Rozliczenia genealogiczne za 2021 i plany na 2022

Jak co roku o mniej więcej tej porze porównuje mój wpis o planach genealogicznych na miniony rok. No cóż, nie da się ukryć, że mimo posiadania już narzędzi do walki z pandemią (choć niestety nie wszyscy chcą skorzystać….), zniesienia wielu obostrzeń, pewnego rodzaju przystosowania się do życia w zaistniałej sytuacji, to fakt, że już drugi rok mija, kiedy żyjemy w stanie pewnego zawieszenia i jego końca nie widać ma wpływ na ogólne zmęczenie i zniechęcenie do wielu aktywności. Wielu genealogów/historyków rodzinnych wykorzystało ten dany czas właśnie na poszukiwania genealogiczne a nawet na spisanie wszystkiego, co udało im się do tej pory ustalić. Jednakże nie wszystkie dokumenty dostępne są online, a podróżowanie do archiwów nie zawsze było możliwe, Centrum Historii Rodziny/CHR popularnie nazywane „Mormonami” do tej pory nie otworzyło żadnego ze swoich dwóch ośrodków w Polsce. Kiedy organizacja ta zaprzestała międzynarodowego wypożyczania mikrofilmów przekonywała, że wszystkie posiadane przez nią zasoby będą dostępne online, ale niestety tak nie jest. Nadal wiele skanów dokumentów jest zamkniętych kluczykiem a niektóre mikrofilmy nadal nie są zdigitalizowane, więc dla niektórych poszukiwaczy ta opcja, która ratowałaby genealogów, umożliwiając poszukiwania bez wychodzenia z domu, niestety działa tylko częściowo.
Oczywiście dalej możemy być wdzięczni za istnienie „Geneteki”, „Metryk”, strony Wielkopolskiego Towarzystwa Genealogicznego „Gniazdo”, „Poznan Project”, „Lubgens”, szukajwarchiwach.pl – choć strona ta oczywiście pozostawia wiele do życzenia, podobnie jak kolejna wymieniona – genealogiawrachiwach.pl, stron wielu archiwów państwowych, które nie czekały na kolejkę do „szwa” i same opublikowały skany swoich zasobów, które przydatne są dla genealogów oraz za istnienie wielu innych także prywatnie opracowanych narzędzi umożliwiających genealogom poszukiwania. Trzeba przyznać, że nieźle byliśmy i pozostajemy przygotowani na długodystansowe zawirowania.

Jak czytam ten poprzedni post to widzę, że nie miałam wielu konkretnych zamierzeń genealogicznych, jednakże udało mi się całkiem sporo osiągnąć, choć czasami osiągnięcia polegały na zebraniu materiałów, które nadal czekają na opracowanie. Tak było z genealogią Rychlików, których postanowiłam jeszcze w 2020 opracowywać nie tylko w kontekście moich własnych przodków, ale wszystkich osób o tym nazwisku z obszaru pochodzenia moich przodków. Mam nadzieję, że w tym nowym roku powrócę do genealogii rodziny Rychlików w ogóle a także do mojej własnej gałęzi w szczególe. Okazało się, że sumariusz wcześniejszych niż 1808 aktów metrykalnych z Węgrowa znajduje się online, więc dzięki temu jakieś poszukiwania w tych wcześniejszych czasach będę mogła prowadzić z domu.

Jeżeli chodzi o rodzinę Lipińskich – mojej prababci Konstancji z d. Lipińskiej Dołeckiej – to udało mi się odnaleźć kolejne dwa pokolenia czyli jej dziadków i pradziadków. Najstarsi odnalezieni przodkowie to Andrzej Lipiński i Anna z d. Wyrzykowska (moi 4x pradziadkowie) urodzeni w latach 60. XVIII w. i zmarli w 1807 w Krysku. Poza moim bezpośrednim przodkiem odnalazłam informacje jeszcze o trójce dzieci tej pary. Mam więc punkt wyjścia do dalszych poszukiwań. Muszę dodać, że w artykule z czerwca 2021 podawałam jako tych 4 x pradziadków zupełnie inną parę – Jakuba i Magdalenę – dalsze poszukiwania nie potwierdziły tych imion. Być może kiedyś szerzej opiszę ten problem poszukiwawczy z jakim musiałam się tu zmierzyć. Dzięki odnalezionym tu dokumentom przedłużyłam też przynajmniej o jedno pokolenie wstecz linię żeńską Trzcińskich (nazwisko panieńskie matki mojego 2x pradziadka Wincentego Lipińskiego).

Do mojego drzewa genealogicznego przodków mojego ojca czyli Rychlik-Borowy-Dołecki-Lipińska dopisałam w ciągu ostatniego roku ponad 100 osób. Można powiedzieć, że był to owocny rok jeśli chodzi o genealogię tych linii moich przodków.

Podobnie było z przodkami od strony mojej mamy czyli krewnymi z rodziny Szaniawski-Bieniek-Skwarek-Kalińska, do tego drzewa w minionym roku dopisałam także około 100 krewnych, choć odnalazłam o wiele więcej osób, ale nie wszystkie udało mi się opracować. Tutaj najwięcej udało mi się odnaleźć krewnych z rodzin Szaniawskich i Kalinowskich.
Dzięki badaniu DNA na Family Tree DNA odnalazłam dwie osoby względnie blisko na potrzeby genealogiczne spokrewnione z moją mamą. W 2020 nie udało mi się nawiązać kontaktu z tymi krewnymi genetycznymi, ale udało się to w 2021. Dzięki temu poznałam rodzinę potomków sióstr mojego 3x pradziadka Pawła Szaniawskiego. Na My Heritage są jeszcze dwie inne osoby, które moją rodzinę Szaniawskich mają w swoim drzewie genealogicznym, zakładam więc, że są to też osoby spokrewnione ze mną. W tym roku w moich planach/życzeniach genealogicznych związanych z Szaniawskimi jest nawiązanie kontaktu z tymi wszystkimi osobami. Chciałabym, by docelowo udało się nam spotkać wirtualnie lub fizycznie, żeby omówić stan wiedzy i naszych poszukiwań. Nie wiem, czy to się uda, ale trzeba próbować.

Drugą gałęzią przodków, w której udało mi się dokonać wielu odkryć jest mało opisana przeze mnie do tej pory rodzina Lawendowskich czyli 3x pradziadków od strony mojej prababci Antoniny z Kalińskich Skwarek. Rodzicami Antoniny byli Marceli Kaliński (nazwisko to miało także pisownie: Koleński, Kaleński) i Julianna z d. Kalinowska. W akcie urodzenia Julianny (1846) nazwisko panieńskie jej matki zapisane jest „Luskowska”. Miałam z tym nazwiskiem problem, gdyż poza tym jednym aktem urodzenia nie odnalazłam go nigdzie w „Genetece”. Już wcześniej zaczęłam mieć wątpliwości co do jego poprawności i wydaje się, że obecnie poprawnie identyfikuję rodziców Julianny jako Andrzeja Kalinowskiego i Antoninę Lawendowską. Małżeństwo to miało kilkoro dzieci, których losy dopiero zaczęłam śledzić.

Na 23andMe odnalazły mnie panie, z którymi wprawdzie mam mało wspólnego DNA, ale są dwa nazwiska, które mamy wspólne w drzewach genealogicznych i być może w tych liniach mamy wspólnych przodków. Zachęciło mnie to, by przyjrzeć się rodzinie Kozłowskich. Mój 3x pradziadek Walenty Koleński (dziś używamy w rodzinie nazwiska Kaliński), dziadek Antoniny Kalińskiej po mężu Skwarek ożenił się z Anną Kowalkowską. Jej rodzicami czyli moimi 4x pradziadkami byli Stanisław Kowalkowski i Jadwiga z d. Kozłowska (ur. ok. 1795). Udało mi się odnaleźć ślub rodziców Jadwigi, Szymona Kozłowskiego i Jadwigi Jankowskiej – moich 5x pradziadków – w Radominie (pow. golubsko-dobrzyński) w 1788. Ci 5x pradziadkowie mieli więcej dzieci, których imiona znam, więc w przyszłości też i tę linię postaram się rozpracować. Tutaj mile zdziwiło mnie, że historia mojej rodziny wiedzie na Ziemię Dobrzyńską, gdzie bardzo często prowadzę poszukiwania genealogiczne dla moich klientów, ale teraz rozumiem, że są to tereny, gdzie mieszkali także moi przodkowie.

Poza dopisaniem do moich drzew genealogicznych około 200 osób oraz odnalezieniem kolejnych parudziesięciu, które czekają w kolejce do weryfikacji, po której – jeśli przebiegnie pomyślnie – również zostaną dopisane do tych drzew genealogicznych – udało mi się nawiązać kontakt z krewnymi genetycznymi, których pokrewieństwo ze mną jest konkretnie określone lub wymaga takiego określenia, trafiłam też na nowe terytoria (Ziemia Dobrzyńska). Miniony rok był więc genealogicznie bardzo udany.

W tym roku postaram się kontynuować rozpoczęte poszukiwania, być może skupię się wyłącznie na weryfikacji odnalezionych krewnych oraz nawiązywaniu kontaktów z osobami, które mają te same osoby w drzewach genealogicznych, co ja. Być może też zacznę się przymierzać wreszcie do pełnego opracowania oraz publikacji genealogii rodzinnych.

Nie wiem, czy udało wam się w minionym roku osiągnąć w genealogii wiele czy niewiele. Mam nadzieję, że moje sukcesy – a za takie uważam wszystkie moje odkrycia z zeszłego roku – będą motywacją, że dziś naprawdę dużo informacji o przodkach można odnaleźć bez wychodzenia z domu.

Wam i sobie życzę na Nowy Rok wielu interesujących odkryć genealogicznych!

Grażyna Rychlik
1 I 2022

Na prezent: Coś innego

Opracowywania genealogiczne w języku potocznym sprowadzają się do prostego terminu „opracowanie drzewa” a czasem bardziej pełnego terminu „opracowanie drzewa genealogicznego”.
Tak czy tak, genealogia kojarzy się z drzewem. Drzewo to wdzięczny obiekt i symbol, wykorzystywany nie tylko w genealogii.

Od czasu do czasu kupuję jakieś elementy dekoracji swojego otoczenia, na których w jakiejś formie występuje drzewo. W tym roku na wakacjach w Nałęczowie trafiłam na Pracownię artystyczną „Coś innego”, która wykonuje ręcznie między inni kubki z motywami drzewa czy też ogólnie motywami roślinnymi oraz z mandalami.

W poszukiwaniu oryginalnych prezentów, które z genealogią dadzą się połączyć, a na pewno będą przydatne dla każdego genealoga, gdyż prowadząc poszukiwania spędzamy długie godziny przy komputerze i wypijamy mnóstwo herbaty czy kawy, chciałam podzielić się z wami linkiem do strony tej pracowni (powyżej). Może spodobają wam się kubki a być może inne wyroby, być może coś co ani drzewem ani z genealogią się nie łączy. Ale zawsze natraficie tam na oryginalny, ręcznie wykonany prezent.

To kolejna inspiracja na oryginalne świąteczne prezenty.

Grażyna Rychlik
14 XI 2021


Idą Święta, czas prezentów

Mam nadzieję, że mieliście udany długi weekend. To był ostatni taki czas przed Świętami, kiedy można się było jeszcze skupić na innych sprawach. Teraz wszystko będzie już zmierzać w kierunku Świąt. Najpierw Mikołajki – taki wstęp do prezentów, a potem Gwiazdka.

Jak co roku przypominam w tym ponurym listopadowym czasie (dziś dzień jest – przynajmniej w Warszawie – wybitnie ponury, szary i smutny…), że jeżeli planujecie opracować w ramach prezentów świątecznych drzewo genealogiczne którejś z waszych linii a może choćby rozpracować jedno pokolenie rodzeństwa dziadków czy pradziadków, to teraz jest w zasadzie ostatni moment, żeby się za to zabrać – jeżeli chcecie zdążyć na 24 grudnia.
I nie należy się łudzić, że jeżeli nawet wszyscy przodkowie, którymi jesteście zainteresowani, są już zindeksowani w Genetece, to macie jeszcze dużo czasu.
Od znalezienia informacji o przodkach – czy to w bazie indeksów, czy bezpośrednio w aktach – do opracowania ich w taki sposób, by inni mogli skorzystać z tej wiedzy, długa droga. Analizowanie informacji, przelanie ich na papier w prostej i zrozumiałej dla innych formie, wybór stylu zapisu, wybór formatu w jakim ma być opracowanie oraz sposbu prezentacji itp. itd. to elementy opracowania nad którym czasami tygodniami głowią się osoby, które przygotowują publikację genealogiczną do druku. Oczywiście, w formie uproszczonej – czyli w formie takiej publikacji rodzinnej/wewnętrznej, na ogół w formacie A4 – jest nieco łatwiej, ale nie jest to łatwe zadanie. A skoro ma to być prezent, to jednak trzeba się trochę postarać.

Mnie w tym roku udało się dokonać wielu bardzo interesujących odkryć genealogicznych, pociągnąć kilka linii o paredziesiąt lat wstecz, dopisać parędziesiąt osób do każdego z moich dwóch drzew (przodków rodziców) odnaleźć błędy w aktach metrykalnych i wyeliminować je poprzez dotarcie do poprawnych informacji – o czym pisałam w artykułach. Ten rok oddaję więc tym poszukiwaniom, będę jeszcze pisać o tym za jakiś czas w podsumowaniu roku.

Jeżeli nie myśleliście o takich prezentach, to gorąco zachęcam do opracowywania genealogii rodzinnych na prezenty świąteczne. Przynajmniej niektórzy członkowie rodzin to docenią a napewno rozmowy o przodkach umilą świąteczną atmosferę, szczególnie jeśli będziecie mieli także materiał zdjęciowy.

Grażyna Rychlik
14 XI 2021

Ile aktów zgonu można spisać dla udokumentowania zgonu jednej osoby?

Pytanie zdaje się może dziwne, ale w obliczu moich przypadkowych odkryć w tym temacie wydaje się być jak najbardziej uzasadnione. Nie znam jeszcze pełnej odpowiedzi na to pytanie, ale na pewno dwa, bo taki przypadek wpadł mi wczoraj w ręce.

Ostatnio przeglądam pobieżnie, co na temat genealogii i a w szczególności potomków generała Jana Henryka Dąbrowskiego można znaleźć „na szybko” w sieci. Czasem łatwo jest też dotrzeć do publikowanych online dokumentów. Tak było i w tym przypadku. Generał Jan Henryk Dąbrowski miał między innymi syna Jana Henryka Michała Dąbrowskiego, który zmarł w Warszawie w 1828. Przy okazji zauważyłam, że wszystkie źródła online, które widziałam czyli Wielcy Minakowskiego, Wikipedia oraz strona o rodzinach Dąbrowskich (na portalu genealogia.okiem.pl) publikują rok 1827 jako datę śmierci Jana Henryka Michała Dąbrowskiego. Może czas zajrzeć do źródła i zweryfikować tę powielaną jak widać z portalu na portal błędną informację. Tym bardziej, że źródło jest łatwo dostępne a do tego dla rejestracji zgonu Jana Henryka Michała Dąbrowskiego sporządzono dwa oddzielne akty zgonu. Jednakże w obydwu dokumentach data jego śmierci to niezmiennie 26 luty 1828.

Obydwa dokumenty sporządzono w urzędzie stanu cywilnego przy parafii św. Jana w Warszawie (mówiąc językiem potocznym jest to katedra na Starym Mieście w Warszawie). Każdy z tych dokumentów jest obszerny i podaje wiele informacji, które nie zawsze w aktach zgonu się znajdowały jak na przykład informacja o miejscu pochówku rodziców zmarłego, choć co ciekawe imiona matki były nieznane, co dziwi, ale być może zgłaszający jednak ich nie znali. Jako przykładowe akty zgonu pokazują nam one, jakich informacji w takim dokumencie z tamtych czasów można się spodziewać.

Najpierw oczywiście zobaczyłam ten pierwszy akt zgonu. Znalazłam go w bazie „Geneteka” najpierw, być może dlatego nie zauważyłam tego drugiego, bo był już na następnej stronie, a do tej pory nigdy nie szukałam kolejnego aktu zgonu, skoro jeden już odnalazłam. Ale teraz się to zmieni, przynajmniej w sferze świadomości co do tego, ile aktów zgonu dla jednej osoby można znaleźć i że może ich być więcej niż jeden, nawet w tej samej parafii.
Na marginesie tego pierwszego (nr 133), sporządzonego 27 lutego 1828 czyli następnego dnia po śmierci Jana Henryka Michała Dąbrowskiego, jest notatka która mówi, że „akt ten obok zapisany jako mylnie przez stawających świadków podany … i takowy na żądanie tychże stawających na nowo sporządzony został…”. Dalej podana jest data sporządzenia nowego aktu (2 kwietnia) i numer katu (202).

Nie będę tu omawiać wszystkich różnic. Zainteresowanych zachęcam do rozgryzienia tej łamigłówki. Jednakże wydaje się dość oczywiste, dlaczego akt 133 zawierał mylne informacje, które zostały zmienione/zweryfikowane w akcie 202. Pierwszą istotną różnicą jest osoba zgłaszającego informacje. W późniejszym dokumencie jest to Wincenty Dąbrowski lat 33, Sekretarz w Radzie Stanu Królestwa Polskiego. Nie prześledziłam, jaki był związek Wincentego ze zmarłym, ale nosił on takie samo nazwisko jak zmarły a do tego było to też panieńskie nazwisko żony zmarłego, z którą zmarły był wtedy w trakcie rozwodu (o czym obydwa dokumenty informują) mianowicie Wiktorii z Dąbrowskich Dąbrowskiej. Może czytelnicy znają lepiej tę historię i łatwo będą mogli odpowiedzieć na pytanie, czy zgłaszający był krewnym od strony zmarłego czy też od strony jego żony. Oczywiście zbieżność nazwisk mogła być przypadkowa. Wydaje się jednak, że nowy zgłaszający wiedział więcej o sytuacji rodzinnej zmarłego. Istotną błędną informacją w pierwotnie sporządzonym akcie było, że Jan Henryk Michał Dąbrowski zmarł bezpotomnie. Akt 202 podaje z kolej, że pozostawił po sobie 5 dzieci, trzech synów i dwie córki, więc Jan Henryk Michał Dąbrowski nie zmarł bezpotomnie.

Oczywiście, niejeden akt zgonu czy inny metrykalny widziałam, w którym były błędy. Wtedy tekst z błędnymi informacjami był przekreślany a na marginesie pisano sprostowanie wraz z podpisem urzędnika, który sprostowanie wpisywał. I tu mogło tak być. Być może z powodu „rangi” zmarłego czy zgłaszającego udało się przekonać księdza-urzędnika stanu cywilnego do spisania drugiego aktu zgonu. Ale jest to dziwne i stawiałabym na to, że niezgodne z prawem. Ale przecież dla niektórych najważniejsza jest siła przebicia, wtedy prawo można pominąć lub zinterpretować i jak widać nie tylko w dzisiejszych czasach.

Poniżej kopiuję obydwa akty zgonu. Obydwa pochodzą z Archiwum Państwowego w Warszawie i kopie cyfrowe obydwu są opublikowane na podstronie „Metryki” portalu genealodzy.pl

Grażyna Rychlik
22 X 2021

akt zgonu 133

akt zgonu 202

Parantele 2021

Ukazał się już najnowszy Rocznik Śląskiego Towarzystwa Genealogicznego!

Mój własny egzemplarz nabyłam na konferencji genealogicznej w Brzegu, która odbyła się w zeszły weekend i do udziału w której – bezpośrednim czy wirtualnym – zachęcałam w jednym z poprzednich wpisów.

W ten weekend pogoda również dopisała, więc zakładam, że w ciągu dnia niewiele osób zajrzało do komputera czy zajęło się czytaniem, ale wieczory już są dłuższe, więc na czytanie jest więcej czasu.


Tym razem zachęcam wszystkich do sięgnięcia do tegorocznych Paranteli. To zbiór jak zwykle bardzo interesujących artykułów dotyczących i genealogii czy historii rodzinnych jak szerszego spojrzenia na genealogię między innymi przez pryzmat różnic regionalnych i ich wpływu na życie naszych przodków.

Jeżeli nie macie jeszcze swojego egzemplarza, udajcie się na stronę Śląskiego Towarzystwa Genealogicznego, by go zakupić!

Grażyna Rychlik
3 X 2021

Kolejna ogólnopolska konferencja genealogiczna już tuż tuż

Tradycyjnie jak co roku na Zamku Piastów Śląskich w Brzegu odbędzie się kolejna, tym razem już ósma, Ogólnopolska Konferencja Genealogiczna.
Termin konferencji to najbliższy weekend 24-26 września 2021.

Dla genealogów jest to możliwość spotkania się z osobami, z którymi dzielimy tę samą pasję, którą jest genealogia; wysłuchania wykładów; zakupienia publikacji genealogicznych oraz spędzenia czasu w malowniczym miejscu, jakim jest Zamek Piastów Śląskich w Brzegu.
Na ogół – dla osób, które nie mogą przyjechać – organizatorzy oferują także możliwość brania udziału w wykładach online.

Poniżej link do informatora o tegorocznej konferencji, oczywiście do pobrania.

https://genealodzy.opole.pl/wp-content/uploads/2021/09/informator-konferencja-Geneami-8-Brzeg-2021.pdf

Grażyna Rychlik
23 IX 2021

Wiedza obiektywna i subiektywna także w genealogii a przy okazji akty małżeństwa w zapisie z czasów kodeksu Napoleona i Królestwa Polskiego z Krakowa dotyczące rodziny Grzybowskich, babci ze strony matki i pradziadków matecznych Stanisława Wyspiańskiego

W tym roku spędzałam wakacje w Nałęczowie i przy okazji zwiedzania tamtejszego muzeum poświęconego Stefanowi Żeromskiemu znowu powróciło do mnie moje zainteresowanie osobowościami współczesnych mu artystów. Jedną z tych osobowości jest Stanisław Wyspiański.

Ostatnio zakupiłam ciekawą i nietradycyjnie napisaną biografię Stanisława Wyspiańskiego. Przeczytałam w niej między innymi, że niewiele wiadomo o pierwszej żonie (Joannie z d. Grzybowskiej) dziadka matecznego artysty, Mateusza Rogowskiego, faktycznie o babci Stanisława Wyspiańskiego, która zmarła dość wcześnie, a dziadek Mateusz ożenił się ponownie. I właśnie tu pojawiło się pytanie, czy rzeczywiście niewiele o niej wiemy? Może tak, ale zdaje się, że istnieją źródła, dzięki którym można się o niej dowiedzieć więcej. Stąd wzięło się odniesienie do wiedzy subiektywnej i obiektywnej.

Przez wiedzę subiektywną na dany temat rozumiem wiedzę niepełną, do której zdobycia nie wykorzystano wszystkich istniejących w danym momencie źródeł, a jedynie te subiektywnie wybrane przez osobę, która chce zdobyć wiedzę na jakiś konkretny temat. Trzeba przyznać, że ta wiedza subiektywna może być zupełnie wystarczająca dla osiągnięcia jakiegoś określonego celu. Nie zawsze trzeba wykazać się wiedzą obiektywną czy absolutną na jakiś temat.
Przez wiedzę obiektywną rozumiem jak najpełniejszą wiedzę, jaka istnieje na dany temat.

I dobrze pamiętać o tym rozróżnieniu także w kontekście genealogii. To, że nam się wydaje, że czegoś o naszych przodkach nie wiemy, nie oznacza, że taka wiedza nie istnieje. Być może trzeba jedynie dotrzeć do informacji, które pozwolą nam tę wiedzę nabyć.
Podobnie jest z informacjami w publikacjach, które dotyczą lub poruszają temat genealogii rodzin swoich bohaterów. To, że autor podaje, że niewiele na jakiś temat wiadomo, może być wyrazem jego wiedzy subiektywnej a nie wiedzy obiektywnej. Jeżeli interesuje nas to, o czym niewiele wiadomo, warto samemu sprawdzić, czy tak jest faktycznie.

W tym konkretnym przypadku rozważałam nawet napisanie artykułu o rzadkim wykorzystywaniu źródeł informacji genealogicznych takich jak księgi metrykalne przez autorów publikacji o charakterze biograficznym, ale to nie jest ten przypadek, gdyż księgi metrykalne z parafii krakowskich wymienione są w bibliografii.

Rodzina Joanny z d. Grzybowskiej po mężu Rogowskiej jest zindeksowana w „Genetece”. Jej ojciec, Kacper (imię pisano „Kasper”) Grzybowski był przynajmniej dwukrotnie żonaty. W sumie był ojcem kilkunastorga dzieci. Kacper Grzybowski z zawodu był handlarzem a jego ojciec Franciszek Grzybowski – tak podano w akcie ślubu Kacpra z 1813 – był „handlarzem i obywatelem w Kleparzu przy Krakowie”, więc zapewne posiadał dom i prawdopodobnie był to dom nr 8, gdyż taki jego adres był podany w akcie ślubu syna. Kacper urodził się ok. 1791, gdyż według cytowanej w akcie małżeństwa metryki urodzenia wyjętej z kościoła parafialnego św. Floriana w Kleparzu biorąc ślub miał 22 lata.

Nie przeglądałam tych wszystkich zindeksowanych aktów metrykalnych. Można jednak oczekiwać, że na podstawie informacji zawartych w nich oraz w innych dokumentach, które można się spodziewać odnaleźć idąc tropem wskazówek z aktów metrykalnych, można zapewne wiele dowiedzieć się o tej rodzinie. Joanna miała liczne rodzeństwo i wiadomo jest również przynajmniej o kilku małżeństwach tego rodzeństwa. Można więc założyć, że potomkowie tej rodziny Grzybowskich są wśród nas, być może w ich archiwach rodzinnych zachowały się jakieś interesujące zbiory dokumentujące historię tej rodziny.

Ciekawy z genealogicznego punktu widzenia jest również fakt, że przeglądane akty metrykalne dotyczące tej rodziny przy okazji dokumentują – niezależnie od historii tej rodziny – także historię Krakowa a w tym jego przynależność do Księstwa Warszawskiego oraz jego późniejszą odrębność czyli Rzeczpospolitą Krakowską (1815-1846). Mianowicie, akt małżeństwa z 1813 jak i akt małżeństwa dziadków artysty Mateusza Rogowskiego i Joanny Grzybowskiej z 1834 z urzędu stanu cywilnego przy tej samej parafii zostały spisane wg wzoru obowiązującego w Księstwie Warszawskim (akt z 1813) a następnie w Królestwie Polskim (akt z 1834). Stąd tyle informacji a także autografy dziadków Rogowskich oraz rodziców panny młodej w akcie z 1834.

Obydwa dokumenty zostały spisane w księgach stanu cywilnego w parafii św. Szczepana w Krakowie. Poniżej publikuję ich kopie pochodzące z Archiwum Państwowego w Krakowie używającego nazwy własnej Archiwum Narodowe, a znajdujące się w zespole: Akta stanu cywilnego parafii rzymskokatolickiej św. Szczepana w Krakowie. W księgach metrykalnych z tej parafii znajduje się wiele aktów metrykalnych dotyczących rodziny i przodków Stanisława Wyspiańskiego.

Grażyna Rychlik
20 IX 2021

Akta Zapowiedzi i Małżeństw PARAFII S. SZCZEPANA na Piasku w Krakowie. Od Dnia 1go Msca Stycznia 1813 Roku

Akt małżeństwa nr 59 z 1813, akt małżeństwa Kacpra Grzybowskiego i Józefy z d. Strojny

Akta Zapowiedzi i Małżeństw Parafii Sgo Szczepana w Krakowie na Piasku na Rok 1834

Akt małżeństwa nr 16 z 1834, akt małżeństwa Mateusza Rogowskiego i Joanny z d. Grzybowskiej

Genealogia a biografistyka albo Genealogia uratowana – rozważania po spotkaniu Warszawskiego Towarzystwa Genealogicznego

Osoby, które nie należą do żadnych stowarzyszeń społecznych mogą nie być świadome tego, jaki wpływ pandemia miała na działalność takich stowarzyszeń. A wpływ był ogromny. Oczywiście ostatecznie spotkanie można przenieść do świata wirtualnego, ale działalność stowarzyszeń to nie tylko wykłady, ale przede wszystkim bezpośrednie rozmowy, dzięki którym można się dowiedzieć czegoś nowego czy to o postępach prac członków stowarzyszeń w danej dziedzinie czy też o jakimś interesującym zagadnieniu.

Nie liczyłam tego, ale wczorajsze stacjonarne spotkanie WTG odbyło się po raz pierwszy od półtora roku czy coś koło tego. Było w międzyczasie kilka (niewiele) spotkań wirtualnych, ale jak już pisałam, to nie to samo, co spotkać się bezpośrednio z drugą osobą.
Dlatego ucieszyłam się na wieść, że spotkanie się odbędzie, i udało mi się na nie dotrzeć. Było kilkanaście osób, większość w maskach, sala jest duża – szczególnie na niewielką ilość osób – więc było bezpiecznie. Fajnie było zobaczyć kto jak wygląda po tym dłuższym czasie niewidzenia.

Spotkaniu towarzyszył też wykład o nieznanym mi artyście Wacławie Chodkowskim. W tytule wykładu było też słowo genealogia. Jako genealog zarówno zawodowy, ale badający też genealogię swojej własnej rodziny zawsze liczę na to, że wykład, który w tytule zawiera słowo genealogia, będzie dotyczył tego tematu. Jednakże często, także w środowisku genealogów-poszukiwaczy własnych korzeni, „genealogia” rozumiana jest bardziej jako opowieść biograficzna, na ogół bazująca raczej na opowieściach rodzinnych niż na udokumentowanych faktach. Jest to irytujące, ale jakiekolwiek podejścia, by to zmienić, to jak walka z wiatrakami. No cóż, są oczywiście osoby, które zajmują się genealogią, ale to jest rzadkość.

Ponieważ spóźniłam się na wykład, kiedy weszłam, nie traktował on już o genealogii (jeżeli w ogóle o niej traktował) – a o twórczości bohatera spotkania. Oczywiście, jak ktoś się spóźnia, to tylko do siebie może mieć pretensje, że przegapił intersującą go część wykładu. Dowiedziałam się, że był już pokazany akt urodzenia artysty, dopytałam się więc w części poświęconej zadawaniu pytań, kim z zawodu byli rodzice artysty. Dodam, że Wacław Chodkowski urodził się w Kozienicach w 1878. Otrzymałam odpowiedź, że w akcie urodzenia nie było na ten temat żadnych informacji i że wiadomo, że byli niepiśmienni. Niepiśmienność podważyło wielu obecnych osób z audytorium, gdyż tego typu zapisy w aktach metrykalnych często były wygodnymi dla skryby uproszczeniami, które czasem łatwo było podważyć. Ale dziwne wydało mi się, że w akcie urodzenia nie był podany zawód ojca. To się czasami zdarzało, ale rzadko. Zresztą, można było prześledzić takie zagadnienie w kilku dokumentach i na ogół odpowiedź na takie pytanie łatwo jest znaleźć.

Na ogół, kiedy ogarniają mnie wątpliwości, od razu szukam dokumentów w trakcie prelekcji. Ale miałam przy sobie tylko telefon, a przedzieranie się przez FamilySearch.org na małym – w porównaniu do ekranu komputera – ekranie telefonu nie jest komfortowe. Skądinąd wiem, że akty metrykalne z Kozienic są zindeksowane w „Genetece”, więc najpierw tam rzuciłam okiem, ale niestety są one zindeksowane bardzo wybiórczo i ten wybór nie pomagał tym poszukiwaniom. Po powrocie do domu odnalazłam akt urodzenia Wacława Chodkowskiego, w którym przeczytałam, że jego ojciec był szewcem. Rodzicami Wacława był Antoni Chodkowski, ur. ok. 1833 (na podstawie wieku 45 lat podanego w akcie urodzenia syna) i Ewa z d. Rusek, ur. ok. 1843 (również na podstawie jej wieku podanego w akcie urodzenia syna). Data urodzenia Wacława zgadza się z tą publikowaną w Wikipedii, ale imiona rodziców nie są tam podane. Wydaje się jednak, że dotarłam do aktu urodzenia Wacława Chodkowskiego, artysty malarza.

Nie wiem, skąd wzięła się informacja, że profesja ojca nie jest znana z aktu urodzenia Wacława. Być może z tego, że dokument pisany jest – jak wszystkie dokumenty w tamtych czasach – po rosyjsku i być może osoba badająca ten konkretny akt urodzenia nie potrafiła go poprawnie rozczytać? Nie wiem, ale polecam wszystkim, którzy zajmują się genealogią, by korzystali z pomocy osób znających języki, w których sporządzane są dokumenty, przy odczytywaniu informacji zawartych w aktach metrykalnych. Języków jest kilka: rosyjski, łacina, niemiecki i nie można od nikogo wymagać, by był biegły w odczytywaniu starych rękopisów w tych wszystkich obcych językach. Więc warto zasięgnąć porady specjalisty, bo jeśli się tego nie zrobi, to istotne informacje mogą zostać pominięte.

Z wykładu wynikało, że nic o rodzinie Wacława nie wiadomo. Nie są to moje poszukiwania i nie zamierzam się nimi zajmować. Chciałam raczej sprawdzić wiarygodność informacji prezentowanych na wykładzie. Rzeczywiście nie znalazłam w księgach z Kozienic zapisów o rodzeństwie Wacława. Może rzeczywiście go nie miał, ale trzeba by to było sprawdzić. W mojej głowie pojawiło się kilka koncepcji na kontynuację poszukiwań, ale to będą rozległe poszukiwania, więc skupiłam się na samych Chodkowskich. Przeszukując księgi z Kozienic natrafiłam na inną rodzinę Chodkowskich, w której urodziło się w latach 70. XIX w. kilkoro dzieci. Były to rodziny Feliksa Chodkowskiego, który żenił się przynajmniej dwukrotnie. W aktach ślubu podane były imiona jego rodziców: Antoni Chodkowski i Franciszka z d. Zdanowska. Feliks Chodkowski był z zawodu stolarzem.

Mając imiona rodziców i znając orientacyjny rok urodzenia Feliksa Chodkowskiego i Antoniego Chodkowskiego, ojca Wacława, poszukałam ich aktów urodzenia w księgach metrykalnych z Kozienic. Antoni Wilhelm Chotkowski urodził się w 1834 a jego brat – jak się okazało – Feliks Chotkowski w 1835. Jak widać pisownia nazwiska przez lata ulegała zmianom, znalazłam wersje nazwiska Chodkowski, Chotkowski, także nazwisko to pisane było przez samo h. Być może dzieci w tej rodzinie było więcej, ale jak pisałam, nie są to moje poszukiwania, więc ich nie szukałam. Ojciec Feliksa i Antoniego Wilhelma był szewcem, więc ojciec Wacława kontynuował zawód swojego ojca. Ogólnie rzecz biorąc zawody w rodzinie pasowały do charakteru miejsca zamieszkania, którym było miasto Kozienice.

Antoni Chodkowski senior w 1834 miał 34 lata, więc urodził się ok. 1800. Nie sprawdzałam tego dokładnie, ale są księgi metrykalne z Kozienic nawet z XVIII w., więc być może można się o tej rodzinie dowiedzieć znacznie więcej niż te moje wybiórcze poszukiwania udowodniły.

Na pewno warto zainteresować się związkiem historii tej rodziny z historią samego miasta, które ma długą i bogatą historię. Było to miasto królewskie, urodził się tutaj późniejszy król Zygmunt Stary, miał też pałac, który stoi do dziś, Stanisław August Poniatowski. Związki z dworu z miastem miały na pewno wpływ na jego rozwój i nie dziwi rzemieślniczy charakter zawodów występujących w rodzinie.

Postanowiłam rozszerzyć i tak już długi tytuł tego artykułu i dodać: Genealogia uratowana.

No cóż, przodkowie Wacława Chodkowskiego zdają się być nieźle udokumentowani w aktach metrykalnych. Być może i w innych dokumentach coś się też znajdzie. Przykład rodziny Chodkowskich pokazuje, że prowadząc poszukiwania genealogiczne, trzeba szukać szeroko, nie ograniczać się do jednej osoby, jednej linii. Patrząc na historię naszych przodków nieco szerzej, mamy większe szanse dowiedzieć się więcej o ich historii i odnieść ją do historii miejsc, w których żyli, oraz do szerszego kontekstu historii danej części Polski lub całego kraju.

Dokumenty odnalezione, wszystkie w księgach stanu cywilnego parafii rzymskokatolickiej w Kozienicach:
Akt urodzenia Władysława Chodkowskiego: nr 183 z 1878
Akt urodzenia Antoniego Wilhelma Chodkowskiego: nr 12 z 1834
Akt urodzenia Feliksa Chodkowskiego: nr 168 z 1835
Akt ślubu Feliksa Chodkowskiego: nr 4 z 1870
Akt ślubu Feliksa Chodkowskiego: nr 33 z 1872

Grażyna Rychlik
14 IX 2021

Numeracja aktów w księdze bez podziału na rodzaje aktów – też się może zdarzyć

Już dawno nie widziałam takiego zapisu w księdze. Ten jest warty pokazania, gdyż księga jest pisana bardzo ładnym pismem, które łatwo jest rozczytać, a sam układ zapisu na stronach jest przejrzysty. Nie sprawdzałam, czy tak jest we wszystkich latach. Być może tak, ale tylko w księgach do 1825. Może tylko ten rok 1820 był taki wyjątkowy.

Księga pochodzi z urzędu stanu cywilnego przy parafii rzymskokatolickiej w Sulisławicach w powiecie sandomierskim. Zawiera akty urodzeń, zapowiedzi, małżeństw i zgonów. Prowadzona jest bez podziału na rodzaje aktów, urzędnik zapisywał akty po kolei, jak zdarzenia miały miejsce, więc nie można tu zapisać akt małżeństwa numer 5, trzeba raczej opisać dany akt jako akt stanu cywilnego numer taki a taki, a z dalszego opisu będzie wynikać, czego ten akt dotyczył.

Kopiuję tu dwie sąsiednie strony, gdzie możemy zobaczyć wszystkie rodzaje aktów obok siebie.

Takie zapisy też mogą się zdarzyć.



Grażyna Rychlik
26 sierpnia 2021

Praktykowanie genealogii. Pieniążkowie z Jedlińska XVIII-XIX w. – książka znowu dostępna

Przez kilka miesięcy książka Praktykowanie genealogii. Pieniążkowie z Jedlińska XVIII-XIX w. nie była dostępna. Mimo, że wydana została kilka lat temu nadal cieszy się zainteresowaniem i korzystają z niej genealodzy oraz osoby, które chcą się dowiedzieć, jak rozpocząć swoją przygodę z genealogią i historią swoich przodków.

Zawiera ona wiele cennych porad dotyczących między innymi samych poszukiwań genealogicznych, porządkowania plików na komputerze jak i zapisu genealogicznego.

Od dziś książka jest już z powrotem w sprzedaży.

Grażyna Rychlik
24 VIII 2021