Warto ciągle przeszukiwać bazy danych

Dziś dokonałam zupełnie niespodziewanego odkrycia dotyczącego młodszego brata mojego dziadka Jana Szaniawskiego. Janek – tak był nazywany w rodzinie – w czasie niemieckiej okupacji został w Radomiu złapany w trakcie ulicznej łapanki i ślad po nim zaginął, nigdy nie wrócił do domu po wojnie.

Dziś z zupełnie innych przyczyn przeglądałam bazę Arolsen Archives. W przeszłości na pewno szukałam tam moich krewnych. Nie wiem, więc czy niedawno doszły te informacje do bazy, czy też ja je przegapiłam, być może nie szukałam po imieniu, trudno powiedzieć. Dziś wrzuciłam do wyszukiwarki imię i nazwisko. Pojawiło się kilka dokumentów, bardzo niewiele mówiących, ale jednak dotyczących Janka.
Jeden z nich podaje, że Jan Szaniawski – identyfikuję go po dokładnej dacie urodzenie a pierścionek, którego ślad pojawia się w dokumentach był zapewne jego obrączką ślubną – był więźniem obozu KZ Neuengamme w Hamburgu. Na razie nie wiem, jaką drogę Jan Szaniawski odbył z Radomia do Hamburga i co się z nim stało, ale natrafiłam wreszcie na pierwszą informację na temat tego, gdzie przebywał po tym jak nie powrócił do domu.

Poniżej front tego dokumentu.


Grażyna Rychlik
31 I 2023

Moja najnowsza książka Szaniawscy z Parznic Genealogia

Już niedługo ukaże się moja pierwsza w tym roku i zupełnie nieplanowana w zeszłym roku nowa książka – stąd wcześniej o niej nie pisałam – Szaniawscy z Parznic Genealogia.
Tym razem będzie to genealogia rodziny Szaniawskich, przodków mojego dziadka Józefa Szaniawskiego – ojca mojej mamy. Szaniawscy wywodzili się z Parznic, niewielkiej miejscowości w gminie Kowala w powiecie radomskim.

Inspiracją do przeprowadzenia szerszych poszukiwań i bardziej dogłębnego opisania sześciu pokoleń Szaniawskich (od pierwszej ćwierci XVIII w. do pocz. XX w.) był mój artykuł, który ukazał się w Parantelach w 2022 i opisywał trzy najstarsze pokolenia Szaniawskich.
Na kanwie tego artykułu pod koniec listopada 2022 zrodził się pomysł prezentu świątecznego dla mojej rodziny. Ale niestety okazało się, że jest zbyt mało czasu, by z tekstem i drukiem wyrobić się na święta. Ten projekt jest już w drukarni i z prezentem zdążę na Walentynki…. – też dobry termin.
Postanowiłam jednak pójść dalej i opracować pełniejszą genealogię Szaniawskich i ta najpełniejsza na obecny stan poszukiwań będzie powszechnie dostępna w postaci tej mojej kolejnej książki. Jest to także przykładowe wydanie pokazujące, jak można opracować genealogię własnej rodziny w wersji książkowej.

Poniżej wymieniam listę parafii, w których rejestrowali zdarzenia metrykalne moi przodkowie oraz nazwiska, które występują w tej genealogii.

Będę informować o publikacji. Można też śledzić informacje w zakładce na tym blogu: Moje publikacje.

Mam nadzieję, że książka ukaże się najpóźniej w kwietniu 2023. Planuję, że będzie dostępna także w formie e-booka.

Grażyna Rychlik
23 I 2023

Parafie, w których Szaniawscy i ich potomkowie rejestrowali swoje zdarzenia metrykalne:

1. Bukówno, gm. Radzanów, pow. białobrzeski, woj. mazowieckie

2. Cerekiew, gm. Zakrzew, pow. radomski, woj. mazowieckie

3. Chotcza Dolna, gm. Chotcza, pow. lipski, woj. mazowieckie

4. Ciepielów, pow. lipski, woj. mazowieckie

5. Drzewica, pow. opoczyński, woj. łódzkie

6. Gowarczów, pow. konecki, woj. świętokrzyskie

7. Janowiec, pow. puławski, woj. lubelskie

8. Jedlińsk, pow. radomski, woj. mazowieckie

9. Jedlnia-Letnisko, pow. radomski, woj. mazowieckie

10. Kowala-Stępocina, gm. Kowala, pow. radomski, woj. mazowieckie

11. Kotarwice, gm. Kowala, pow. radomski, woj. mazowieckie

12. Odechów, gm. Skaryszew, pow. radomski, woj. mazowieckie

13.-15. Radom, woj. mazowieckie, parafie: św. Jana Chrzciciela, Opieki NMP, Najświętszego Serca Jezusowego

16. Sieciechów, pow. kozienicki, woj. mazowiecki

17. Skaryszew, pow. radomski, woj. mazowieckie

18. Szydłowiec, woj. mazowiecki

19. Trójca, gm. Zawichost, pow. sandomierski, woj. świętokrzyskie

20.-23. Warszawa, woj. mazowieckie, parafie: św. Aleksandra, św. Augustyna, św. Barbary, Wszystkich Świętych,

24. Wąwolnica, pow. puławski, woj. lubelskie

25. Wierzbica, pow. radomski, woj. mazowieckie

26. Wolanów, pow. radomski, woj. mazowieckie

27. Wsola, gm. Jedlińsk, pow. radomski, woj. mazowieckie

28. Wysoka, gm. Szydłowiec, woj. mazowieckie

29. Zakrzew (Zakrzów), pow. radomski, woj. mazowieckie

30. Żbików (obecnie w granicach Pruszkowa), pow. pruszkowski, woj. mazowieckie

Nazwiska (krewnych i powinowatych), które występują w genealogii Szaniawskich:

Banderski

Bednarski

Bieniek

Bociański

Bukarewicz

Charzewski

Chlumna

Chruślak

Czerski

Czyszkowski (pisane też Cieszkowski, Czyżkowski)

de Verny (pisane też de Verni a nawet Dewerni)

Dankiewicz

Dobrowolski

Doszczeczko?

Dudziński

Dutkiewicz

Dutkowski

Dziedzic

Falkowicz/Fałkowicz

Federowicz

Fronio (pisane też Frunio)

Gawarecki

Głogowski

Góral

Grabski

Gurdział

Iżyński

Jarosławski?

Kaliński

Kępski

Kielichowski

Kieterowicz

Kopaczewski

Kordas

Kossowski

Kowalik

Kowalski

Kozioł/Kozłowski

Kuśmiderski

L/Zachmański

Langierowicz

Leśniewski

Lipiński

Łubieński

Łukowski

Łuzanowicz

Maciejewski

Matyga

Mazur

Mendykowski

Miler

Miniakowski

Mlastek

Mleczko

Murawski

Niewadzisz

Olszański

Orzechowski

Pajkert

Paluch

Paluszek

Pasiecki

Pawelec

Pieniążek

Przyborowski

Puchacki

Pudełkiewicz

Ragiński

Rylski

Rywacki

Sadkowski

Sadowski

Skorza

Skowroński

Skwarek

Słowiński

Strzecha

Sulikowski

Szrubarek

Trebel (pisane też Strejban i Strebel)

Tuzimek

Wędziński

Wierzbicki

Wierzejski

Winiarski

Wiosna

Witkowski

Wlazło

Wojdat

Wolanowski

Wolski

Worowski

Woźniak

Wójcicki

Wybranowski

Zalewski

Zbojna

Żabicki

Postanowienia noworoczne na 2023 rok

Mój kończący stary rok post na blogu podsumowujący 2022 rok od strony genealogicznej przeszedł prawie bez echa. Może wpadł nie o tej porze, o której na ogół jesteście przy komputerze czy na Facebooku, może nie chciało wam się nic napisać, może 2022 był rokiem przerwy od genealogii. Wszystko jest możliwe.
W 2022 rozmawiałam z wieloma osobami na temat genealogii, szczególnie w ostatnich pandemicznych latach. Jedni dzięki (brzmi dziwnie) pandemii znaleźli czas, żeby powrócić do swoich rozlicznych poszukiwań genealogicznych a inni albo stracili zapał albo musieli się zająć innymi sprawami.

2022 rok to już historia. Styczeń się prawie kończy, więc niemalże w ostatniej chwili piszę kilka słów o moich planach genealogicznych na rok 2023.

Przede wszystkim dzięki wielkiemu sukcesowi jeżeli chodzi o rodzinę Rychlików w moich ostatnich poszukiwaniach 2022 roku będę kontynuować te poszukiwania, choć dopiero jak dzień zrobi się dłuższy i śniegi stopnieją. Planuję też wybrać się wreszcie do wsi Ruchna, gdzie przez setki lat mieszkali moi przodkowie, a myślę że na pewno jacyś krewni mieszkają tam do dziś. To jest mój główny plan poszukiwawczy na ten rok.

Ten rok jednakże upłynie dla mnie na pewno jako rok pisania i wydawania książek o tematyce genealogicznej.
Zapowiedziałam już pierwszą, która pomoże wam – jeżeli tylko chcielibyście stworzyć opracowanie czy to genealogii waszej rodziny czy inne o podobnej tematyce – napisać książkę na ten temat oraz ją wydać. Nad tą książką nadal pracuję. Zdecydowałam już o jej ostatecznym kształcie i uzupełniam treść.
Zupełnie nieoczekiwanie nieco dla mnie samej, ta zapowiedziana już książka zostanie poprzedzona inną, o której będę już niedługo pisać.

Wygląda na to, że to może nie być koniec książek o tematyce genealogicznej w tym roku, ale zobaczę jak się rok rozwinie.

O dostępności książek będę was informować!

Wszystkim natomiast życzę na ten rok (2023) wielu interesujących odkryć genealogicznych, wielu niezapomnianych podróży genealogicznych oraz wielu spotkań i rozmów z krewnymi!

Grażyna Rychlik
22 I 2023

Prof. Miodek odpowiada na pytania dotyczące genealogii.

Kilkakrotnie na tym blogu zachęcałam do obejrzenia programów z serii Słownik polsko-polski, gdyż dotyczyły one także problemów językowych, z którymi borykają się genealodzy. Ostatnio i ja miałam okazję zadać kilka nurtujących mnie pytań w tym programie. Prof. Miodek jak zwykle udzielił bardzo interesujących odpowiedzi na pytania i moje i innych uczestników, które – jak się złożyło – czasem też były powiązane z genealogią.

Zapraszam wszystkich, którzy cenią prof. Miodka i jego tłumaczenie nam zawiłości języka polskiego na najbliższy program Słownik polsko-polski, w którym między innymi także ja zadaję pytania dotyczące genealogii. Według strony Facebookowej programu premierowa emisja odbędzie się 16 stycznia 2023 r. w programie TVP Polonia o 17.20. Po dwóch powtórkach odcinek ten jak wszystkie poprzednie trafi na platformę vod, gdzie będzie go można zawsze ponownie obejrzeć.

Zdjęcie z nagrania programu.

Zachęcam też do powrotu do moich starszych wpisów, gdzie odnoszę się do korzystania z wiedzy prof. Miodka także przez nas genealogów.

Grażyna Rychlik
15 I 2023

Podsumowanie mijającego roku genealogicznego (2022)

W tym roku postanowiłam oddzielić podsumowanie roku 2022 od planów na 2023. Muszę przyznać, że w tym roku miało miejsce tyle bardzo ciekawych genealogicznych zdarzeń, że nawet bez szczegółowego podsumowywania mogę powiedzieć, że był to bardzo ciekawy i bardzo udany genealogicznie rok, z którego powstało wiele ciekawych planów na rok kolejny. Ale o planach na razie nie piszę.

Pierwsze miesiące roku upłynęły mi na organizacji życia prywatnego. Nawet wyrobienie się na termin oddania artykułu do Paranteli – Rocznika Śląskiego Towarzystwa Genealogicznego – który upływał z końcem maja, było wyzwaniem, ale udało mi się tego terminu dotrzymać. Tym razem opisałam najstarsze pokolenia rodziny Szaniawskich, moich przodków po stronie ojca mojej mamy, mojego dziadka Józefa Szaniawskiego. Parantele Rocznik 7 (2022) przyjechały do Brzegu.

W tym roku po raz pierwszy od początku istnienia Ogólnopolskiej Konferencji Genealogicznej w Brzegu mogłam przyjechać na całą konferencję, wcześniej byłam w Brzegu dwukrotnie, ale tylko na parę godzin, co zawsze było bardzo ciekawą genealogiczną przygodą, która jednak zawsze była nacechowana pośpiechem i niedosytem. Oczywiście, kilkakrotnie – nie mogąc przyjechać – słuchałam wykładów online. Tym razem nie musiałam się spieszyć, choć tak się złożyło, że tzw. 9 Brzeg odbywał się częściowo w tym samym terminie, w którym odbywała się inna konferencja genealogiczna, w której brałam udział online, więc przez 1,5 dnia musiałam sobie jakoś poradzić z udziałem w obydwu konferencjach w tym samym czasie. Była to konferencja o nazwie Professional Management Conference, w skrócie PMC, o tematyce przydatnej dla zawodowych genealogów. To nie był koniec konferencji genealogicznych. W tym roku brałam też udział jako wykładowca w corocznej konferencji organizowanej przez PGSA (Polish Genealogical Society of America co można przetłumaczyć Polskie Towarzystwo Genealogiczne Ameryki) z siedzibą w Chicago. Na tej konferencji wysłuchałam też wszystkich innych wykładów, prawie wszystkie prezentowane były przez kilkoro znanych mnie ale i pewnie wielu czytelnikom mojego bloga i bywalcom Konferencji w Brzegu genealogów z Polski.
W każdym razie przez 10 dni we wrześniu wzięłam udział w 3 konferencjach genealogicznych. Nieszczęśliwie wszystkie terminy zbiegły się w tym samym czasie, a we wszystkich chciałam uczestniczyć. Była to duża dawka genealogii w różnych odsłonach w tak krótkim czasie. Wrzesień był więc dla mnie miesiącem konferencji genealogicznych. Mam nadzieję, że w przyszłości konferencje te nie skumulują się w tym samym czasie jak w tym roku.

W październiku – o czym informowałam w skrócie na Facebookowej stronie Praktykowania Genealogii – rozpoczęłam pracę nad moją kolejną – już czwartą – książką o tematyce genealogicznej. Więcej napiszę o niej w poście o planach na 2023.

Kumulacją myśli towarzyszących mi przy pisaniu mojego posta o ostatnim dzwonku jeżeli chodzi o przygotowanie genealogii rodzinnej na prezent gwiazdkowy oraz w odniesieniu do mojego artykułu o Szaniawskich z Paranteli była zupełnie niespodziewana decyzja, by spisać genealogię Szaniawskich – na bieżący stan wiedzy – i wydać ją w wersji drukowanej właśnie na prezent gwiazdkowy. Będę jeszcze o tym pisać w przyszłości, także w mojej kolejnej książce: zabieranie się miesiąc przed świętami do takiego przedsięwzięcia nawet kiedy poszukiwania są w miarę zakończone, to niestety zbyt krótki termin, jeżeli chce się książkę wydrukować. Pomysł druku i w ogóle ukończenia książki przed świętami zarzuciłam, ale ten projekt kontynuuję nadal i wydanie na razie rodzinne ukaże się niedługo – o tym będę pisać w pierwszych tygodniach 2023. Jeśli chodzi o Szaniawskich w tym roku dzięki pisaniu artykułu do Paranteli jak i dzięki moim dalszym poszukiwaniom udało mi się ustalić wiele nowych informacji.

Jeśli chodzi o moich Szaniawskich to wielkim wydarzeniem mijającego roku było spotkanie z potomkinią Szaniawskich, z którą mamy wspólnych przodków w postaci naszych 3x pradziadków Pawła Szaniawskiego (ok. 1782-1867) i Aleksandry z d. Worowskiej (1792-przed 1851), a którą poznałam dzięki badaniom DNA. Spotkanie odbyło się na Starych Powązkach w Warszawie, gdzie wspólnie odwiedziłyśmy kilka rodzinnych grobów.

Największym wydarzeniem genealogicznym mijającego roku była dla mnie jednak moja zupełnie nieplanowana wyprawa do Archiwum Diecezjalnego w Drohiczynie, gdzie musiałam sprawdzić niezwiązane z moją rodziną akty metrykalne. Ale to by była bardzo krótka wizyta. Postanowiłam więc powrócić do poszukiwań oczekujących od pewnego czasu w kolejce i dotyczących mojej rodziny Rychlików. To była jedna z pierwszych rodzin której genealogię zaczęłam badać, było to jednak jakiś czas temu. Wróciłam potem do tej rodziny w 2019 i 2020, ale na początku 2020 musiałam wybierać: Mormoni czy zakupy, by być przygotowanym na ewentualny lock down pandemiczny i wybrałam to drugie.

We wcześniejszych poszukiwaniach przebiłam się przez cały XIX w. Wielkim krokiem milowym w tych poszukiwaniach było odkrycie w 2020 w alegatach odpisu aktu chrztu mojego 4x pradziadka Stefana a wg aktu Piotra Szczepana Rychlika urodzonego w 1767. Dokument ten zawierał oczywiście imiona rodziców, poznałam więc moich 5x pradziadków. Pisałam o tym odkryciu na blogu w lutym 2020. Tak się szczęśliwie składa, że istnieje Sumariusz aktów metrykalnych dla parafii rzymskokatolickiej w Węgrowie, do której należała wieś Ruchna, w której w XVIII w. oraz przynajmniej pod koniec XVII w. mieszkali moi przodkowie z rodziny Rychlików. Nie wszystkie akty metrykalne były spisane od tego samego roku, najstarsze są akty chrztu zindeksowane w tym Sumariuszu od 1683 czyli roku, w którym król Jan III Sobieski walczył pod Wiedniem. Sumariusz ten był bardzo sumiennie spisany, jest dostępny online na szukajwarchiwach.org a przechowywany jest w Archiwum Państwowym w Siedlcach. Na moją wyprawę do Archiwum Diecezjalnego w Drohiczynie przygotowałam się przy pomocy tego Sumariusza dzięki czemu w Archiwum mogłam po prostu odszukać interesujące mnie dokumenty. W czasie tej wyprawy udało mi się po raz pierwszy odnaleźć akt metrykalny moich przodków z XVII w. Jest to akt chrztu mojego urodzonego we wsi Ruchna 6x pradziadka Kazimierza Rychlika, który był synem Grzegorza Rychlika i Marianny czyli moich 7x pradziadków. Nie przeglądałam jeszcze aktów zgonu. Być może uda mi się ustalić orientacyjny choćby rok urodzenia Grzegorza Rychlika, ale to są już plany na kolejne poszukiwania. Kazimierz miał kilkoro rodzeństwa, więc rozpracowanie genealogii Rychlików zajmie mi trochę czasu. To była dość duża rodzina jeśli chodzi o samych potomków Grzegorza Rychlika a być może były i inne rodziny o tym nazwisku w okolicy Węgrowa w tamtym czasie, na razie jeszcze tego nie wiem.

Akt chrztu Kazimierza Rychlika

Węgrów, 2 marca 1692

2022 był więc dla mnie rokiem wielu bardzo ciekawych zdarzeń i odkryć genealogicznych oraz rokiem, w którym rozpoczęłam kilka nowych projektów genealogicznych w tym książek.

Mam nadzieję, że także mieliście udany genealogicznie rok! Jeżeli chcecie się podzielić waszymi doświadczeniami, piszcie w komentarzach na blogu lub na Facebooku.

Życzę wam też wielu ciekawych odkryć genealogicznych w 2023!

Grażyna Rychlik
30-31 XII 2022

Idą Święta, czas prezentów – małe przypomnienie genealogiczne

Już tylko miesiąc pozostał do Świąt. Święta to czas, kiedy na ogół obdarowujemy się prezentami. Czasem kupowanie prezentów to stres, bo nie wiadomo co kupić lub ceny ograniczają nasze zamiary.

Prezenty wykonane samodzielnie na ogół nie są drogie, ale wymagają czasu i zaangażowania. Często są one doceniane bardziej przez osoby obdarowywane niż prezenty kupione w sklepie. Oczywiście, jeżeli te osoby obdarowywane potrafią dostrzec wartość takiego samodzielnie wykonanego prezenetu.

Takim samodzielnie wykonanym prezentem, który może wymagać w większości przypadków jedynie poświęcenia pewnej ilości czasu jest przygotowanie opracowania na temat historii naszej rodziny, jakiejś jednej linii, jakiegoś ulubionego przodka.
Taki prezent może też przekierować dyskusję przy wigilijnym lub ogólnie świątecznym stole z przygnębiającej tematyki bieżącej na wspomnienia rodzinne, oglądanie zdjęć, dzielenie się nieznanymi być może jeszcze historiami. Te nieznane historie możemy zainicjować sami właśnie poprzez opracowanie naszych odkryć genealogicznych, które na ogół wyciągają na światło dzienne jakieś nowe informacje.

Jeżeli przygotowanie takiego opracowania genealogicznego czy historii rodzinnej przemawia do was jako prezent, kótry ofiarujecie bliskim, to trzeba się spieszyć! Do Świąt pozostał już tylko jeden miesiąc.

Grażyna Rychlik
25 XI 2022

1 listopada 2022 – to był dla mnie także dzień mikro zjazdu rodzinnego

Niewątpliwie im szerzej będziecie prowadzić wasze poszukiwania genealogiczne tym więcej uda się wam odnaleźć i to nie tylko informacji ale i dalszych lub bliższych krewnych.

W mojej pierwszej książce „Praktykowanie genealogii; Pieniążkowie z Jedlińska XVIII-XIX w.” pisałam, że kiedy rozpoczynacie przygodę z genealogią i tym początkiem są wywiady z krewnymi, w pewnym momencie natraficie na kogoś z rodziny bliższej czy dalszej, kto podobnie jak wy jest zainteresowany historią swojej rodziny. Tacy sprzymierzeńcy są najcenniejsi. I ta „prawda genealogiczna” pozostaje niezmienna.

Natomiast wraz z zaawansowaniem poszukiwań odnalezienie nowych informacji może się okazać coraz trudniejsze. Jeżeli poszerzycie swoje „łowy” o badania DNA, to tutaj możecie odkryć coś interesującego, ale nawiązanie kontaktu z administratorami wyników badań może być trudne, długoterminowe, frustrujące, może też się nigdy nie wydarzyć.

W tym konkretnym przypadku po kilku latach od zrobienia badania pojawił się w bazie ktoś, kto miał względnie dużo wspólnego DNA z moją mamą. Napisałam więc do administratora danych. Przez rok nie dostałam żadnej odpowiedzi. Po roku napisałam ponownie i wtedy się udało. To dowód na to, że mimo wszystko warto próbować!

Dzięki nawiązaniu kontaktu przez Family Tree DNA odnalazły się dwie linie potomków dzieci mojego 3x pradziadka Pawła Szaniawskiego urodzonego ok. 1782 i zmarłego w 1867 w Gozdowie (parafia Skaryszew). My jesteśmy potomkami Aleksandra Szaniawskiego urodzonego w 1829, który ożenił się z Marianną Pieniążek urodzoną w Jedlińsku w 1830. Genealogia Marianny – 4 najstarsze pokolenia Pieniążków, które odnalazłam – opisane są w tej mojej pierwszej książce. Aleksander wżenił się w rodzinę rzemieślniczą i zawody rzemieślnicze, choć inne niż te, w których działali Pieniążkowie, stanowiły źródło utrzymania niektórych przynajmniej potomków Aleksandra i Marianny. Ostatecznie ich potomkowie zamieszkali w Radomiu i w Radomiu znajdują się groby rodzinne tej linii Szaniawskich.

Znalazłam ostatnio przypadkowo zupełnie dowód na to, że „moi” Szaniawscy mieszkali w latach 80. XIX w. w Warszawie, ale widocznie wtedy nie zdecydowali się zamieszkać tam na stałe.

Natomiast starszy brat Aleksandra, Józef Ignacy Szaniawski ur. 1824 ożenił się ze szlachcianką Józefą z d. Łubieńską i ich dzieci – przynajmniej te znane – trzymały się zawodów urzędniczych. Na razie nie wiemy tego jeszcze, ale niektóre z tych dzieci zapewne już pod koniec XIX w. były ze swoimi rodzinami w Warszawie i rodzinne groby tej linii Szaniawskich znajdują się na Starych Powązkach. I to jest ta druga odnaleziona linia.

Nie wiemy na razie, czy to są jedyne linie potomków Pawła Szaniawskiego, który miał przynajmniej dziewięcioro dzieci, ale wiele z nich zmarło w dzieciństwie. Potencjalnie jedna, dwie lub trzy jego córki mogły mieć dzieci, których potomkowie żyją do dziś. Ale może być też i tak, że kontynuowane są do dziś linie potomków tylko tych dwóch synów Pawła, braci: Józefa Ignacego i Aleksandra.

Wydaje się też, że powinni istnieć żyjący krewni, którzy są potomkami rodzeństwa Pawła Szaniawskiego.

Sprawdzenie jak potoczyły się losy znanych i nieznanych jeszcze potomków Szaniawskich z Parznic będzie wyzwaniem dalszych poszukiwań genealogicznych dotyczących tej rodziny.

I w tym roku czyli około 2,5 roku od tego mojego pierwszego emaila po odnalezieniu krewnych genetycznych na Family Tree DNA udało się wreszcie spotkać (!) potomkiniom tych dwóch linii Szaniawskich. Spotkanie odbyło się przy grobach naszych bliższych i dalszych krewnych na warszawskich Starych Powązkach właśnie przy okazji 1 listopada. Pomysł na spotkanie pojawił się „last minute”, ale się udało

Mam nadzieję, że będziemy kontynuować wymianę informacji i że uda nam się dowiedzieć więcej o naszych Szaniawskich, gdyż obydwie jesteśmy tym zainteresowane.

Wniosek jest taki, że nie należy się poddawać, warto czasem cierpliwie poczekać, bo brak kontaktu może wynikać z wielu przyczyn, a ostatecznie możemy i w ten sposób odnaleźć pasjonatów rodzinnych historii, którzy chcą się podzielić informacjami i z którymi my możemy podzielić się naszą wiedzą genealogiczną.

Grażyna Rychlik
6 XI 2022

Zbliża się 1 listopada

Być może jesteście bardzo zaawansowani w zbieraniu informacji o swoich przodkach, krewnych i dalszej rodzinie i macie już te wszystkie informacje.

A być może dopiero rozpoczynacie swoją przygodę z genealogią? Jeżeli tak, to pamiętajcie, że zbliżające się święto – w okolicach którego odwiedzamy groby naszych bliskich (i to nie tylko te rodzinne) – jest dla genealogów bardzo dobrą okazją, by zebrać wiele informacji do naszych drzew genealogicznych.
W warunkach pobytu na cmentarzu trudno jest robić notatki. Warto więc po prostu obfotografować rodzinne groby. Chodzi przede wszystkim o fotografowanie inskrypcji nagrobnych, zawierających mnóstwo cennych dla historii naszych rodzin informacji, które czasem bardzo trudno jest uzyskać w inny sposób, bo nikt ich już tak dobrze nie pamięta.
Niektóre groby zapadają się i inskrypcje nie są do końca widoczne. Jeżeli jest to możliwe bez szkody dla grobów, warto pokusić się o zrobienie zdjęć także tych niewidocznych do końca tablic, z czasem groby zapadać się będą jeszcze bardziej i zapisane na nich informacje mogą stać się zupełnie niewidoczne.

Szczególnie warto pamiętać o sfotografowaniu grobów, jeżeli wybieracie się na cmentarz gdzieś dalej od miejsca zamieszkania, gdzie wybranie się w innych okolicznościach stanowi większą wyprawę, którą nie zawsze jest łatwo zorganizować.

Po zrobieniu zdjęć – zapewne aparatem w telefonie, choć być może korzystacie jeszcze z samodzielnych aparatów fotograficznych – sprawdźcie jeszcze na cmentarzu, czy zdjęcia są czytelne – to znaczy, czy możecie przeczytać wszystkie informacje, czy kwiatek lub lampka nie zasłoniły jakiegoś elementu inskrypcji jak na przykład data czy sam rok. Robiąc zdjęcie myślimy, że widzimy wszystko, a dopiero w domu okazuje się czasem, że nie wszystko jest widoczne. Warto to sprawdzić na miejscu.

Już w domu na spokojnie możecie spisać informacje ze zdjęć i pododawać je do drzew genealogicznych.

Jeżlie będziecie odwiedzać jakiś cmentarz po raz pierwszy w życiu – co też się czasem zdarza – dla mnie był to kiedyś cmentarz w Zawierciu – sprawdźcie, czy istnieje jakaś numeracja kwater. Jeżeli tak, zapiszcie sobie lub sfotografujcie słupek z oznakowaniem kwatery. Jeżeli nie, zróbcie zdjęcie grobu rodzinnego wraz z jakimś punktem odniesienia w tle, kaplicą cmentarną lub innym punktem znajdującym się być może poza ogrodzeniem cmentarza. Pozwoli to zlokalizować w przyszłości ten grób. Niestety, nie zawsze w życiu wracamy na cmentarz z osobami, które wiedzą, gdzie znajdują się nasze rodzinne groby, a warto to wiedzieć, by nie tracić czasu na szukanie.

Ja w tym roku planuję odwiedzić nowoodkryty w moich poszukiwania rodzinny grób, będę o tym jeszcze pisać. Ale wniosek z tego jest taki, że i groby rodzinne można odkrywać. Możemy o nich nie wiedzieć, myślimy może, że się nie zachowały, a jednak mogą na nas czekać.

Grażyna Rychlik
28 X 2022

Wrzesień (był dla mnie) miesiącem konferencji genealogicznych

W tym roku na przestrzeni 10 wrześniowych dni brałam udział w trzech konferencjach genealogicznych. Nie był to mój wybór, po prostu terminy tak się zbiegły, a chciałam uczestniczyć we wszystkich.
Chciałam się więc podzielić doświadczeniami z tego maratonu konferencyjnego i być może uda mi się zachęcić osoby potencjalnie choćby zainteresowane do uczestnictwa w GENEAMI, ogólnopolskiej konferencji genealogicznej organizowanej przez stowarzyszenie genealogiczne „Opolscy Genealodzy” na Zamku Piastów Śląskich w Brzegu, która w przyszłym roku obchodzić będzie jubileusz dziesięciolecia istnienia.
Organizatorzy konferencji w Brzegu jeszcze przed pandemią zdecydowali się na hybrydową formułę konferencji czyli prócz konferencji stancjonarnej na transmitowanie wykładów konferencyjnych na kanale YouTube przede wszystkim by umożliwić także tym osobom, które nie mogły dojechać, możliwość oglądania wykładów.

W czasach pandemii (2020-2021 oraz nadal w 2022) wiele organizacji – nie tylko genealogicznych – „przerzuciło się” z konieczności na organizowanie wirtualnych konferencji i kursów.
Wygląda na to, że obecnie toczy się debata na temat, jak organizować konferencje, czy powrócić do trybu stacjonarnego, pozostać on-line czy też działać hybrydowo. Na pewno możliwość zdalnego uczestnictwa w jakiejkolwiek konferencji obniża koszty uczestnictwa w niej dla uczestników z odległych miejsc, a z drugiej strony zwiększa zasięg odbioru konferencji w zasadzie do całego świata.
Jednakże wiele konferencji ma stałych bywalców, którzy przyjeżdżają na nie także dlatego, by po prostu spotkać się ze znajomymi genealogami, którzy przyjeżdżają czasem z dość odległych miejsc czy to od samego miejsca konferencji czy też od miejsca zamieszkania innych uczestników.
W Brzegu tradycyjnie można też nabyć wiele publikacji genealogicznych, które w pozostałych okolicznościach trzeba gdzieś zamówić i opłacić dodatkowo ich przesłanie.
Każdy sposób uczestnictwa ma zatem swoje plusy i minusy.

Pokrótce więc o konferencjach.

Najpierw trochę retrospekcji. W 2008 uczestniczyłam w konferencji genealogicznej PGSA – w tłumaczeniu polskiego towarzystwa genealogicznego Ameryki – działającego w Chicago. Była to konferencja stacjonarna, uczestniczyło w niej może 300 osób, może więcej, nie pamiętam. Była zorganizowana w dużym hotelu konferencyjnym na przedmieściach Chicago, trwała trzy dni, wykłady odbywały się równolegle w czterech salach. Dla mnie był to pierwszy udział w takiej konferencji, wydawało mi się, że była organizowana z rozmachem. Osoby, które na tej konferencji poznałam, a które uczestniczyły w tej corocznej konferencji od lat, powiedziały mi, że konferencja była niewielka i nie umywała się do konferencji z dawnych lat. To jest także dowód na to, że warto jeździć na konferencje, bo wielu rzeczy tylko od innych uczestników można się dowiedzieć, a wyciąganie samodzielnych wniosków może być powiedzmy relatywne.
Obecnie (2022) ta konferencja to sześć wykładów, po dwa każdego dnia. Organizowana jest – i to już od kilku lat (tak mi się przynajmniej wydaje) wyłącznie on-line. Nie ma żadnego dodatkowego programu, żadnej możliwości, by uczestnicy mogli się poznać i porozmawiać ze sobą. Oczywiście, jest możliwość zadawania pytań wykładowcy, ale to nie to samo, co integracja uczestników.

Nie wiem, jak radzą sobie inne polskie towarzystwa genealogiczne w USA, ale wygląda na to, że coraz mnie osób chce uczestniczyć w konferencjach o tak bardzo zawężonej tematyce jak genealogia w Polsce. Oczywiście mogę nie mieć racji, zawsze też trend może się odwrócić.
W tej chwili konferencje czy kursy genealogiczne w USA organizowane dla genealogów mają bardzo szeroką tematykę, więc być może przejmą tematykę genealogii odnoszących się do wybranych krajów. Będę obserwować ten trend.

Kolejną konferencją, w której uczestniczyłam, była konferencja dla zawodowych genealogów, zwana od lat PMC – Professional Management Conferencje . Jej tematyka była ogólnie związana z poszerzaniem wiedzy na temat różnych sposobów prowadzenia działalności jaką są szeroko rozumiane usługi genealogiczne. Ta konferencja była zorganizowana przez APG – w tłumaczeniu stowarzyszenie zawodowych genealogów, mające siedzibę w USA i zrzeszające zawodowych genealogów lub genealogów do zawodu aspirujących z całego w zasadzie świata. W tym roku uczestnicy konferencji reprezentowali 14 krajów, jednym z nich była dzięki mnie Polska.
Ta konferencja do czasów pandemii była organizowana stacjonarnie. Pandemia wymusiła zmianę zasad organizacyjnych. Co ciekawe w tym roku padł rekord uczestnictwa w tej corocznej konferencji, co być może oznacza, że forma on-line się przyjmie. W każdym razie Stowarzyszenie APG, którego jestem członkiem już zastanawia się, jak organizować konferencję w przyszłym roku.
Ponieważ uczestnicy pochodzą z różnych stref czasowych, dla jednych konferencja on-line odbywała się w ciągu dnia, dla innych w środku ich nocy. I o to zadbali organizatorzy, gdyż przez jakiś czas po konferencji można było jeszcze odsłuchiwać wykłady. Można też było zakupić wydłużony dostęp do prezentacji. To, co było bardzo fajne – i co na pewno działa na rzecz takiej formy organizacji – to to, że było wiele możliwości interakcji z pozostałymi uczestnikami, rozmów na żywo, wymiany zdań na tematy genealogiczne i zupełnie z genealogią nie związane.

Fronton budynku bramnego Zamku Piastów Śląskich w Brzegu. Przez bramę widoczną na tym zdjęciu jedynie w postaci górnej części łuku bramnego przechodzą wszyscy uczestnicy konferemcji GENEAMI.

Na tle tych dwóch „amerykańskich” konferencji nasza GENEAMI od kilku lat organizowana w formule hybrydowej wypada bardzo dobrze pod każdym w zasadzie względem czyli organizacyjnym, oferowanych wykładów, programu dodatkowego do wyboru na miejscu – różne możliwości zwiedzania pięknego Brzegu i jego zabytków – oraz tak zwanej integracji uczestników. Wystąpienia są wprawdzie krótsze niż w na konferencjach amerykańskich, ale obecnie jest to zróżnicowane. Standardowy wykład to 0,5 godziny, ale są też i dłuższe wykłady, prezentacje i warsztaty, zajęcia w niektórych godzinach odbywają się równolegle w kilku salach. Opcja udziału w tej konferencji on-line nie daje możliwości integracji – ale to jest coś za coś. Wszyscy uczestnicy, którzy chcą się spotkać ze swoimi często wieloletnimi znajomymi po prostu przyjeżdżają do Brzegu.

Jeżeli tylko okoliczności pozwolą, to na pewno będę się starała pojechać na jubileuszową konferencję do Brzegu w 2023. Was też do tego zachęcam, a przynajmniej do uczestniczenia w wykładach na YouTube. Skoro organizatorzy zapewniają nam taką możliwość, korzystajmy z niej!

Grażyna Rychlik
23 X 2022

Szaniawscy z Parznic w Parantelach a przy okazji trochę łaciny

najstarsi przedstawiciele rodziny Szaniawskich z Parznic od pierwszej połowy XVIII w.

Przede wszystkim zachęcam wszystkich – a w szczególności tych, którzy jakichś Szaniawskich w swoich drzewach genealogicznych mają – do zapoznania się z moim najnowszym artykułem o najstarszych pokoleniach przodków mojego dziadka ze strony mamy czyli rodzinie Szaniawskich z Parznic. Arktykuł znajduje się w tegorocznym (2022) wydaniu Paranteli, Rocznika Śląskiego Towarzystwa Genealogicznego we Wrocławiu.

Jeżeli jesteście potomkami którejkolwiek z opisanych przeze mnie w tym artykule rodzin, to odezwijcie się do mnie czy to w komentarzach czy przez Messengera. Bez problemu znajdziecie mnie na Facebooku, prywatnie lub na stronie Praktykowanie Genealogii.

Przy okazji chciałam też napisać kilka słów na temat odczytywania wyznaniowych rzymskokatolickich pisanych po łacinie metryk i problemów z tym związanych.

Ja korzystam w genealogii między innymi z oprogramowania Roots Magic, które umożliwia mi podgląd osób z mojego drzewa genealogicznego na kilku portalach genealogicznych. Jest to podgląd dosyć ograniczony, gdyż nie subskrybuję tych portali, ale dla mnie wystarcza, żeby zorientować się, czy inne osoby mają jakichś krewnych z moich drzew genealogicznych w swoich.

W taki sposób natrafiłam na Jana Nepomucena Józefa (łac. Joannes Nepomucenus Josephus) Szaniawskiego ochrzczonego w Kowali-Stępocinie w 1798 zapisanego w innych drzewach jako dwie osoby a mianowicie Jan Nepomucen Szaniawski i Józef Szaniawski. Dla orientacji podaję, że rodzicami Jana Nepomucena Józefa Szaniawskiego byli Jakub Szaniawski (brat mojego 4x pradziadka Józefa Szaniawskiego (ur. ok. 1760-1769)) oraz Wiktoria z Szaniawskich lub o nieznanym nazwisku panieńskim – dla mnie zapis w księdze nie wyklucza żadnej z tych opcji.

Skąd może się wziąć błąd polegający na zapisaniu jednej osoby jako dwóch? Przede wszystkim z nieuwagi, ale także z przyzwyczajenia do innego zapisu dzieci, którym nadano dwa imiona. Na ogół przy takim dziecku można było zaleźć dopisek „bin.”, skrót od łacińskiego binomen oznaczający „dwojga imion”. Przejrzałam te najwcześniejsze akty chrztów z Kowali-Stępociny dla wsi Parznice i nie widziałam, by w tej konkretnej księdze ksiądz używał skrótu „bin.”. Widząc dwa imiona dziecka można więc było przyjąć – bez wnikliwej analizy dokumentu – że dotyczy on dwójki dzieci. Jednakże w tabeli zaznaczone jest tylko jedno dziecko, więc był to chłopiec, któremu nadano dwa imiona. Nie wiem, czy ta linia ma żyjących dziś potomków, ale Jan Józef Szaniawski miał kilkoro dzieci, które na pewno założyły rodziny.

Zauważyliście zapewne, że opuściłam przydomek „Nepomucen”. Jan Nepomucen to święty kościoła katolickiego, który żył w XIV w. i pochodził z Pomuku (kraj pilzneński) w Czechach, stąd powstał przydomek Nepomucen, nierozerwalnie związany z imieniem świętego. Do pewnego momentu imiona nadawane po jakimś konkretnym świętym w aktach chrztu były zapisywane w całości tak jak brzmiały imiona tych świętych, ale raczej nie były tak używane. W tym konkretnym przypadku pierwszym imieniem nadanym jest Jan a drugim Józef.

Poniżej kopia cyfrowa aktu chrztu Jana Józefa Szaniawskiego.

Opis źródła znajduje się w artykule Szaniawscy z Parznic.

Co zatem z bliźniętami? Jak odróżnić je w księdze, jeżeli były zapisane w jednym akcie, co często się zdarzało. Jeżeli były zapisane w jednym akcie to miały łaciński dopisek gemelli czyli „bliźnięta”, który mógł być czasem skrócony do „gem.”. Przyjrzałam się zapisom z księgi chrztów z Kowali-Stępociny dla wsi Parznice i odnalazłam przykładowy zapis chrztu bliźniąt. Tutaj są one zapisywane każde oddzielnie i przy każdym dziecku jest dopisek „bliźnię” czyli po łacinie gemellus i słowo zapisane jest w całości. Jest to zapis nieco późniejszy, z 1802. Załączam też kopię cyfrową tych dwóch aktów chrztu.

Oczekuję na odzew od potomków Szaniawskich z Parznic!

Grażyna Rychlik
18 X 2022