak na przykład określenie senecta (-ae) lub senectus (-utis), które po łacinie oznacza po prostu starość. Na starość umierało wiele osób, ale w zasadzie taka przyczyna śmierci nic nam nie mówi, a między innymi takie określenie można znaleźć w aktach zgonu.
Czasami przyczyna zgonu jest podana i będzie dla nas zrozumiała niezależnie od upływu czasu czy rozwoju medycyny. To, czy odnajdziemy informacje o przyczynie śmierci naszych przodków zależy od tego, skąd pochodzili oraz jakimi dokumentami dysponujemy.

Poniżej omawiam kilka przykładów z linkami do aktów zgonu, gdzie przyczyna śmierci jest podana lub nie.

Na chybił trafił pokazuję jako przykład jedną stronę z cywilnej (cywilno-religijnej) księgi zgonów (Liber mortuorum) z zaboru austriackiego z parafii rzymskokatolickiej katedralnej pw. NMP i św. Jana Chrzciciela w Przemyślu a tam z Księgi zgonów dla miejscowości Garbarze, Błonie oraz Wilcze i Przekopana, 1890-1902. (link do aktu, tam na przykład strona 287 z 1891). Tutaj widać, że oddzielna kolumna poświęcona jest na podanie przyczyny zgonu (Morbus et qualitas mortis). Nawet osoby nie znające łaciny łatwo odczytają i zrozumieją słowa angina i asthma. Słowa, które nic nam nie mówią, trzeba sprawdzić w słowniku.

Inny przykład pochodzi z religijnych ksiąg zmarłych parafii św. Krzyża w Warszawie na Krakowskim Przedmieściu. Link prowadzi do aktów zgonu z 1788 z księgi zgonów z lat 1775-1801. Przyczyn śmierci raczej nie podawano. Są za to informacje, gdzie osoba zmarła i gdzie została pochowana, co też może okazać się cenną wskazówką dla genealoga.

Powyższe przykłady pokazują między innymi, że przyczyny śmierci nie wpisywano do religijnych aktów zgonu. Zapisywano je natomiast w aktach cywilno-religijnych z terenów Galicji. Oczywiście, trzeba by sprawdzić więcej przykładów, by utwierdzić się w przekonaniu, że takie były zasady lub ewentualnie kiedy od nich odstępowano.

W przypadku, kiedy przyczyna śmierci nie jest podana są w zasadzie dwie sytuacje, kiedy można się jej domyślić. Jedną jest śmierć związana z urodzeniem dziecka, czy to matki czy dziecka czy obydwojga. Wtedy śmierć następuje blisko daty urodzenia dziecka, czasem tego samego dnia, czasem w ciągu kilku dni a nawet tygodni od urodzenia/porodu

Drugą jest epidemia lub jakaś klęska żywiołowa, której tragiczne skutki objęły obszar zamieszkania większy niż jedna wieś czy nawet kilka wsi w parafii. Oczywiście, łatwiej jest to zauważyć w parafiach wiejskich lub w małych miastach, gdyż w dużych miastach jest kilka parafii a na wielkość populacji a więc i zdarzenia metrykalne może mieć wpływ migracja ludności wynikająca z różnych przyczyn, nawet z konfliktów poza granicami kraju.
Jeżeli przyczyną śmierci była epidemia, to żeby to ustalić i potwierdzić, trzeba czasem sprawdzić taką informację w kilku miejscach. Czasem można po prostu sięgnąć do historii danej miejscowości. Innym nieskomplikowanym choć wymagającym trochę pracy sposobem jest analiza zapisów w księgach zgonów z kilku sąsiadujących ze sobą lat. Jeżeli są indeksy, to można ją przeprowadzić w oparciu o indeksy, jeżeli nie, trzeba po prostu przejrzeć akty.
Są dwie cechy, które mogą zaświadczać o zarazie lub innej klęsce żywiołowej jak powódź czy pożar, która dotknęła dużej części lub całej miejscowości a czasem nawet kilku wsi a nie tylko jednego domu i w której zginęło kilka osób. Pierwszą cechą jest znaczący wzrost liczby spisanych aktów zgonu w stosunku do średniej z lat poprzednich i kolejnych. Może to być wzrost o kilkadziesiąt procent, dwukrotny a czasami jeszcze większy. Drugą cechą rozpoznawczą jest to, że w bliskiej odległości czasowej zmarło kilkoro członków jednej rodziny. Taką analizę trzeba jednak przeprowadzić na przestrzeni kilku lat a nie tylko jednego roku +/– 1 rok.
Losowo mogło się zdarzyć, że w jednej rodzinie kilkoro (dwoje, troje) dzieci zmarło na nieuleczalną w danym czasie dziecięcą chorobę, którą pozarażały się od siebie nawzajem, ale choroba ta nie wyszła poza jeden dom i ani nie była skutkiem ani nie wywołała epidemii, losowo ucierpiała tylko jedna rodzina.

Zapisy w księgach mogą nas też czasem zadziwić. Nie dla szybkości naszych poszukiwań ale dla ich jakości warto jest czytać wszystkie akty. Do przeglądania każdego aktu po kolei zmusza nas brak indeksu w księdze lub w Internecie, ale przeglądanie wszystkich aktów na pewno się zwraca jeśli chodzi o całokształt poszukiwań. Nawet jeżeli w takiej kwerendzie szukamy tylko określonych nazwisk to i tak na pewno zdarzy się, że kilku potencjalnie choćby interesującym aktom poświęcimy nieco więcej uwagi. Wtedy właśnie mogą nam wpaść w oko różne ciekawe informacje, do których nigdy nie dotarlibyśmy, gdybyśmy kwerendę ograniczyli jedynie do sprawdzania indeksów w księdze lub w ogóle korzystali z indeksów elektronicznych, dostępnych w różnych bazach.

Ostatnio, przeprowadzając kwerendę w księgach stanu cywilnego z zaboru rosyjskiego/Królestwa Polskiego, w których brakowało indeksów i musiałam przejrzeć na każdy akt, w aktach zgonu natrafiłam na zapisy o przyczynie zgonu. Jest to wręcz niespotykane. Na podstawie wielu kwerend w aktach metrykalnych z tych terenów mogę przyjąć, że przepisy w Królestwie Polskim nie wymagały od urzędników stanu cywilnego wpisywania przyczyny śmierci do aktu w związku z tym w zasadzie nigdy takiej informacji nie wpisywano.
Późniejsze niż poniższy przykład pismo O aktach stanu cywilnego z 1858 (s.90) nie nakłada takiego obowiązku a w określonych przypadkach wręcz tego zakazuje.

0054

Ale – jak widać – mogło się to zdarzyć. Na podstawie tego jednego przykładu nie można sobie robić nadziei, że na takie zapisy łatwo jest natrafić, ale z drugiej strony trzeba pamiętać, że nie jest to niemożliwe i może się zdarzyć. Mianowicie, w księgach stanu cywilnego z parafii w Dobrzejewicach w pierwopisie aktów zgonu z lat 1826-1837 bardzo często pojawiają się informacje o przyczynie zgonu. W 1831 roku – a być może i w latach poprzednich lub/i kolejnych – przez niektóre miejscowości tej parafii przetoczyła się cholera. Informacje o śmierci z powodu epidemii pojawiły się w aktach zgonu (podaję link do księgi, jednakże portal genealogiawarchiwach.pl nie generuje linków, które prowadzą do konkretnej strony a jedynie do początku księgi; w linku trzeba odszukać rok 1831 a tam w menu po lewej stronie kliknąć na skan nr 10 i spojrzeć na akty 81 i 84, można oczywiście przejrzeć pozostałe strony, gdzie przykładów wpisania przyczyny śmierci do aktu jest więcej i dotyczą one nie tylko epidemii). Ponieważ linki nie otwierają bezpośrednio aktu, skopiowałam poniżej akt zgonu nr 81 z 1831, w którym czytamy, że „…umarła na cholerę Maryanna Magrowska, gospodyni tu w Dobrzejewicach zamieszkała lat 50 mająca…”.

RK Dobrzejewice Z 81 1831 zg na cholere

Bogactwo informacji zawartych w aktach metrykalnych, które często wykracza poza oczekiwane dane jak data i miejsce zdarzenia, nie przestaje zadziwiać. Dlatego warto jest w swoich poszukiwaniach wyjść poza dokumenty odnalezione w indeksach i przejrzeć oraz przeanalizować zarówno całą księgę jak i pozornie nie związane z naszymi poszukiwaniami akty, aby sprawdzić, czy nie dowiemy się w ten sposób czegoś więcej zarówno o naszych przodkach jak i o uwarunkowaniach w jakich przyszło im żyć.

Grażyna Rychlik

3 II 2018

Pod jakim nazwiskiem powinno się wpisywać zamężną kobietę do oprogramowania genealogicznego/tablicy genealogicznej?

Ostatnio coraz więcej osób korzysta z różnego rodzaju oprogramowania genealogicznego. Jest to świetny i polecany sposób porządkowania informacji genealogicznych o rodzinie. Łatwo jest też wygenerować z takiego oprogramowania tablicę genealogiczną, stąd coraz więcej takich tablic trafia także do Internetu.

Im więcej jest tablic tym częściej można zauważyć, że dla ich twórców – raczej niż dla oprogramowania (choć i twórcy oprogramowania mogą być za to odpowiedzialni) – nie jest do końca jasne, pod jakim nazwiskiem – panieńskim czy po mężu – powinno się wpisywać do oprogramowania/tablicy genealogicznej zamężne kobiety.

Zdaje się, że więcej problemów z decyzją pod jakim nazwiskiem należy wpisać kobietę do drzewa genealogicznego pojawia się, kiedy dopisujemy nowe osoby, o które „odkryliśmy” w trakcie kontynuacji poszukiwań lub kiedy wpisujemy osoby żyjące, które są od nas starsze, i które poznajemy już jako na przykład ciocię i wujka Wiśniewskich czy Jagodzińskich. Jeżeli ciocia jest siostrą któregoś z naszych rodziców, to o potwierdzenie nazwiska rodowego nie będzie trudno, ale jeśli będzie to dalsza rodzina, taka informacja może być trudniejsza do zdobycia i roboczo być może do oprogramowania wpiszemy ciocię pod nazwiskiem wujka.

Jak wpisywać nazwiska kobiet do oprogramowania/tablicy genealogicznej prawidłowo?

Jeżeli do oprogramowania wpisujemy jakąś rodzinę, to program sam generuje nazwiska dzieci. Weźmy przykładową rodzinę Jana Kowalskiego i Marianny z domu Malinowskiej po mężu Kowalskiej. Dzieciom tej pary niezależnie od płci oprogramowanie nada nazwisko Kowalski/Kowalska. Sama Marianna będzie wpisana do oprogramowania pod swoim nazwiskiem rodowym (czy też panieńskim) czyli Malinowska.

Załóżmy, że w tej rodzinie są dwie córki i dwóch synów. Kiedy córki wyjdą za mąż, to po prostu dopisuje się do nich małżonków, ale w drzewie genealogicznym/tablicy genealogicznej będą one zapisane pod nazwiskiem panieńskim, tak jak zostały wpisane początkowo, jako dzieci swoich rodziców.

Kiedy dwóch synów Kowalskich się ożeni, dopisane zostaną do nich żony, które w oprogramowaniu a więc i w tablicy genealogicznej pozostaną pod swoimi nazwiskami rodowymi/panieńskimi.

Drzewo genealogiczne czyli drzewo (lub tablicę) potomków najstarszego przodka (protoplasty) danego rodu rysuje się zawsze dla jakiejś konkretnej rodziny. W tym przykładzie będą to Kowalscy. Wszystkie osoby, które ożenią się z pannami Kowalskimi lub wyjdą za mąż za kawalerów Kowalskich (czyli w powyższym przykładzie mówimy i o Janie Kowalskim – ojcu i o jego dwóch synach) wejdą do tej rodziny i w oprogramowaniu oraz w drzewie/tablicy pozostaną one pod swoimi nazwiskami rodowymi.

Zdarza się i to nierzadko, że małżonki wpisywane są do drzewa genealogicznego pod nazwiskiem mężów czyli w tym przykładzie wpisano by Mariannę jako Kowalską. Jest to zapis nieprawidłowy. Likwidując nazwisko panieńskie kobiety ukrywamy informację o jej pochodzeniu. Niestety w drzewie genealogicznym danej rodziny nie ma możliwości dopisania rodziców kobiety, która weszła do tej rodziny (podobnie jak mężczyzny, który wszedł do danej rodziny). Po prostu dlatego, że z tej rodziny nie jest – jeżeli drzewo genealogiczne będzie rysowane dla tej drugiej rodziny, czyli w tym przykładzie dla Malinowskich, to tam znajdą się rodzice i pozostali przodkowie Marianny. Jeżeli kobieta jest z rodziny, dla której rysowane jest drzewo genealogiczne, to jej rodzice są widoczni – w omawianym przykładzie będzie tak z córkami Jana i Marianny. Kiedy kobieta wchodzi do rodziny męża to jej nazwisko rodowe jest w tablicy genealogicznej rodziny jej męża jedyną informacją o rodzinie tej kobiety.

Pojawia się też czasem zapis, który w miejscu nazwiska rodowego kobiety podaje obydwa nazwiska czyli w tym przykładzie byłaby to Marianna Kowalska z d. Malinowska lub Marianna z d. Malinowska Kowalska. Jest to również zapis nieprawidłowy. Tablica genealogiczna to nie jest dokument taki jak akt ślubu czy potwierdzenie wyboru nazwiska przy zawieraniu związku małżeńskiego. Tablica genealogiczna ma za zadanie pokazać rodowód danej osoby. Dlatego w drzewie genealogicznym wszyscy zapisani są pod swoimi nazwiskami rodowymi, mężczyźni pod swoimi a kobiety pod swoimi. Jeżeli interesuje nas osoba, która weszła do rodziny badanej, to musimy po prostu opracować drugie drzewo genealogiczne, które będzie dotyczyć tej drugiej, spowinowaconej z tą pierwszą rodziny.

Zdarza się, że małżonkowie mimo, że nie są blisko spokrewnieni a może i wcale, mają takie same nazwiska rodowe czyli na przykład Kazimierz Kowalski żeni się z Anną Kowalską. Wtedy nazwiska kobiety rodowe i po mężu będą identyczne. Trzymanie się zasady, że kobiety w drzewie genealogicznym zawsze zapisywane są pod nazwiskiem panieńskim pozwala w takiej sytuacji na odczytanie, że małżonkowie mają identyczne nazwiska rodowe a nie jest to umieszczenie kobiety w drzewie pod nazwiskiem męża.

Właściwa odpowiedź na postawione na początku pytanie jest więc taka, że kobiety w drzewie genealogicznym – niezależnie od stanu cywilnego oraz ilości zawartych małżeństw – zapisywane są zawsze pod swoim własnym nazwiskiem rodowym (zwanym też panieńskim).

Grażyna Rychlik

7 I 2018

Fryderyk Chopin a Fryderyk Skarbek

Ten rok w zasadzie rozpoczął się dla mnie od Fryderyka Chopina, z Fryderykiem Chopinem wypada więc ten rok zakończyć.

Nie było to może aż tak istotne w pracy nad książką o przedstawieniu dowodów potwierdzających, że Fryderyk Chopin – przynajmniej na podstawie zachowanych do dziś dokumentów – urodził się 22 lutego 1810, gdyż potwierdzenie daty mogłam oprzeć na wiarygodnych dokumentach wytworzonych w bliskiej odległości czasowej i geograficznej od czasu i miejsca urodzenia przyszłego kompozytora. Jednakże intrygowało mnie, jak sam Fryderyk Chopin odnosił się do Fryderyka Skarbka i czy kiedykolwiek nazwał go parrain lub swoim patronem. W poszukiwaniach odpowiedzi na to pytanie przyszedł mi w sukurs wydany w 2009 obszerny tom zawierający 88 utworów różnego rodzaju, określonych ogólną nazwą „korespondencja Fryderyka Chopina”. Są to listy do różnych osób, laurki, Kurier Szafarski a także nieliczna korespondencja do Fryderyka Chopina. Zachęcam do przejrzenia i przeczytania przynajmniej fragmentów utworów z tego tomu. Chopina świetnie się czyta, bo miał on wspaniałe poczucie humoru. Był także ciekawy świata, miał mnóstwo znajomych a jego wiedza o ludziach, o tym, co robią, gdzie przebywają itd. była naprawdę szczegółowa. Jego korespondencja to do pewnego stopnia kronika towarzyska jego środowiska. Są też elementy, które z dzisiejszego punktu widzenia możemy uznać za zabawne. Na przykład w początkowej korespondencji pojawia się zapisywanie języka francuskiego po polsku. Zapewne każdy znajdzie w listach czy innych formach coś co go zachwyci czy rozbawi a może i wzruszy.

Utwory opublikowane w tym tomie wybrałam do przeprowadzenia badania mającego na celu odnalezienie odpowiedzi na postawione powyższej pytanie. W tym celu musiałam odnaleźć wszystkie odniesienia do Fryderyka Skarbka, które znajdowały się w tekstach Korespondencji…. Wybrałam metodę na skróty, która polegała na tym, że zamiast czytać wszystkie teksty, posłużyłam się Indeksem osób i dzieł, znajdującym się na końcu niniejszego tomu. Tych odniesień było w sumie 21 z czego 15 dotyczyło przypisów a tylko 6 odnosiło się do samej korespondencji.

W tekstach Korespondencji… jest wiele odniesień do różnych członków rodziny Skarbków, którzy zostali wymienieni w indeksie. Zakładam, że identyfikacja osoby Fryderyka Floriana Skarbka (w dalszej części artykułu nazywanego Fryderykiem Skarbkiem) we wskazanych fragmentach została dokonana poprawnie przez autorów opracowujących tom.

Przeanalizowałam wszystkie sześć cytatów, które odnoszą się do Fryderyka Skarbka. Jak się okazało pochodzą one z listów do rodziny i przyjaciół z lat 1826-1829. Oczywiście pełna korespondencja się nie zachowała, nie sprawdzałam natomiast, czy istnieją inne teksty autorstwa Fryderyka Chopina z lat, które obejmuje ten tom (1816-1831), których w nim nie opublikowano. Być może badany materiał nie jest kompletny, ale na pewno reprezentatywny. Trudno jest stwierdzić, czy przed 1826 Fryderyk Chopin odnosił się w swoich tekstach do Fryderyka Skarbka – oczywiście jest to także możliwe.

We wszystkich sześciu listach Fryderyk Chopin odnosi się do Fryderyka Skarbka używając określenia „Skarbek” albo „pan Skarbek”. Nigdy nie pojawia się odniesienie do Skarbka, z którego można by było wywnioskować, że był on ojcem chrzestnym kompozytora – niektórzy autorzy przekonują, że taka była relacja między tymi dwoma panami. Natomiast dwukrotnie pojawia się kontekst, w którym Fryderyk Skarbek jawi się jako osoba wspierająca Fryderyka Chopina, raz przy odniesieniu do namówienia na koncert a raz gdy Fryderyk Chopin żałuje, że zapomniał zwrócić się do Skarbka z prośbą o list polecający. Niestety, przypisy nie wyjaśniają okoliczności „namówienia na koncert”, a szkoda. Można z tych dwóch przykładów wywnioskować, że Fryderyk Skarbek wspierał Fryderyka Chopina w działaniach prowadzących do rozwinięcia jego kariery za granicą. Zapewne obserwując rozwijający się talent chłopca, Fryderyk Skarbek postanowił pomóc mu wypłynąć na szersze wody zarówno towarzyskie jak i zawodowe, być może poprosili go o to rodzice kompozytora. Jednakże relacja obydwu panów nie wydaje się być bardzo zażyła lub sugerująca jakieś dodatkowe związki quasi rodzinne. Chopin w swoich listach pisał o wielu osobach, o Fryderyku Skarbku pisał w zasadzie tak samo, jak o innych, wszystkie listy zaludnione są ogromną ilością różnych pań i panów, z którymi Fryderyk Chopin pozostawał w relacjach towarzyskich. Wydaje się wielce prawdopodobne, że rodzina zaczęła określać Fryderyka Skarbka patronem swojego syna już po 1829 i dopiero, gdy młody kompozytor dotarł do Paryża, gdzie protekcja kogoś znanego polskim kręgom arystokratycznym na emigracji, była bardzo potrzebna, żeby wprowadzić Fryderyka na nie tylko polskie salony. Pozwoliłoby to uznać jego talent i pomóc Fryderykowi z tego talentu się utrzymać. W końcu stałym zajęciem zarobkowym kompozytora w Paryżu było udzielanie lekcji fortepianu, a jego uczniowie pochodzili z zamożnych rodzin. Zdaje się, że Chopinowie poza Fryderykiem Skarbkiem nikogo innego z kręgów arystokracji i tej rangi towarzyskiej nie znali tak dobrze jak przedstawiciela rodziny Skarbków. Nie wiadomo, czy sami o tę protekcję Skarbka poprosili czy była to prywatna inicjatywa Fryderyka Skarbka, co jest równie możliwe. Rodzi to pytanie, jaką rolę faktycznie odegrał Fryderyk Skarbek w pomocy Fryderykowi Chopinowi w zaistnieniu w Paryżu. Rola ta mogła być na tyle duża, że rodzina zaczęła odnosić się do niej w korespondencji z Fryderykiem Chopinem, czego wyrazem było używanie słowa parrain dla dodatkowego wyróżnienia Fryderyka Skarbka co miało być wyrazem zarówno świadomości tej roli jak i wdzięczności za okazaną synowi i bratu pomoc.

 

Poniżej cytuję pełne zdania, w których pojawia się osoba Fryderyka Floriana Skarbka, ale oczywiście można przeczytać pełne teksty, by utwierdzić się w kontekście tych wyjętych z całości fragmentów.

 

To tylko Ci wspomnę, że Akademicy nieśli go od Ś-go Krzyża aż do samych Bielan, gdzie chciał być pochowanym, że Skarbek miał mowę przy grobie, że trumnę jego obdarli z miłości i entuzjazmu, i że na pamiątkę i ja mam kawałek kiru, którym były poryte mary, na koniec, że 20 tysięcy ludzi aż do miejsca ciało odprowadzał.

Źródło: Fryderyk Chopin (Warszawa, Królestwo Kongresowe) do Jana Białobłockiego w Biskupcu, 12 lutego 1826 r., transkrypcja i dokument zdigitalizowany, [w:] Zofia Helman, Zbigniew Skowron, Hanna Wróblewska-Straus (oprac.), Korespondencja Fryderyka Chopina, t. I, 1816-1831, Warszawa 2009, s. 154.

 

Jak to tam pan Skarbek zjadł obiad, tego 3-go, co to ja miałem w projekcie, żeby z nim na wieś wyjechać?…Wszystkiego ciekawym jak Baba.

Źródło: Fryderyk Chopin (Kowalewo, Królestwo Kongresowe) do rodziny w Warszawie, 6 lipca 1827 r., transkrypcja i dokument zdigitalizowany, [w:] Zofia Helman, Zbigniew Skowron, Hanna Wróblewska-Straus (oprac.), Korespondencja Fryderyka Chopina, t. I, 1816-1831, Warszawa 2009, s. 222.

 

Skarbek jeszcze nie wrócił. Jędrzejewicz zostanie na rok w Paryżu.

Źródło: Fryderyk Chopin (Warszawa, Królestwo Kongresowe) do Tytusa Woyciechowskiego w Poturzynie, 9 września 1828 r., transkrypcja, [w:] Zofia Helman, Zbigniew Skowron, Hanna Wróblewska-Straus (oprac.), Korespondencja Fryderyka Chopina, t. I, 1816-1831, Warszawa 2009, s. 234.

 

Panu Skarbkowi za namówienie na koncert dziękuję, bo to już wstęp na świat.

Źródło: Fryderyk Chopin (Wiedeń, Cesarstwo Austrii) do rodziny w Warszawie, 13 sierpnia 1829 r., transkrypcja, [w:] Zofia Helman, Zbigniew Skowron, Hanna Wróblewska-Straus (oprac.), Korespondencja Fryderyka Chopina, t. I, 1816-1831, Warszawa 2009, s. 279.

 

Żałowałem, że mi nie przyszło na myśl pisać do p. Skarbka, prosząc o list do tego znakomitego uczonego.

Źródło: Fryderyk Chopin (Praga, Cesarstwo Austrii) do rodziny w Warszawie, 22 sierpnia 1829 r., transkrypcja, [w:] Zofia Helman, Zbigniew Skowron, Hanna Wróblewska-Straus (oprac.), Korespondencja Fryderyka Chopina, t. I, 1816-1831, Warszawa 2009, s. 284.

 

Hanka ucieszył się, żem mu dał wiadomość o panu Skarbku.

Źródło: Fryderyk Chopin (Drezno, Królestwo Prus) do rodziny w Warszawie, 26-27 sierpnia 1829 r., transkrypcja, [w:] Zofia Helman, Zbigniew Skowron, Hanna Wróblewska-Straus (oprac.), Korespondencja Fryderyka Chopina, t. I, 1816-1831, Warszawa 2009, s. 288.

 

Grażyna Rychlik

Warszawa, 30 grudnia 2017

To już ostatni wpis/artykuł w tym roku. Wszystkim czytelnikom „Praktykowania genealogii” życzę sukcesów w poszukiwaniach oraz wielu interesujących odkryć genealogicznych w Nowym Roku 2018!

Idą święta… ważny czas dla genealogów i historyków rodzinnych

Niestety w przedświątecznym wirze nie udało mi się napisać w ostatnim czasie kolejnego artykułu. Być może nadrobię to w przyszłym tygodniu a być może dopiero w nowym roku.

Zachęcam do zajrzenia do mojego przedświątecznego postu z ubiegłego roku, gdzie znajduje się także przepis na kompot z suszonych owoców mojej mamy (a zapewne także i jej mamy no i mojej prababci). Być może poszukujecie przepisów rodzinnych do porównania a być może jest to nowa „potrawa”, którą chcielibyście wypróbować w te święta.
W zeszłym roku kompot z suszonych owoców wywołał interesującą dyskusję na Facebooku, dzięki której okazało się, że wielu osobom jest on zupełnie nieznany jako potrawa wigilijna. Wszystko zależy od tego, z której części Polski się pochodzi.

 

WESOŁYCH ŚWIĄT A TAKŻE SZCZĘŚLIWEGO ORAZ PEŁNEGO WIELU INTERESUJĄCYCH ODKRYĆ GENEALOGICZNYCH NOWEGO ROKU 2018!

Choinka na blog light