Genealogia archeologiczna czy też archeologia w służbie genealogii

Termin taki („genealogia archeologiczna”) chyba nie istnieje, ale dziś zwrócił moją uwagę interesujący artykuł na temat porodu pośmiertnego. I zaczęłam się nad tym zastanawiać.

W aktach metrykalnych z terenów Polski (w granicach od historycznych do obecnych) w zasadzie na pewno przyczyna zgonu podana jest tylko w księgach wytworzonych w Imperium Habsburgów (tereny te nazywamy powszechnie Galicją). Na terenach Księstwa Warszawskiego/Zaboru Rosyjskiego bardzo rzadko można trafić na takie zapisy – dlatego też w większości przypadków przyczyna zgonu pozostaje nieznana albo trzeba się pokusić o jej ustalenie. Czasami jest to niemożliwe, ale na przykład w przypadku dużej ilości zgonów w stosunku do lat poprzednich można założyć, że przez dany teren przeszły zaraza albo jakaś klęska żywiołowa czy kataklizm a nawet działania wojenne i czasem można to potwierdzić w innych źródłach historycznych, dotyczących danego terenu czy konkretnej miejscowości. W przypadku śmierci matki w bliskiej odległości czasowej od urodzenia martwego dziecka lub śmierci niemowlęcia  można przyjąć, że śmierć była związana z urodzeniem dziecka, porodem czy ogólnie przebiegiem ciąży czy okolicznościami temu towarzyszącymi.

Jeśli chodzi o śmierć niemowląt to w zasadzie są dwie sytuacje: urodzenie martwego dziecka lub dziecka, które zmarło wkrótce (minuty, godziny czy kilka dni a nawet miesięcy) po urodzeniu. W takich sytuacjach czasami możemy odnaleźć w księdze obydwa akty: urodzenia i zgonu, gdzie w przypadku urodzenia martwego dziecka w akcie urodzeniu zapisywano, że dziecko było „nieżywo urodzone”. Ale zdarza się też często, że urodzenie martwego dziecka zapisane jest tylko w postaci aktu urodzenia a urodzenie dziecka, które zmarło wkrótce po urodzeniu tylko w postaci aktu zgonu.
Przy porodach dzieci martwych lub takich, które zmarły wkrótce po urodzeniu, zagrożenie życia matki było jeszcze większe niż w sytuacji normalnej niezagrożonej ciąży. Jeżeli widzimy, że urodzone dziecko i matka zmarły w tym samym dniu lub w ciągu kilku dni czy miesięcy, to możemy przyjąć, że przyczyny śmierci i matki i dziecka były ze sobą powiązane.
Natomiast sama nigdy nie spotkałam się z zapisem, który informowałby o tym, że zmarła kobieta była w ciąży, szczególnie w zaawansowanej ciąży. Artykuł o porodzie pośmiertnym uzmysłowił mi, że problematyczne ciąże też mogły być przyczyną śmierci matki. Mogły to być też i inne sytuacje, jak przypadek epidemii opisany w artykule (link poniżej), gdzie czynniki zewnętrzne a nie ciąża sama w sobie przyczyniła się do śmierci przyszłej matki. Jeżeli matka zmarła i została pochowana przed porodem, to informacja o nienarodzonym dziecku nie była nigdzie zapisywana i pozostaje nieznana, chyba że w „sytuacji archeologicznej” natrafi się na tak zadziwiający przypadek, który poszerza też wiedzę na temat możliwości ludzkiego organizmu także po śmierci.

Tytuł artykułu trąci nieco tanią sensacją i dlatego go nie cytuję. Natomiast samo zagadnienie wydaje mi się bardzo interesujące. Prawdopodobieństwo natknięcia się we własnych poszukiwaniach na podobną historię wydaje się bliskie zeru, ale przynajmniej dowiadujemy się o poszerzeniu możliwości poznania historii naszych przodków.

Link do artykułu

Ojcostwo biologiczne i rzeczywiste a genealogia i testy DNA

 

O ile nie posiadamy wiedzy, że było inaczej, zakładamy, że ojciec wychowujący dziecko i biologiczny to jedna i ta sama osoba.
Standardowe sytuacje, kiedy wiadomo, że było inaczej, to takie, kiedy dzieci były adoptowane, pochodziły z poprzednich związków rodziców albo kiedy wiadomo było o niewierności jednego z rodziców.
Oczywiście są jeszcze sytuacje, kiedy oficjalnie ojciec pozostaje nieznany a nieoficjalnie może być znany lub nie. Tutaj można przyjąć, że ojcostwo nie jest ustalone czy potwierdzone oficjalnie. Nie oznacza to jednak, że ta niewiedza utrzyma się bezterminowo.

Znamy wiele rodzin w naszym otoczeniu i na ogół posiadamy lub budujemy pewną wiedzę na temat ojcostwa na podstawie obserwacji lub informacji z różnych źródeł. Rzadko sprawdzamy tę wiedzę z treścią dokumentów metrykalnych i innych, które mogą potwierdzić informacje co do ojcostwa.
Jeżeli odtwarzamy genealogię naszych przodków, to oczywiście, i czasami nawet w pierwszej kolejności, zdobywamy wiedzę o ojcostwie na podstawie treści dokumentów metrykalnych, które zbieramy w trakcie poszukiwań.
Czy wiadomości pochodzą z relacji ustnych, czy z dokumentów, może się okazać, że to, co czego dowiedzieliśmy się z relacji ustnych może nie pokrywać się z informacjami, zapisanymi w dokumentach urzędowych.

Opracowując genealogię naszych przodków na podstawie informacji z dokumentów odtwarzamy zapis ojcostwa taki, jaki został zapisany w dokumentach.
Opracowując genealogię naszych przodków na podstawie przekazów ustnych, odtwarzamy genealogię zapamiętaną, ale niekoniecznie potwierdzoną.
Informacje z dokumentów i te z przekazu ustnego na temat ojcostwa dzieci mogą nie być ze sobą spójne. Ale, co jeszcze bardziej skomplikowane, żadne z tych informacji mogą nie być prawdziwe w sensie biologicznym.

Od 2000 r. „zwykły człowiek” może zrobić sobie test DNA. Oczywiście od tego czasu do dziś poszerzyły się  możliwości badawcze jeśli chodzi o DNA. Jest kilka testów do wyboru, jest kilka baz danych o charakterze bardziej globalnym, materiał porównawczy może sięgać nawet kilka milionów próbek. Na pewno nie jest to koniec możliwości nauki w tym względzie, a z całą pewnością nie jest to koniec materiału porównawczego, gdyż co chwila nowe osoby poddają się testom. Nie znaczy to jednak, że po przeprowadzeniu odpowiedniego dla nas (płeć może mieć znaczenie) i odpowiadającego naszym potrzebom poszukiwawczym (w zależności od tego, czego się chcemy dowiedzieć) testu, na pewno odnajdziemy w ten sposób nowych krewnych i rozbudujemy nasze drzewo genealogiczne. Może tak być, ale nie musi.

Poza oczywistą przeszkodą, którą jest dla niektórych cena testów, istnieje jeszcze inna bariera – można powiedzieć psychologiczna. Można ją nazwać ogólnie „lękiem przed poznaniem”. W Polsce wiele osób bada swoje DNA, żeby potwierdzić swoje pochodzenie biogeograficzne często nazywane etnicznym i tutaj niektórzy obawiają się, że może okazać się, że wywodzą się z innej grupy etnicznej niż się spodziewali. Nie mówimy tu o państwowości czy narodach, gdyż terminy te zostały zdefiniowane – w odniesieniu do okresu istnienia człowieka na ziemi – w zasadzie „wczoraj”, więc nie mają tu racji bytu. Drugi częsty motyw przeprowadzania testów, to sprawdzenie pokrewieństwa, czasami w obrębie jednego nazwiska a czasami węziej, w obrębie jednej rodziny. I tutaj właśnie istnieje niebezpieczeństwo, że może się okazać, iż DNA biologicznego ojca kogoś z rodziny będzie inne niż być powinno, to znaczy, może się okazać, że biologicznym ojcem był ktoś inny, niż osoba, która znalazła się w drzewie genealogicznym na podstawie informacji z dokumentów, odnalezionych w wyniku przeprowadzonej kwerendy lub relacji ustnych rodziny.

Jedne osoby robią testy, gdyż są otwarte na każdą wiedzę, inne przeprowadzają testy, choć nie mają świadomości ewentualnych konsekwencji. W zasadzie z genealogią odtwarzaną przy pomocy kwerendy w dokumentach papierowych jest tak samo. Musimy liczyć się z tym, że prawda okaże się inna niż znana.

Jeżeli chodzi o ojcostwo biologiczne – gdybyśmy chcieli je potwierdzić – to jedynym ogólnodostępnym rozwiązaniem na dziś (choć nie daje żadnej gwarancji sukcesu takiego potwierdzenia, o czym warto pamiętać) – i jest to żmudny proces, co bardzo przejrzyście opisał Richard Hill w swojej książce Finding Family, My Search for Roots and the Secrets of My DNA link do książki (w luźnym tłumaczeniu: jak odnalazłem rodzinę, moje poszukiwania własnych korzeni oraz sekrety mojego DNA) (2012) – jest przeprowadzenie właściwych do tego celu testów DNA.

Samo nazwisko nie jest więc dowodem jeśli chodzi o ojcostwo biologiczne.

Oczywiście, trzeba bardzo uważać, by w sytuacjach, kiedy okaże się, że którekolwiek z lub obydwoje rodziców biologicznymi rodzicami nie byli, nie skrzywdzić samego siebie oraz tych właśnie rodziców, którzy mogli nam „nieba przychylić” mimo, że biologicznymi rodzicami nie byli.

Osoby, które wchodzą na drogę poszukiwań genealogicznych czy korzystania z analizy wyników testów DNA do odtwarzania historii swoich przodków powinny podchodzić do tego z otwartą głową i być także przygotowanymi na ewentualne „rewelacje”, które nie będą miały związku z wiedzą, którą być może przekazano im w rodzinie. Osoby, które cechuje „lęk przed poznaniem” mogą przejść wiele rozczarowań. Najlepiej jest pozbyć się tego lęku i poznać przeszłość swoich przodków a tym samym swoją własną!

 

Czy „napoleońskie” urzędy stanu cywilnego były prowadzone tylko przy parafiach rzymskokatolickich przez proboszczów tych parafii? Cz. II.

Poprzednio pisałam o przypadku parafii ewangelicko-augsburskiej w Lipnie, przy której istniał urząd stanu cywilnego.

Jednakże okazuje się, że urzędy stanu cywilnego były też prowadzone jako urzędy zupełnie świeckie, a nie przy parafii jakiegokolwiek wyznania.
Trudno mi powiedzieć, czy opisany poniżej przypadek był odosobniony i związany wyłącznie z dobrami autora Podróży do Ciemnogrodu, czy też takich przykładów można by znaleźć więcej.

Kiedyś przypadkowo przeglądałam księgi metrykalne z Wilanowa z okresu obowiązywania „napoleońskich” urzędów stanu cywilnego i zauważyłam, że urzędnikiem stanu cywilnego bywał notariusz a nawet nauczyciel. Nie od razu powiązałam te fakty z osobą właściciela dóbr wilanowskich (po 1797), Stanisława Kostki Potockiego.

Poniżej przytaczam w postaci transkrypcji akt zgonu Stanisława Kostki hrabiego Potockiego, sporządzony w wilanowskim urzędzie stanu cywilnego (pisownia została częściowo zmodernizowana).
źródło: USC Wilanów, Z 53 / 1821 Stanisław Kostka Potocki

Nr 53. Roku tysiąc osiemset dwudziestego pierwszego dnia siedemnastego miesiąca września przed Nami, Nauczycielem Szkoły Elementarnej Wilanowskiej, sprawującym obowiązki Urzędnika Stanu Cywilnego Gminy Wilanowskiej w Powiecie Warszawskim, Województwie Mazowieckim, stawili się Bartłomiej Biernacki, mający lat 30, Zastępca Wójta Gminy Wilanowskiej, tudzież Wincenty Żabiński, liczący lat 40, Rządca Dóbr Klucza Wilanowskiego i Karol Smoczyński, rachujący lat 36, Kassyer Jeneralny tychże Dóbr, i oświadczyli Nam, iż Jaśnie Wielmożny Stanisław Kostka Hrabia Potocki, Prezes Senatu Korony Polskiej, Kawaler Orderów Polskich i Legii Honorowej, Dziedzic Dóbr Wilanowskich i wielu innych, żyjący lat 64, syn Eustachego Hrabiego Potockiego, Generała Artylerii Litewskiej, i Marii z Konckich, już nieżyjących małżonków, w dniu czternastym miesiąca września roku bieżącego, o godzinie piątej wieczorem umarł w Pałacu Wilanowskim, pod numerem trzydziestym pierwszym. Po czym Oświadczającym akt niniejszy przeczytany, przez Nas podpisany został, i świadków.
Stanisław Pawłowski, Urzędnik Stanu Cywilnego.
[podpisali] Karol Smoczyński i Wincenty Żabiński

Nie przeglądałam wszystkich aktów metrykalnych z wilanowskiego urzędu stanu cywilnego. Jednakże pierwszym pełniącym obowiązki urzędnika stanu cywilnego gminy wilanowskiej był Notariusz Powiatu Warszawskiego, Piotr Staszewski. Występuje on jako urzędnik USC w akcie urodzenia numer jeden, spisanym w 1808. Być może pomiędzy Piotrem Staszewskim a Stanisławem Pawłowskim byli inni urzędnicy stanu cywilnego. W każdym razie, jak wynika z treści przytoczonego aktu zgonu, Stanisław Pawłowski był nauczycielem szkolnym i urzędnikiem stanu cywilnego w 1821 a w aktach urodzenia, małżeństwa i zgonu, zamykających księgę wilanowskiego urzędu stanu cywilnego za rok 1825 (czyli ostatni rok przed wejściem w życie nowych przepisów) występuje on już wyłącznie jako urzędnik stanu cywilnego, co oznacza, że prawdopodobnie prowadził już wtedy USC „na pełny etat”.

Poniżej podaję linki do tych innych dokumentów oraz do Podróży do Ciemnogrodu, z którą w wersji zdigitalizowanej można się zapoznać korzystając z Mazowieckiej Biblioteki Cyfrowej.

Akt zgonu (USC Wilanów Z 53 / 1821) Stanisława Kostki Potockiego

Akt urodzenia Amalii Anny Strasburg, USC Wilanów 1 / 1808/1809 (1808)

Akt urodzenia zamykający akta urodzeń za 1825, USC Wilanów B 130 / 1825 Anna i Maryanna Witkowskie, bliźniaczki zapisane pod jednym numerem aktu

Podróż do Ciemnogrodu, Wydanie N. Glücksberga z 1820, Mazowiecka Biblioteka Cyfrowa

Link do strony tytułowej cz. 1 Podróży do Ciemnogrodu, Wydanie N. Glücksberga z 1820, Mazowiecka Biblioteka Cyfrowa

 

Akty metrykalne. To tylko informacje o „zdarzeniach metrykalnych” czy też możemy dowiedzieć się czegoś więcej? Czy Fryderyk Chopin wybierał się do Warszawy na początku lat 40. XIX w.?

Fryderyk Chopin opuścił Warszawę 2 listopada 1830. Na pewno nie zastanawiał się wtedy, czy wyjeżdża na stałe, czy tylko na jakiś czas. Po prostu wyjeżdżał. Do Warszawy jednak osobiście nigdy już nie powrócił. Ze swoją rodziną utrzymywał regularny kontakt, o czym wiemy choćby z zachowanej korespondencji z rodzicami, innymi członkami rodziny i znajomymi. W 1835 spotkał się z rodzicami poza granicami Francji i Rosji, w Karlsbadzie, dziś Karlowych Warach. Po śmierci ojca kompozytora (Mikołaj Chopin zmarł 3 maja 1844) w 1844 w Paryżu i Nohant odwiedziła go jego siostra Ludwika wraz z mężem. Mimo odległości i komplikacji wyjazdów zagranicznych co kilka lat Fryderyk Chopin spotykał się z członkami swojej rodziny. Czy planował zatem wizytę w Warszawie? Być może. Nie przeglądałam źródeł pod tym kątem. Jednakże podczas pracy nad książką Data urodzenia Fryderyka Chopina. Ewaluacja źródeł, analiza informacji, konkluzja. trafiłam na informacje, które pośrednio tego dowodzą. Przynajmniej jeśli chodzi o jedno konkretne wydarzenie rodzinne.

Czy zatem na podstawie analizy aktów metrykalnych można postawić hipotezę, że Fryderyk Chopin planował lub jego rodzina uważała za możliwą wizytę kompozytora w Warszawie na początku lat 40. XIX w.? Moim zdaniem tak.

Przy okazji pracy nad potwierdzeniem daty urodzenia Fryderyka Chopina analizowałam akty urodzenia siostrzeńców i siostrzenicy kompozytora – dzieci jego siostry Ludwiki (Chopin) Jędrzejewicz. Treść dwóch z nich skłania do postawienia powyższej hipotezy.

Zacznę od przytoczenia (w postaci transkrypcji) treści dwóch aktów urodzenia wraz z linkiem do dokumentów zdigitalizowanych, które zdają się potwierdzać powyższe przypuszczenie. W obydwu przypadkach pisownia jest tylko częściowo zmodernizowana.

Działo się w Warszawie dnia siódmego miesiąca grudnia tysiąc osiemset czterdziestego trzeciego roku, o godzinie jedenastej z rana – Stawił się Józef Kalasanty Jędrzejewicz Radca Dyrekcji Ubezpieczeń liczący lat czterdzieści, w Warszawie przy ulicy Podwale pod liczbą pięćset dwadzieścia sześć zamieszkały, w obecności Antoniego Barcińskiego, Naczelnika Kancelarii Wydziału Górnictwa Krajowego tudzież Mikołaja Chopin byłego Profesora, Emeryta, obydwóch pełnoletnich, w Warszawie zamieszkałych, i okazał nam dziecię płci męzkiej urodzone tu w Warszawie, w mieszkaniu jego, na dniu dwudziestym czwartym lipca tysiąc osiemset czterdziestego roku, o godzinie dziesiątej w nocy, z jego małżonki Ludwiki z Chopinów, lat trzydzieści pięć mającej. Dziecięciu temu na Chrzcie Świętym, poprzednio z wody tylko, a w dniu wczorajszym z ceremonii przez Jego Mość Xiędza Jana Dekierta, prałata archidiakona Metropolitalnego Warszawskiego odbytym, nadane zostały imiona Fryderyk Bolesław – obecnemi byli temu obrzędowi wyż. wspomniany Mikołaj Chopin, w imieniu syna swego Fryderyka Chopin z Izabellą z Chopinów Barcińską. – Spisanie aktu tego spóźnione zostało z powodu nieczasowości ojca. Poczem akt niniejszy po odczytaniu onego, podpisanym został przez nas wraz z ojcem i świadkami.

[odręczne podpisy ks. Augusta Siekluckiego (po. Proboszcza parafii św. Jana, Józefa Kalasantego Jędrzejewicza, Antoniego Barcińskiego, Mikołaja Chopina]

Transkrypcja na podstawie: Fryderyk Bolesław Jędrzejewicz, akt urodzenia nr 687 (1843), [w:] „Akta stanu cywilnego parafii rz.-kat. pw. św. Jana w Warszawie, Urodzenia, 1842‒1844”; dokumenty zdigitalizowane, Serwis Polskiego Towarzystwa Genealogicznego, genealodzy.pl, zakładka „Metryki”.

Działo się w Warszawie dnia siódmego miesiąca grudnia tysiąc osiemset czterdziestego trzeciego roku, o godzinie wpół do dwunastej z południa – Stawił się Józef Kalasanty Jędrzejewicz Radca Dyrekcji Ubezpieczeń liczący lat czterdzieści, w Warszawie przy ulicy Podwale pod liczbą pięćset dwadzieścia sześć zamieszkały, w obecności Antoniego Barcińskiego, Naczelnika Kancelarii Wydziału Górnictwa Krajowego tudzież Mikołaja Chopin byłego Profesora, Emeryta, obydwóch pełnoletnich, w Warszawie zamieszkałych, i okazał nam dziecię płci męzkiej urodzone tu w Warszawie, w mieszkaniu jego, na dniu dwudziestym trzecim lipca roku bieżącego, o godzinie czwartej z rana, z jego małżonki Ludwiki z Chopinów, lat trzydzieści pięć mającej. Dziecięciu temu na Chrzcie Świętym, poprzednio z wody tylko, a w dniu wczorajszym z ceremonii przez Jego Mość Xiędza Jana Dekierta, prałata archidiakona Metropolitalnego Warszawskiego odbytym, nadane zostały imiona Antoni Zdzisław – obecnemi byli temu obrzędowi wyż. wspomniany Antoni Barciński z Humellą Moszkowską Kanoniczką warszawską. – Spisanie tego aktu spóźnione zostało z powodu nieczasowości ojca. Poczem akt niniejszy po odczytaniu onego, podpisanym został przez nas wraz z ojcem i świadkami.

[odręczne podpisy ks. Augusta Siekluckiego (po. Proboszcza parafii św. Jana, Józefa Kalasantego Jędrzejewicza, Antoniego Barcińskiego, Mikołaja Chopina]

Transkrypcja na podstawie: Antoni Zdzisław Jędrzejewicz, akt urodzenia nr 688 (1843), [w:] „Akta stanu cywilnego parafii rz.-kat. pw. św. Jana w Warszawie, Urodzenia, 1842‒1844”; dokumenty zdigitalizowane, Serwis Polskiego Towarzystwa Genealogicznego, genealodzy.pl, zakładka „Metryki”.

Link do obydwu zdigitalizowanych aktów urodzenia

Obydwa akty urodzenia zostały sporządzone w dniu 7 grudnia 1843. Chłopcy nie byli jednak bliźniętami. Pierwszy, Fryderyk Bolesław, urodził się 24 lipca 1840, a drugi, Antoni Zdzisław, 23 lipca 1843. Obydwaj zostali wprawdzie uprzednio – choć nie podano kiedy miało to miejsce – ochrzczeni z wody, ale dopiero następnego dnia po chrzcie „z ceremonii odbytym” sporządzone zostały akty urodzenia chłopców. Dlaczego tak późno? Kilkumiesięczne opóźnienie w spisaniu aktu urodzenia Antoniego Zdzisława można by jeszcze jakoś zaakceptować, ale ponad trzyletnie opóźnienie rejestracji Fryderyka Bolesława musiało mieć jakieś inne wytłumaczenie.
Akty urodzenia oczywiście podają tego przyczynę, którą w obydwu przypadkach była dość enigmatyczna „nieczasowość ojca”. Wydaje się, że wszystko można by pod nią podciągnąć, podróże służbowe na przykład, chorobę czy inne okoliczności. Jednakże, biorąc pod uwagę fakt, że w lipcu 1843 Józefowi Kalasantemu Jędrzejewiczowi urodził się kolejny syn wyklucza raczej jego nieobecność w domu przez ponad trzy lata.

Światło na sprawę rzuca zapis, który znajdujemy w akcie urodzenia Fryderyka Bolesława. Podaje on mianowicie, że obecnym przy ceremonii uzupełnienia obrzędów chrztu (czyli innymi słowy „chrzestnym z ceremonii”) był Mikołaj Chopin „w imieniu syna swego Fryderyka Chopin”. Chłopcu nadano imiona Fryderyk Bolesław. Pierwsze imię otrzymał więc na pewno po swoim wujku. Informacja, że Mikołaj Chopin występował przy ceremonii uzupełnienia obrzędów chrztu „w imieniu” swojego syna wydaje się potwierdzać, że nie chodziło jedynie o nadanie dziecku imienia po słynnym już wtedy krewnym ale o to, że Fryderyk Chopin był zapewne planowanym przez rodzinę ojcem chrzestnym (czy w ogóle czy tylko z ceremonii) chłopca. Ponieważ wpis aktu urodzenia Fryderyka Bolesława Jędrzejewicza do księgi odbył się ponad trzy lata po jego urodzeniu, wydaje się wielce prawdopodobne, że rodzina liczyła na przyjazd Fryderyka Chopina do Warszawy, którą to okazję wykorzystano by do spisania aktu urodzenia chłopca przy okazji „chrztu z ceremonii”, przy którym kompozytor byłby obecny. Być może celem przyjazdu Fryderyka Chopina miała być obecność przy takiej rodzinnej okazji. Było to dla rodziny – być może dla samej Ludwiki – tak ważne, że zdecydowano się na czekanie przez kilka lat. Wydaje się, że w 1843 było już pewne, że Fryderyk Chopin do Warszawy jednak nie przyjedzie i akt urodzenia Fryderyka Bolesława Jędrzejewicza został wpisany do księgi urodzeń tego samego dnia co stosowny zapis, dotyczący jego młodszego, urodzonego w 1843, brata Antoniego Zdzisława.

Tak można zinterpretować treść aktu urodzenia Fryderyka Bolesława Jędrzejewicza.

Nie wiadomo, czy Fryderyk Chopin miał takie plany przyjazdowe. Być może były to tylko nadzieje jego siostry. Być może takich okoliczności, gdy kompozytor liczył na to, że uda mu się jednak wjechać do Rosji, było kilka. Akt urodzenia Fryderyka Bolesława Jędrzejewicza dowodzi, że mogło tak być przynajmniej w latach 1840-1843.

Odczytanie tego dokumentu w powyżej opisany sposób jest też przykładem, jak poprzez analizę treści dokumentu metrykalnego można dotrzeć do dowodów pośrednich w poszukiwaniu rozwiązania zupełnie innego problemu niż jedynie pozyskanie dat i informacji porządkujących rodzinne genealogie.

Warszawa, 26 marca 2017

Czy „napoleońskie” urzędy stanu cywilnego były prowadzone tylko przy parafiach rzymskokatolickich przez proboszczów tych parafii? Cz. I.

Do tej pory tak myślałam. Wydawało mi się, że takie były przepisy. Być może nie doczytałam dokładnie!

Ostatnio wróciłam na teren moich pierwszych poszukiwań genealogicznych czyli na Ziemię Dobrzyńską, tę część, która była w Księstwie Warszawskim i została włączona do zaboru rosyjskiego.  Tam zajmuję się historią rodzin ewangelickich.

Kiedy kilkanaście lat temu po raz pierwszy prowadziłam tam poszukiwania, posiłkowałam się współpracą z Oddziale Archiwum Państwowego w Toruniu we Włocławku. Dziś wszystkie księgi metrykalne wyznania ewangelicko-augsburskiego zostały zdigitalizowane i są dostępne w „Metrykach” na portalu genealodzy.pl. Jest to oczywiście duże ułatwienie dla poszukiwaczy, gdyż na tym terenie znajdowały się najpierw tylko dwie parafie w Lipnie i w Michałkach (dużo później przeniesionej do Rypina), a następnie powstawało ich więcej, więc nawet rodziny, które przez cały czas mieszkały w jednej miejscowości, mają zapisy przynajmniej w dwóch parafiach.

Nie od razu zwróciłam uwagę na to, że dla parafii ewangelicko-augsburskiej w Lipnie księgi dostępne są od 1808/1809. Zastanawiałam się najpierw czy może zdigitalizowano urząd stanu cywilnego przy parafii rzymskokatolickiej w Lipnie ze względu (może) na dużą ilość rejestrujących się tam ewangelików.

Zamiast zastanawiać się nad tym dalej po prostu zajrzałam do ksiąg.

Poniżej podaję link do jednej tylko strony, ale można przejrzeć i inne lata i akta metrykalne z tego wczesnego okresu (do końca 1825), gdzie czytamy, że na przykład w aktach urodzenia „przed nami Janem Pastenacy, proboszczem wyznania ewangelickiego, sprawującym obowiązki urzędnika stanu cywilnego Gminy Lipnowskiej Powiatu Lipnowskiego w Departamencie Płockim stawił się…”

Sprawdziłam, jak jest to zapisane w bazie „Pradziad”. Otóż, wyróżniony jest tam urząd stanu cywilnego, prowadzony – wiedząc o powyższym – przy parafii rzymskokatolickiej. Natomiast „napoleoński” urząd stanu cywilnego, prowadzony przy parafii ewangelicko-augsburskiej nie został skatalogowany oddzielnie. W jednym zespole „akta stanu cywilnego parafii ewangelicko-augsburskiej w Lipnie” znajdują się zarówno „napoleońskie” akta cywilne jak i te cywilno-religijne prowadzone od 1826.

Link do jednostek zespołu ASC parafii ewangelicko-augsburskiej w Lipnie w „Metrykach”

Link do przykładowego aktu urodzenia z 1812 z urzędu stanu cywilnego przy parafii ewangelicko-augsburskiej w Lipnie („Metryki”)

 

 

Spotkanie autorskie poświęcone mojej najnowszej książce Data urodzenia Fryderyka Chopina. Ewaluacja źródeł, analiza informacji, konkluzja.

Dla porządku (poza Facebookiem i emailami, które jeszcze będę rozsyłać) i tą drogą podaję informację o spotkaniu autorskim na temat powyższej publikacji.

Zaproszenie na 12 IV jpg

 

Marzec miesiącem czytelnictwa genealogicznego i nie tylko.

Nareszcie udało mi się trafić na dwie książki, które wzbogaciły moją „Czytelnię”. Interesujące opracowania genealogiczne lub takie, które mogą coś wnieść do koncepcji takich opracowań, nie są łatwe do znalezienia. Ciągle przyglądam się, co nowego się ukazuje, ale porządnych opracowań nie ma zbyt wiele. Co rozumiem przez porządne opracowanie? Takie, które przedstawia rodzinną historię w oparciu o jakąś koncepcję oraz podaje źródła prezentowanych informacji w przypisach dolnych.

Zachęcam więc do zapoznania się z moją subiektywną opinią, podszytą ideą dążenia do opracowania zmierzającego w kierunku ideału (ideał nie istnieje, zresztą, gdyby istniał, to nie byłoby co robić!), na temat tych dwóch publikacji. Każda jest bardzo interesująca, każda jest inna, każda może być natchnieniem do opracowania koncepcji własnej publikacji.

Ciekawe książki o tematyce genealogicznej i nie tylko