Historie rodzinne. W poszukiwaniu publikacji prawie idealnej – kolejny przykład.

Ostatnio zauważyłam w Internecie książkę Antoniego i Jana Leopoldów pt. Historia Rodziny Leopoldów i Wspomnienia Antoniego Leopolda. Książka została wydana w 2016, nie jest to wiec nowa publikacja. Jej cena – nawet ta promocyjna na bonito.pl – jest po prostu zaporowa. Za 70-120 zł. (ceny promocyjna i regularna) można by się spodziewać tzw. cegły, twardej okładki i wszystkiego, co jest z tym związane. Książka faktyczne ma nieco ponad 200 stron, miękkie okładki, brak kolorowych zdjęć, więc z której strony by na to nie spojrzeć, jest bardzo droga.

Jednakże piszę o niej, gdyż dla osób, które rozważają opisanie historii własnej rodziny, jest to na pewno publikacja, z którą warto się zapoznać. Chodzi tu i o konstrukcję książki, i materiał ilustracyjny i połączenie opracowania rodzinnego z publikacją wspomnień.

Nie odnoszę się natomiast do samej treści, gdyż – ogólnie rzecz biorąc – jest to w takich opracowaniach w przeważającej części element subiektywny i nie ma pewności, czy inni autorzy, którzy pisaliby na ten sam temat – poza oczywiście tą częścią opracowania, która bazuje na wiarygodnym materiale źródłowym – napisaliby to samo, co ci pierwsi.

Sama rodzina też jest bardzo ciekawa. Historia rozpoczyna się od przodka, który w czwartej ćwierci XVIII przybył do Polski, i udało się ustalić, kim byli jego protoplaści. Rodzina wywodzi się ze Szwecji i prawdę powiedziawszy interesowałoby mnie poznanie tej części historii/genealogii tej rodziny. Być może autorzy przygotują drugą część poświęconą swoim szwedzkim a także niemieckim przodkom.

Opracowanie to jest na pewno próbą zbliżenia się do ideału. Wprawne oko znajdzie w niej wiele mankamentów, które w większości przypadków można by sklasyfikować jako niespójności w ramach całości publikacji. Kilka przykładów:

  • użycie w spisie treści w tytułach rozdziałów numeracji pokoleń w systemie d’Aboville’a, która to część tytułu rozdziału nie została użyta w tytułach rozdziałów już w samej książce,
  • ponumerowanie 6 pokoleń a faktycznie opisanych pokoleń jest więcej,
  • w niektórych przypadkach podawanie tylko imion bez nazwisk rodowych,
  • brak konsekwencji w korzystaniu z przyjętej konwencji rozplanowania zdjęć na stronie,
  • użycie innego kroju czcionki do opisów zdjęć,
  • niespójność w zapisie aktów metrykalnych jako źródeł informacji, jedną z niespójności jest podawanie albo niepodawanie miejsca przechowywania dokumentów
  • wprowadzenie „przypisów końcowych” numerowanych inaczej niż przypisy. Są to faktycznie transkrypcje dokumentów, myślę, że mogło to być jakoś inaczej nazwane.

I to czego brakuje najbardziej, to drzewo genealogiczne/tablica genealogiczna, która pozwoliłaby „ogarnąć” prezentowaną rodzinę. Niestety, mając do dyspozycji tylko opisowe rozdziały, jest to bardzo trudne do zrobienia, podsumowanie genealogii rodziny w postaci drzewa/tablicy byłoby bardzo pomocne.

No cóż, dowodzi to jedynie, że opracowanie historii własnej rodziny, to nie jest łatwe zadanie. Ale i tak książka ta według mnie plasuje się bardzo wysoko na liście publikacji prawie idealnych. Na koniec dodam, że jest bardzo ładnie opracowana. Wybrano ładną czcionkę, w tekście jest dużo światła, jest on bardzo przejrzysty, w związku z czym bardzo dobrze się czyta. Nie ma go niestety zbyt wiele, co jest pewnym rozczarowaniem, szczególnie jak odniesiemy całość do ceny książki.

Zachęcam do zapoznania się z tą bardzo interesującą publikacją, szczególnie osoby, które przymierzają się czy do opracowania czy do wydania historii swojej rodziny w bardziej zorganizowanej formie.

Grażyna Rychlik
26 I 2019
edytowany 27 I 2019

Reklamy

Minimum informacji w drzewie genealogicznym, jakie to informacje?

Ostatnio przeglądałam różne drzewa genealogiczne/tablice genealogiczne prezentujące zazwyczaj potomków jakiegoś rodu, które zostały opracowane na potrzeby prywatne, do prezentacji czy rodzinnych publikacji.
Wydaje mi się, że ich twórcy przede wszystkim cieszą się z ich objętości, mnogości pokoleń, krewnych, powinowatych, jak daleko można zajść wstecz oraz jak wiele można się dowiedzieć o współcześnie żyjących potomkach tych krewnych i powinowatych, szczególnie jeśli kontakt urwał się na przestrzeni rodzinnych dziejów. Często odnoszę wrażenie – choć nie sądzę, by był to cel takich opracowań – że ilość jest ważniejsza niż jakość.
Mogę się zgodzić z tym, że ważna jest graficzna a czasem nawet artystyczna strona przedsięwzięcia, choć większość drzew genealogicznych drukowana jest dziś przy użyciu elektronicznych programów genealogicznych, więc nie są one aż tak atrakcyjne dla oka. Jednakże nie jest dobrze, gdy informacje, które nadają takiemu drzewu/tablicy genealogicznej sens, są tak okrojone, że w zasadzie z drzewa genealogicznego poza samymi imionami i nazwiskami antenatów oraz ułożeniem ich w pokolenia niewiele się dowiadujemy.

Sięgnęłam do Wikipedii i tam w podstawowym haśle „drzewo genealogiczne” znalazłam wersje cyfrowe dwóch drzew genealogicznych, które dla niektórych rodzinnych genealogów na pewno wydadzą się bardzo atrakcyjne dla oka, szczególnie to z XVI w. Obydwa drzewa znajdują się w wolnym dostępie, więc obydwa w wersji cyfrowej kopiuję do tego artykułu.

900-158_ahnentafel_herzog_ludwigPierwsze to Ahnentafel von Herzog Ludwig (1568-1593), wywód przodków księcia Ludwika Wirtemberskiego, wykonany w formie drzeworytu w 1585, tu w wersji cyfrowej. Oryginał znajduje w Landesmuseum Württemberg w Stuttgarcie. Nie widzę nigdzie w opisie, jakie są wymiary tego drzeworytu, ale w wersji cyfrowej napisy są w zasadzie nieczytelne. Być może znajdują się tam jakieś daty i nazwy miejscowości, ale trudno jest to stwierdzić jednoznacznie mając do dyspozycji wersję zdigitalizowaną tak słabej jakości. Czytelne są przynajmniej herby, łatwo odnaleźć herb Polski oraz herb rodziny Habsburgów. Ten wywód przodków jest spektakularny, pokazuje kunszt szesnastowiecznych artystów, ale i przedstawione rodziny nie są tuzinkowe, w tamtych czasach niewiele osób mogłoby pozwolić sobie na taką prezentację przodków. Dziś, zapewne nie w formie drzeworytu, ale w wersji malarskiej można byłoby zlecić wykonie drzewa genealogicznego (przedstawiającego wywód przodków, czy potomków rodu) w takiej konwencji czy to na płótnie lub papierze czy bezpośrednio na ścianie, którą chcielibyśmy udekorować w ten sposób.

gans_stammbaum_habsburg_badenDrugie drzewo nie jest już tak spektakularne, ale także ciekawe. Opis nie podaje dokładnie, czyjej genealogii to drzewo dotyczy. Faktycznie jest to wywód przodków księcia Ernesta Żelaznego (1377-1424) (łac. Ernestus Ferreus – i ze względu na to, że drzewo jest opracowane po łacinie, w drzewie imiona te podane są w tym języku, niem. Ernst der Eiserne), ojca cesarza Fryderyka III Habsburga. Drzewo to (nr 13) pochodzi z drugiego wydania (1638) książki Johannesa Gansa: Arboretvm genealogicvm annotationibvs in arbores singvlas illvstratvm exhibens omnes fere imperii principes Evropae hodie reges linea recta descendentes a Rvdolpho I. Imperatore Köln, apvd Ioannem Kinchivm. Nie zawiera ono żadnych informacji poza imionami i przydomkami protoplastów cesarza Fryderyka III Habsburga od strony ojca. Oczywiście patrzymy na jedną tylko tablicę z całej publikacji i być może po zapoznaniu się z całym dziełem Gansa okaże się, że osoby z drzewa są w niej dokładnie opisane, ale z tego drzewa genealogicznego niewiele możemy się dowiedzieć na ich temat.

Dzisiejsze drzewa genealogiczne, czy to „anentafle” czy potomków rodu, drukowane z programów elektronicznych nie są tak dopracowane od strony graficznej, ale wszystkie te drzewa (z przykładów i wiele współczesnych) łączy jedna cecha, a mianowicie skąpość informacji w samej tablicy.

Oczywiście, można się nie zgodzić z tymi przykładami jako ilustracją do tematu artykułu, tłumacząc, że chodzi o schemat, efekt wizualny albo że porównuję przykłady z przeszłości z czasami współczesnymi lub że są to genealogie wielkich rodów a nie zwykłych ludzi. To prawda, ale po co tworzyć drzewo genealogiczne, jeżeli nie będzie w nim informacji, które pozwolą nam dowiedzieć się czegoś na temat genealogii danej rodziny poza samymi imionami antenatów, ile kto miał dzieci/rodzeństwa oraz ile pokoleń danej rodziny udało się ustalić.

A zatem, nawet jeśli pominiemy kwestię podawania źródeł informacji genealogicznych, jakie informacje powinny się znaleźć w drzewie genealogicznym, żebyśmy mogli się czegoś dowiedzieć o zamieszczonych w nim osobach już z samego drzewa oraz by było ono wiarygodne – tzn. żebyśmy na własną rękę mogli znaleźć źródła tych informacji? Problemem w drzewach genealogicznych nie są informacje jako takie tylko niewielka ilość miejsca na ich zapisanie. Jakie informacje powinniśmy uznać za niezbędne minimum? W zasadzie są dwie: data zdarzenia i miejsce zdarzenia. Z jakichś przyczyn miejsce zdarzenia jest często pomijane, choć stanowi ono integralną część informacji genealogicznej, sama data nie wystarczy.

Jeśli chodzi o datę, minimum informacji to rok zdarzenia. Jeżeli jest miejsce lepiej byłoby podać pełną datę dzienną, jeżeli tylko jest znana. Jeśli nie, można się posiłkować informacjami „około”.

Druga informacja to miejsce zdarzenia. Przy każdej dacie powinno być podane miejsce urodzenia, ślubu, zgonu.

Jeśli chodzi o pomoc w uwiarygodnieniu informacji z drzewa genealogicznego/tablicy genealogicznej to podanie nazwy miejsca zdarzenia może być niewystarczające do identyfikacji tego miejsca.
O ile ślub odbywa się w zasadzie w tym samym miejscu, w którym sporządzany jest akt ślubu (poza wyjątkowymi sytuacjami jak na przykład ślub mojej babci, który odbył się w jednym mieście, a akt został spisany w drugim, w tym, z którego pochodził ksiądz udzielający ślubu, który w tym celu pojechał na tzw. delegację) o tyle urodzenia i zgony czasem miały miejsce w miejscowościach innych niż te, gdzie spisano akty metrykalne, a do lokalizacji źródeł przydałoby się znać miejsce sporządzenia dokumentu, który był źródłem danej informacji.

Jedną z możliwości mogłoby być dookreślenie lokalizacji miejscowości czy to przez podanie nazwy miejscowości, gdzie sporządzano akty metrykalne, lub określenie administracyjne jak nazwy gminy i powiatu. Tu też trzeba by się zdecydować, czy którego podziału administracyjnego się trzymać, historycznego (co też nie jest jednoznaczne) czy współczesnego. Ale prawdą jest też, że w drzewie genealogicznym rzeczywiście nie ma miejsca na zbyt szczegółowy opis miejscowości, który pozwoliłby na jej zlokalizowanie.

Dlaczego określenie, gdzie znajduje się dana miejscowość jest istotne? Jeżeli oglądamy drzewa genealogiczne innych osób, to łatwiej jest nam przyjąć, że po prostu nie znamy wymienionych miejscowości. Jeżeli analizujemy drzewa genealogiczne naszych przodków a opracowane przez kogoś innego (choćby kogoś z naszej rodziny, kto takie opracowanie przygotował), geograficzne pochodzenie może być dla as dużym zaskoczeniem. Po prostu może się okazać, że nie wiedzieliśmy nic o terenach z których pochodzili nasi przodkowie, albo z miejscem pochodzenia kojarzyliśmy zupełnie inne miejscowości, a przynajmniej jest prawdopodobne, że my mieszkamy dziś zupełnie gdzie indziej niż tereny, nawet część Polski, z której nasi przodkowie pochodzili. Znowu przykład z mojej własnej genealogii. W wyniku moich poszukiwań okazało się, że moja prababcia, o której zawsze wiedziałam, że mieszkała w Zawierciu, faktycznie urodziła się w Gilinie koło Płocka. Kiedy to odkryłam, było to dla mnie dużym zaskoczeniem.

Jak znaleźć kompromis między podawaniem miejsca zdarzenia genealogicznego z ograniczeniem miejsca w drzewie genealogicznym na rozbudowaną informację na ten temat? Można pozostać przy podaniu nazwy jednej miejscowości, tej w której faktycznie dane zdarzenie miało miejsce. Dodatkowo – jeżeli miejscowości jest dużo – można przygotować alfabetyczną listę wymienionych w drzewie genealogicznym miejscowości, gdzie przy każdej miejscowości znajdzie się jej opis, dłuższy czy krótszy, który pozwoli na przynajmniej podstawową orientację, gdzie ta miejscowość się znajduje. Najlepiej mieć ją do wglądu w kilku egzemplarzach.

Dobrym przykładem jest wspomniane przeze mnie Gilino, miejscowość o której istnieniu nigdy nie wiedziałam, dopóki nie odkryłam jej związków z historią mojej rodziny. Myślę, że dla większości osób jest to nazwa enigmatyczna i na samej jej podstawie na pewno nie wyobrazimy sobie, gdzie się ona znajduje. Potrzebne są dodatkowe informacje, choć w przypadku Gilina jest nieco łatwiej, gdyż na dziś jest tylko jedna miejscowość o tej nazwie w Polsce. Ale są miejscowości, które mają popularne nazwy i jest ich w Polsce 20, 30, 100 itd. Wtedy bez dodatkowych informacji nie będziemy wiedzieli, gdzie szukać dokumentów, albo po prostu skąd dana osoba pochodziła.

W przypadku – co się czasem zdarzało – gdy wszystkie zdarzenia miały miejsce w jednej miejscowości – choćby w jakimś przedziale czasowym – można taką informację wpisać gdzieś na marginesie drzewa genealogicznego, by nie powielać wszędzie nazwy tej samej miejscowości. Jeżeli miejscowości było kilka to można na marginesie tablicy genealogicznej stworzyć legendę z opisem, gdzie te miejscowości się znajdują, a nawet zamieścić mapkę poglądową.

Podsumowując, jakie informacje składają się na podstawowe minimum dla każdej pojedynczej osoby z drzewa genealogicznego:

  • imię,
  • nazwisko rodowe (jest to szczególnie istotne jeśli chodzi o kobiety zamężne, gdyż czasami wpisywane są one do drzewa genealogicznego pod nazwiskiem rodowym męża a nie własnym; czasami rzeczywiście zdarzały się takie sytuacje, że małżonkowie mieli identyczne nazwiska rodowe, ale w większości przypadków nazwiska rodowe małżonków są inne),
  • rok zdarzenia (UMZ),
  • miejsce zdarzenia (UMZ).

Jeżeli pominiemy, którąkolwiek z tych informacji, to drzewo genealogiczne nawet jeżeli graficznie będzie piękne, będzie niekompletne a tym samym informacje w nim zawarte będą niewystarczające do zapoznania się z genealogią danej rodziny.

Pamiętajmy też, by każde drzewo miało w nagłówku tytuł, który będzie zawierał jakieś odniesienie do nazwiska rodowego czy protoplasty rodu, czy osoby, której wywód przodków został przedstawiony (w zależności od tego, co dane drzewo genealogiczne przedstawia) czyli np. Przodkowie Jana Kowalskiego, Drzewo genealogiczne rodziny Kowalskich, Potomkowie Ksawerego Kowalskiego (ur. ok. 1760) z Jedlni itd.

Dobrze jest też gdzieś w widocznym miejscu oraz przy użyciu czcionki wystarczająco dużej i czytelnej podać imię i nazwisko autora drzewa genealogicznego oraz jego dane kontaktowe – na przykład adres emailowy.

Grażyna Rychlik
26 I 2019

Genealogia Praktyczny Poradnik dziś z Gazetą Wyborczą

Z pewnym opóźnieniem, ale mam nadzieję, że nie jest jeszcze dla wszystkich za późno… (sama przed chwilą pobiegłam do kiosku, żeby dodać tę publikację do kolekcji publikacji o tematyce genealogicznej, które ukazują się w Polsce….)

…informuję, że dziś w Gazecie Wyborczej jest dodatek na temat genealogii, który będzie na pewno interesujący dla tych, którzy rozważają poszukiwania na własną rękę, a nie wiedzą, jak się do tego zabrać. Artykułów jest tylko kilka, nie są przeładowane, więc nie przytłoczą nas zbyt dużą ilością wiedzy a raczej praktycznym podejściem do tematu.

Dużą zaletą jest publikacja informacji o stronach internetowych oferujących zarówno materiały archiwalne przydatne do poszukiwań genealogicznych w wersji zdigitalizowanej jak indeksy akt metrykalnych. Dziś w wielu przypadkach możemy „coś znaleźć” (a czasem bardzo dużo!) w zasadzie bez wychodzenia z domu.

Jest też jednorazowy rabat na zakupy w jedynym sklepie który oferuje szeroką gamę produktów każdego rodzaju (książki ale i biżuterię tematyczną) przydatnych dla genealogów niezależnie od ich stopnia zaawansowania w poszukiwaniach, mianowicie w GenoGalerii.

Link do informacji o poradniku

a także link fimu na YouTube:

 

Grażyna Rychlik
17 I 2019

 

Genealogiczne postanowienia noworoczne

W przeszłości starałam się realizować swoje plany w 100%. Obecnie realizacja na poziomie 50% całkiem mnie satysfakcjonuje zarówno jeśli chodzi o plany jakiekolwiek jak i konkretnie o plany genealogiczne.

Zrobienie listy postanowień noworocznych jeśli chodzi o postępy w opracowywaniu genealogii rodzinnych może być dobrym rozwiązaniem w ogóle, gdyż zarówno pozwoli nam ustalić, ile pracy udało nam się już wykonać, a ile jest jeszcze przed nami. Oczywiście opracowywanie genealogii rodzinnych to zadanie, którego w zasadzie nie można nigdy ukończyć ze względu na zarówno nowe pokolenia oraz kolejne zdarzenia genealogiczne w rodzinie jak i odkrywanie nieznanych zdarzeń genealogicznych z przeszłości. Ale zawsze możemy postanowić sobie zbadać dokładniej jakąś konkretną gałąź czy jakąś konkretną mniej zbadaną do tej pory linię.

W jednej linii moich przodków dominowali szewcy i staram się działać na przekór powiedzeniu, że „szewc bez butów chodzi”. Nie było to moim założeniem na ten rok, ale udało mi się wreszcie (!) przygotować opracowanie dla moich krewnych dotyczące historii i wybranej genealogii mojego pradziadka Jana Dołeckiego. Zamierzałam to zrobić od dawna i daty odnalezienia dokumentów (2013) same mówią za siebie, że długo zwlekałam z realizacją tego planu. Jest to więc nieplanowane na ten rok ale zaległe i zrealizowane postanowienie!

W tym roku dzięki „Genetece” i badaniom genealogii genetycznej udało mi się powrócić do kilku linii moich bliskich krewnych. Jedna to Lipińscy, przodkowie mojej prababci Konstancji z Lipińskich Dołeckiej. Już jestem bliska pewności, że część dokumentów znajduje się w brakujących księgach z Nowego Miasta n. Soną, ale wiele informacji powinno mi się udać odnaleźć w dokumentach późniejszych z innych parafii.
Marzę też o odnalezieniu aktu zgonu mojej praprababci Balbiny z Krajczyńskich Dołeckiej, choć może on się jeszcze znajdować w Urzędzie Stanu Cywilnego. Chciałabym też odnaleźć więcej informacji o jej rodzeństwie.
Kolejna rodzina to Borowi z Wielgiego, parafia Stoczek Węgrowski. Moja prababcia Apolonia z Borowych Rychlik była pierwszą żoną mojego pradziadka, zmarła dość wcześnie i jej historia została nieco zapomniana. Dzięki „Genetece” odkryłam mnóstwo jej rodzeństwa, nie mówiąc już o potomkach jednej siostry, którzy do dziś mieszkają w USA. Chciałabym więc opracować dokładną genealogię i tej linii moich przodków.
Na razie zadowolę się zebraniem materiałów i skopiowaniem aktów metrykalnych z zasobów zdigitalizowanych. Bardziej całościowe opracowanie to będzie postanowienie na rok kolejny lub lata następne.

Wciąż marzę o odnalezieniu zdjęcia pradziadka Jana Dołeckiego, ale może mi się to nie udać, jeśli nie uda mi się nawiązać kontaktu z potomkami jego rodzeństwa, którzy takie zdjęcie mogą posiadać. Zdjęcie może w ogóle nie istnieć, więc to jest życzenie, które może się okazać marzeniem nie do zrealizowania.

Chciałabym też powrócić do moich Szaniawskich, rodziny z okolic Radomia i przygotować jej obszerniejsze opracowanie.

To są moje plany genealogiczne na najbliższy rok i zapewne na lata kolejne.

Jeśli chodzi o „Praktykowanie genealogii” to nie wiem, czy w 2019 uda mi się dotrzymać tempa pisania artykułów z 2017. 2018 był rokiem mniejszej ilości artykułów, co spowodowane było poświęceniem mojego czasu na napisanie kolejnej książki, o której niebawem ukaże się informacja. Będzie to książka w ramach serii „Praktykowanie genealogii”. Planuję też kolejną książkę z tej serii, ale zapewne ten plan będę realizować dopiero w 2020. Mimo tego artykuły i podstrony tego blogu były czytane i odwiedzane przez ponad dwa razy tyle osób co w roku poprzednim. To prawda, że w tej chwili artykułów i poruszanych w nich problemów znajduje się na blogu o wiele więcej niż choćby w 2016 czy 2017, ale przypuszczam, że wzrost czytelnictwa jest także dowodem na to, że genealogia staje się coraz bardziej popularna a niektórzy genealodzy czy to początkujący czy bardziej zaawansowani poszukują odpowiedzi na wiele pytań, które zadają sobie podczas poszukiwań czy pisemnego opracowywania genealogii rodzinnych. Mam nadzieję, że odpowiedzi na przynajmniej niektóre z nich mogą znaleźć na tym blogu. W tym roku nie otrzymałam żadnych pytań czy próśb o opisanie jakiegoś tematu, więc zakładam, że to, co piszę jest przydatne.
Chciałabym szczególnie bardzo podziękować Paulinie za jej bardzo ciekawe pytania, uwagi oraz przykłady z własnych genealogii rodzinnych, którymi komentuje moje posty a które to komentarze są cennym wkładem w dyskusję na poruszane tematy a w szczególności tematykę zapisu genealogicznego, ubytku przodków, budowaniu drzew genealogicznych itp.
Wszystkim czytelnikom, którzy skomentowali moje posty dziękuję za te komentarze.

Kiedy w sierpniu 2018 podsumowywałam 2 lata istnienia bloga wspomniałam o czytelnikach czytających blog w 39 krajach. Dziś zamykam rok z czytelnikami w 51 krajach. Do tych najbardziej egzotycznych lub niespodziewanych, które doszły w międzyczasie, należą Gruzja, Chile, Kuwejt, Mołdawia, Nowa Zelandia, Kolumbia, Indie i Serbia. Być może były to przypadkowe odwiedziny bloga a być może czytelnicy z Polski podróżują do coraz to bardziej odległych i interesujących krajów, a może współcześni Polacy-emigranci coraz chętniej interesują się historią swoich przodków.
Jeżeli czytacie tego bloga na wakacjach to jest mi miło, że moje artykuły mogą być także wakacyjną lekturą!

Dwa zagadnienia niezmiennie wydają się przyciągać większą uwagę. Jedno to, czy akt zgonu zawiera informacje o przyczynie zgonu a drugie to, pod jakim nazwiskiem wpisywać kobietę zamężną do drzewa genealogicznego. Cieszy mnie przede wszystkim zainteresowanie tym drugim problemem, gdyż widziałam wiele błędów w tej kwestii w drzewach genealogicznych.
Nie sam temat jakim jest przyczyna zgonu, ale akty zgonu same w sobie zaczynają mnie coraz bardziej fascynować. Jeden z kolejnych artykułów będzie poświęcony tej tematyce.

Jeśli chodzi o kraje, w których czytany jest ten blog to czołówka pozostaje niemalże niezmienna. Oczywiście najwięcej (79%) czytelników w tym roku czytało blog w Polsce. Kolejne kraje to USA (12%), Niemcy, Wielka Brytania, Hong Kong, Francja, Kanada, Ukraina i Norwegia.

Wszystkim czytelnikom, zarówno tym stałym jak i tym na wakacjach, czy po prostu przypadkowym dziękuję za odwiedzanie bloga „Praktykowanie genealogii” oraz czytanie moich wpisów i artykułów czy też powracanie do niektórych z nich. Mam nadzieję, że są one przydatne w praktykowaniu genealogii lub zachęcają do opracowania genealogii przodków!

Dziękuję też wszystkim, którzy promują tę stronę i blog oraz moje artykuły!

Zachęcam też wszystkich do złożenia sobie przynajmniej pewnych genealogicznych zobowiązań noworocznych, co być może w ciągu roku zmobilizuje Was, by trochę czasu poświęcić na nowe poszukiwania lub opracowanie zgromadzonych już materiałów tak, byście mogli podzielić się waszą wiedzą genealogiczną z krewnymi oraz innymi genealogami.

Grażyna Rychlik
31 XII 2018

 

W jakiej kolejności Brzuszkiewicze, Jędrzejewscy (Andrzejewscy) i Dołeccy dotarli do Ameryki i czego można się dowiedzieć z informacji zawartych na listach pasażerskich (ang. ship manifests). Dziś mija 110 rocznica wyjazdu mojego pradziadka Jana Dołeckiego do Ameryki.

Na wstępie muszę powiedzieć, że informacje dotyczące historii wyjazdu mojego pradziadka Jana Dołeckiego do Ameryki w 1908 długo pozostawały nierozwiązaną zagadką czy też tajemnicą rodzinną. Być może sama kiedyś dotarłabym do wielu informacji na ten temat, ale dzięki z jednej strony zainteresowaniu tematem a z drugiej bezinteresowną pomocą trójki moich klientów z USA, stało się to o wiele szybciej. Dziękuję w tym miejscu Lindzie, Susan i Davidowi, którzy niezależnie od siebie przyczynili się do poznania przeze mnie historii, której tylko fragment tutaj opiszę.

Dziś mija dokładnie sto dziesięć lat od dnia, w którym mój pradziadek Jan Dołecki wsiadł w Bremie na statek S.S. „Rhein” i wyruszył w podróż do Baltimore.USS_Susquehanna_(ID-3016) light Zdjęcie statku pochodzi ze źródeł amerykańskich, kiedy pływał już pod banderą tego kraju i nazywał się USS Susquehanna – przy okazji odkryłam ciekawą historię tej jednostki. Statek z pradziadkiem na pokładzie wypłynął 19 grudnia 1908 i dotarł do Baltimore 6 stycznia 1909. Podróż trwała 18 dni i była dłuższa niż podróż do Nowego Jorku, zapewne także dlatego, że trasa była dłuższa. Miastem docelowym tej podróży był faktycznie Pittsburgh w stanie Pensylwania i łatwo zauważyć, że miasto Baltimore posiadało port położony najbliżej Pittsburgha, z czego wnioskuję, że podróż ta była dobrze przemyślana i zaplanowana. Jan Dołecki z Ameryki nigdy nie powrócił, nie zdążył też sprowadzić swojej żony i dwóch córek. Historia jego rodziny miała się potoczyć inaczej, a mianowicie tak, jak się faktycznie potoczyła, czyli w Polsce a nie w Ameryce.

Jednym z dokumentów, który zaświadcza o tej podróży jest lista pasażerów statku S.S. „Rhein”. Znajdują się na niej dwie istotne informacje, pierwszą jest adres kontaktowy najbliższej rodziny w Polsce a w tym przypadku był to warszawski adres pradziadków przy ulicy Kaczej. Drugą informacją były początkowo nic nie mówiące imię i nazwisko (a także adres zamieszkania w Pittsburghu) osoby, do której podróżował pradziadek, mianowicie Paweł Brzuszkiewicz.

Dzięki odnalezieniu list pasażerskich dokumentujących wyjazdy do Ameryki szwagra Jana Dołeckiego, Wincentego Andrzejewskiego, w 1905, oraz jego siostry, Heleny z d. Dołeckiej Andrzejewskiej, z dziećmi było możliwe odtworzenie kolejności wyjazdów członków tych trzech rodzin (Brzuszkiewiczów, Jędrzejewskich/Andrzejewskich i Dołeckich) do USA. Dzięki nieustającemu wsparciu „Geneteki” było możliwe ustalenie lub potwierdzenie powiązań rodzinnych między Pawłem Brzuszkiewiczem a Wincentym Andrzejewskim i Janem Dołeckim. Paweł Brzuszkiewicz był faktycznie szwagrem Wincentego, podobnie zresztą jak Jan Dołecki. Paweł Brzuszkiewicz pierwszy wyjechał do USA i zarówno Wincenty jak i Jan podali Pawła jako osobę, do której wybierali się w Pittsburghu. Poniżej w tabeli podaję kolejność wyjazdów członków tych rodzin.

Osoba port w Europie

data wypłynięcia

port w USA

data przypłynięcia

do kogo wyjazd? źródło
Jan Brzuszkie-
wicz

po 1 lutego 1891

przed 3 kwietnia 1905

 

na razie nie
ustalono

lista pasażerów dot.
Wincentego
Andrzejewskiego(1905)
Wincenty Andrzejew-ski Brema
17 marca 1905
Baltimore
3 kwietnia 1905
Paweł
Brzuszkiewicz
(szwagier)
lista pasażerów
(1905)
Jan Dołecki Brema
19 grudnia 1908
Baltimore
6 stycznia 1909
Paweł
Brzuszkiewicz
(szwagier męża siostry)
lista pasażerów
(1908/1909)
Helena Andrzejew-
ska z córkami
Brema
21 października
1909
Baltimore
5 listopada 1909
Wincenty
Andrzejewski
(mąż)
lista pasażerów
(1909)

Przy okazji tej historii dodam kilka słów na temat podawania listy pasażerskiej jako źródła informacji genealogicznej. W wersji angielskiej można takie źródło zapisać w następujący sposób:

Manifest, S.S. Rhein, 6 January 1909, stamped p. 10, line 1, Jan Dolecki, age 35, „Passenger Record,” digital images; Ancestry.com Operations, Inc. (www.ancestry.com : accessed 12 April 2013).

Problem z takim zapisem źródła w tekstach pisanych w Polsce polega na tym, że osoba nie znająca języka angielskiego może nie rozumieć tego zapisu. O ile data odczytu informacji może być oczywiście zapisana w języku polskim, to przetłumaczenie pozostałej treści na język polski spowoduje, że nie będzie to już treść adekwatna do tej zawartej w źródle ze względu na język zapisu dokumentu. To znaczy, znaczenie słów będzie takie samo, ale w dokumencie nie ma faktycznie zapisu dat czy nazw w języku polskim. Widać też, że data podana w źródle to data wpłynięcia do portu amerykańskiego a nie wypłynięcia z portu europejskiego, choć nie jest to nigdzie zaznaczone. Przy tych wszystkich ograniczeniach i niedoskonałościach zapis takiego źródła w języku polskim mógłby wyglądać następująco:

Lista pasażerów, statek S. S. “Rhein”, port docelowy: Baltimore, data wpłynięcia do portu: 6 stycznia 1909, nr strony stemplem: 10, nr na liście: 1, Jan Dołecki, wiek 35 lat, dokument zdigitalizowany, Ancestry.com Operations, Inc. (www.ancestry.com), dostęp: 12 kwietnia 2013.

Źródła
Manifest, S.S. Rhein, 6 January 1909, stamped p. 10, line 1, Jan Dolecki, age 35, „Passenger Record,” digital images; Ancestry.com Operations, Inc. (www.ancestry.com : accessed 12 April 2013).
RzK Łopacin, asc M 5 / 1895 Jan Dołecki i Konstancja Lipińska.
RzK Sońsk, asc M 14 / 1891 Paweł Brzuszkiewicz i Józefa Jędrzejewska.
RzK Nowe Miasto (n. Soną), asc M 6 / 1900 Wincenty Jędrzejewski i Helena Dołecka.
Zdjęcie statku S.S. „Rhein” / USS „Susquehanna” [w:] https://en.wikipedia.org/wiki/USS_Susquehanna_(ID-3016)

Grażyna Rychlik
19 XII 2018

Ostatni dzwonek na genealogiczne prezenty świąteczne

Wiele osób docenia samodzielnie wykonane prezenty, choć nie zawsze mamy do przygotowywania prezentów samemu talent.

Jeśli chodzi o genealogię można pójść na pewne skróty i na przykład skorzystać z oferty GenoGalerii. Najprawdopodobniej nie znajdziemy tam opracowań naszych własnych genealogii ale powinniśmy trafić tam na materiały, które mogą nam w przygotowaniu takiego opracowania pomóc. Znajdziemy też „gadżety” genealogiczne, które mogą być miłym akcentem genealogicznym nawet jeśli nasze prezenty świąteczne zdominuje tematyka inna niż genealogia.

Jeżeli chcemy samemu opracować historię jakiejś linii naszych przodków lub choćby jednego pokolenia interesującej nas rodziny a być może tylko jednej osoby czy to na prezent mikołajkowy czy też pod choinkę, to jest to już chyba ostatni moment, żeby się do tego zabrać.

Prościej jest, jeżeli mamy zgromadzony materiał i pozostaje go jedynie uporządkować i być może opracować mniej lub bardziej szczegółowy opis prezentowanej rodziny. Gorzej (jeśli chodzi o czas), jeśli trzeba przeprowadzić poszukiwania. Pomóc mogą oczywiście bazy indeksów jak „Geneteka”, choć dopóki do nich nie zajrzymy, trudno przewidzieć, czy akty metrykalne dotyczące opracowywanych przez nas rodzin zostały już w nich zindeksowane czy nie. Jeżeli poszukiwania trzeba będzie przeprowadzić samemu bez wspomagania jakim są bazy indeksów, to może się okazać, że czasu, który pozostał do świąt może nam nie wystarczyć nawet jeśli od razu zabierzemy się do pracy.

Czasami przedsięwzięcie, które chcielibyśmy przeprowadzić, może się okazać zbyt karkołomne na wykonanie go w tak krótkim terminie. Może trzeba będzie ograniczyć prezentację do jednej rodziny lub jednego tematu. Na co możemy się zdecydować?

Możemy opracować album z wybranymi zdjęciami rodzinnymi z dobrze opracowanymi opisami zarówno w wersji elektronicznej jak i w postaci wydruku, który może okazać się przedmiotem ciekawych rozmów przy wigilijnym stole.

Możemy wybrać do prezentacji historię jednej osoby, która w jakiś szczególny sposób zapisała się w historii naszej rodziny.

Możemy zdecydować się na genealogiczne opisanie jednego czy dwóch pokoleń jednej wybranej rodziny. W przeszłości w rodzinach było o wiele więcej dzieci niż dziś i dlatego opisanie nawet jednego pokolenia może okazać się bardzo czasochłonne. Warto więc być przygotowanym na konieczność zawężenia naszego opracowania nawet do jednego pokolenia ale przy zachowaniu wysokiej jakości opracowania.

Możemy też zdecydować się na opracowanie historii miejsc związanych z daną rodziną, choćby miejsc, gdzie urodzili się nasi przodkowie, szczególnie jeśli są one znacznie oddalone od miejsc, w których mieszkamy dziś.

Czasami nasi przodkowie mieli interesujące zawody, co też może być punktem wyjścia do ciekawych opracowań o historii naszej rodziny.

Tyle, jeśli chodzi o inspiracje. Być może znajdziecie inny temat nawiązujący do genealogii rodzinnych, który od jakiegoś czasu chodzi wam po głowie a ciągle zwlekacie z jego opracowaniem.

Może właśnie na te święta uda się podjąć takie wyzwanie jakim jest opracowanie genealogii czy historii rodzinnej a przy okazji stworzyć niepowtarzalny prezent dla bliskich, którego nie da się nigdzie kupić, więc będzie też wyjątkowy.

Prezentami genealogicznymi można obdarować wybraną osobę lub nasze opracowanie – jeśli jest w takiej formie, która to umożliwia – powielić by każda indywidualna rodzina otrzymała jeden egzemplarz wyłącznie dla siebie.

Staram się, by „szewc bez butów nie chodził” tym bardziej, że mam szewców wśród swoich przodków. Ja dziś wreszcie zabrałam się za krótkie opisanie historii mojego pradziadka Jana Dołeckiego w takiej formie, bym mogła to opracowanie udostępnić moim krewnym a zarazem jego potomkom.

Ciekawą i niespodziewaną historią, na którą natrafiłam w trakcie zbierania informacji o wyprawie pradziadka do Ameryki było to, co przydarzyło się statkowi, którym Jan Dołecki popłynął do Baltimore (S.S. „Rhein”) pod koniec 1908. Statek ten należał do przewoźnika North German Lloyd, z którego usług korzystało wielu imigrantów z Polski. Po wybuchu pierwszej wojny światowej statek ten został internowany w Baltimore i ostatecznie został przejęty przez USA. Zmieniono mu nazwę na USS „Susquehanna” (ID-3016) i ostatecznie pływał pod banderą amerykańską do 1928. Zaczęłam się zastanawiać nad tym, że i statki mają swoją jeśli nie genealogię to bogatą historię, w każdym razie ten którym płynął mój pradziadek do takich należał.

Grażyna Rychlik

29 XI 2018

Dzieci „nieżywo urodzone”. Jak zapisać je w drzewie genealogicznym?

Nie zdarza się to często, ale od czasu do czasu możemy natrafić w naszych poszukiwaniach na noworodki, które urodziły się martwe. Jest sporządzany dla nich akt urodzenia, w którym nie jest podane imię dziecka, ale na ogół podana jest jego płeć a w dalszej części aktu jest informacja o tym, że dziecko urodziło się martwe. Znajdziemy też informacje o świadkach przy sporządzeniu aktu, imionach rodziców, dacie urodzenia oraz dacie sporządzenia aktu.

Dla przykładu podaję akt urodzenia dziecka Wojciecha i Weroniki (Wieczorek) Zawadzkich z mojego drzewa genealogicznego. W akcie czytamy między innymi „…okazał nam dziecię płci męskiej…dziecię to urodzone nieżywe…”

Zawadzki stillborn 1859

Źródło: RzK Stoczek Węgrowski, U 78/1859 Nieżywo urodzony syn (Zawadzki).

Postanowiłam zadać oraz znaleźć odpowiedzieć na tytułowe pytanie, gdyż sama od czasu do czasu mierzę się z problemem, jak wpisać takie dziecko do drzewa genealogicznego. Ostatnio w oko wpadł mi zapis takiej sytuacji w jednym z artykułów opublikowanych w najnowszym kwartalniku The Register (Vol. 172, Fall 2018) wydawanym przez NEHGS (pl. stowarzyszenie historyczno-genealogiczne Nowej Anglii).

Odpowiadając na pytanie chciałam podać jakiś przykład takiego aktu urodzenia, żeby pokazać, jakie sformułowania w nim występują. Sięgnęłam więc oczywiście do „Geneteki”, ale nie znałam klucza do znalezienia przykładu, więc początkowo nie udało mi się żadnego znaleźć. Na szczęście (w nieszczęściu) w jednym ze swoich drzew genealogicznych odnalazłam rodzinę, w której urodziło się martwe dziecko (powyższy przykład) w parafii, o której wiem, że jest zindeksowana w „Genetece” i w ten sposób dowiedziałam się, jak w „Genetece” zapisywane są takie sytuacje. Mianowicie, przynajmniej w tym przypadku, dziecko w kolumnie „Imię” ma wpisane „bez imienia” i zindeksowane jest pod nazwiskiem ojca. Nie ma tam jednak informacji o tym, że dziecko urodziło się martwe. Być może dla jednych obie informacje (bez imienia/nieżywo urodzone) są ze sobą tożsame, ale określenie „bez imienia” może być dla niektórych użytkowników mylące, jeżeli nie znają klucza do zrozumienia jego znaczenia. Oczywiście, zawsze powinno się zajrzeć do treści aktu i wtedy sprawa się wyjaśni.

Kwartalnik The Register, którego redakcja jest jednocześnie twórcą jednego ze stylów zapisu genealogicznego o tej samej co kwartalnik nazwie, proponuje wpisanie nieżywo urodzonego dziecka do drzewa w następujący sposób: „Nieżywo urodzony syn” lub „Nieżywo urodzona córka” używając dla tych słów takiego samego kroju czcionki jak dla imion dzieci, które „urodziły się żywe” i tylko pierwszy wyraz pisany jest z dużej litery. Nie jest natomiast podawane nazwisko dziecka nieżywo urodzonego – co także wyróżnia takie dziecko w drzewie genealogicznym, gdyż standardowo wszystkie osoby umieszczone w drzewie genealogicznym mają podane nazwiska rodowe.

W opisie źródła podanym przy zamieszczonej powyżej kopii cyfrowej przykładowego aktu urodzenia opisałam dziecko, którego ten akt dotyczy, w ten sam sposób, ale w nawiasie dodałam nazwisko. Opis źródła informacji to nie jest dokładnie to samo, co wpisanie krewnego do drzewa genealogicznego, więc obydwa rodzaje informacji powinny być traktowane indywidualnie. Natomiast warto jest w jakiś sposób zaznaczyć zarówno w drzewie genealogicznym jak i w opisie źródła informacji, jaka była płeć dziecka, gdyż na ogół podana jest ona w akcie urodzenia. Zapis stosowany w drzewie genealogicznym przez The Register uwzględnia tę informację.

Grażyna Rychlik
19 XI 2018